piątek, 17 listopada 2017

Już zimowe grzybki…



Przetrwaliśmy pierwsze uderzenie zimy – temperatury do -4,7°C i opady śniegu. Wprawdzie mierne, ale zawsze to śnieg.


Tymczasem w naszym mieście zmiany pogody zasygnalizowały… grzyby! Na kilku stanowiskach pojawiły się płomiennice no i oczywiście ucha bzowe.


Ale to nie koniec osobliwości, bo na drzewach znajdujących się koło kościoła zauważyłem piękne okazy żółciaka siarkowego, które wyrosły pod koniec I dekady listopada! Przypominam, że na wiosnę tego roku ich nie było, a zatem czyżby wyrosły dlatego, że łagodna aura pozwoliła im na to?


W warunkach Jordanowa grzyby te pokazują się tylko raz – na wiosnę w maju-czerwcu. I nie więcej!

Poza tymi grzybami były jeszcze pieczarki dwuzarodnikowe, boczniaki (ale poza miastem) i oczywiście duże czernidłaki.



Jeżeli idzie o grzyby leśne, to sygnalizowano ciągłe pojawianie się podgrzybków, kurek i ceglasi. Najprawdopodobniej będą one się utrzymywać tak długo, jak długo temperatury będą się trzymały powyżej zera.






Tak przy okazji, to starzy ludzie wróżą ostrą zimę, więc grzyby wykorzystują do oporu możliwość owocowania…  

czwartek, 16 listopada 2017

Deubekizacja: zemsta knajaków

Najpierw Czytelniku przeczytaj to:



 A teraz to:

Haniebna Ustawa deubekizacyjna uderzyła nie tylko w żołnierzy i funkcjonariuszy, ale także w kobiety i dzieci. To oczywiste, że w IV RP rząd – a przede wszystkim PiS – pragnie zniszczyć tych, którzy stali na straży Polski Ludowej i jej bezpieczeństwa. No bo wiadomo, trzeba zniszczyć wszystkich tych, którzy pamiętają, że kiedyś w tym kraju było lepiej. Stąd właśnie ustawy norymberskie IV RP, prześladowania byłych żołnierzy i funkcjonariuszy oraz pracowników cywilnych, a wszystko przy bełkotach z trybuny sejmowej o tym, jak to się w Polsce ludziom polepszyło, co zakrawa na kpiny…

W załączonym artykule z „Tygodnika Podhalańskiego” najbardziej rozbawił mnie komentarz p. Jurka Jureckiego. I do niego pragnę się odnieść.

Otóż uprzejmie donoszę p. Jureckiemu, że ja swój żołd a potem pensję brałem w złotych polskich, a nie – jak wielu solidaruchów – w dolarach amerykańskich czy markach RFN. A to wskazuje dokładnie, dla kogo te solidaruchy naprawdę pracowały.

Napisałem, że UD jest zemstą knajaków. Bo jest. Odbierając nam emerytury rządzące nami sitwy z PO, PSL i PiS postawiły się za tymi, których wsadzaliśmy za kratki – za przestępcami pospolitymi: złodziejami, przemytnikami, oszustami… To się nazywa poplecznictwo i jest karalne. I będzie.

P. Jurecki chwali się, może był członkiem komisji weryfikacyjnej ubeków. Na jego miejscu bym się nie chwalił, bo to dowodzi, że zrobił to z chęci zemsty, a nie dla Polski i Polaków. Chodzi o to, że każdy solidaruch i wielu solidurni (ludzie ogłupieni przez solidaruchów, którzy potem stali się pożytecznymi idiotami) mieli wiele za uszami w czasach PRL, i nie była to polityka, tylko zwyczajne przestępstwa kryminalne: kradzieże, malwersacje finansowe, przekręty, handelek walutami i towarami luksusowymi, wszelkiego rodzaju korupcja, przemyt i inne kryminałki. Bo o to chodzi p. Jurecki, że dla służb człowiek uczciwy był niewidzialny. Przeźroczysty. Nie było go. Ale kiedy wdepnął w jakieś gówno, wtedy służby brały go na celownik.

Nie, nie zamykano ludzi, bo z więźnia pożytek żaden, a każdy informator był na wagę złota. Były trzy podstawy do werbunku: dobrowolność, korzyść i przymus. W 90% robiło się stuków właśnie na podstawie materiału obciążającego lub kompromitującego albo obu. Oczywiście byli tacy, którzy ciągnęli z tego kasę czy inne korzyści. Byli tacy, którzy robili to z lojalności wobec państwa. Jakie ono było, takie było, ale liczono się z nim w świecie – dzisiaj wszyscy się z nas śmieją, aż wstyd. No bo jak tu się nie śmiać z pieska łańcuchowego Ameryki i dojnej krowy Watykanu? Więc p. Jurecki, dobrze byłoby, gdyby otwarto i udostępniono szerokiej publiczności teczki liderów „Solidarności”. Byłoby w nich co czytać. No i okazałoby się, że to wcale nie były (i nie są) takie kryształowe postaci, za jakie się uważają i na jakie się kreują. I dlatego właśnie powołano IPN, żeby te teczki chronił przed suwerenem…

„SB biła, zabijała, torturowała i więziła” – napisał p. Jurecki. Oczywiście – po spasionych mordach solidaruchów widać te „tortury”. Gdyby to była prawda, to p. Jurecki nie napisałby tych słów, bo już by dawno gryzł ziemię wraz ze swymi koleżkami.

Będąc oficerem WOP wedle p., Jureckiego miałem jakieś profity i przywileje. Owszem: 50% zniżki na PKP, 50% zniżki na PKS. Ale to miał każdy na państwowej posadzie. W osławionych sklepach za żółtymi firankami kupowałem głównie sorty mundurowe, bo tylko to w nich było. Czasami rzucano tam coś lepszego, ale ja tam jeździłem tylko wtedy, kiedy musiałem. P. Jurecki i jemu podobni rozpisywali się na ich temat, wstydliwie pomijając to, że każdy zakład pracy miał taki sklep, w którym można było kupić różne artykuły – w tym i te luksusowe. No, ale to już nie pasuje do legend o pustych półkach i occie z solą, szczawiu i mirabelek. No i miałem największy przywilej: w razie konfliktu zbrojnego byłem pierwszym, który przyjąłby na siebie uderzenie nieprzyjaciela. To był mój przywilej – bohatersko oddać życie za Ojczyznę. Za taką, jaka wtedy była, bo p. Jurecki INNEJ NIE BYŁO.

I jeszcze à propos przywilejów: za granicę mogłem wyjechać jak każdy śmiertelnik, z zastrzeżeniem, że zezwolenie na wyjazd do sąsiadów dawał dowódca Brygady WOP, a na Zachód – minister, no i jak każdy śmiertelnik oddawałem paszport do składnicy. NB, jak każdy śmiertelnik także podlegałem kontroli paszportowo-celnej…  

Te i inne bzdety pisane przez rozmaitych Jureckich można by mnożyć, ale nie mam ochoty na dyskusję z fantazjami i urojeniami człowieka, któremu nienawiść przysłania rozum. A co do Popiełuszki, to mam nadzieję, że kiedyś dowiem się prawdy o tym człowieku. Tej prawdziwej – nie spreparowanej w procesie toruńskim i przez usłużnych kościołkowych hagiografów. Z tego, co o nim wiem wynikałoby, że był to klasyczny agent wpływu pracujący na dwie, a może i na trzy strony. Ale to już inna sprawa.

Tak więc proponuję, by otwarto wszystkie zbiory pozostające w gestii IPN i ujawnijmy wreszcie prawdę o „Solidarności” i jej „wodzach”. I daję słowo, byłoby co czytać!

A teraz p. Jurecki powiem panu, o co chodzi w tym całym cyrku:

Ustawa dezubekizacyjna

Ustawa obniża emerytury i renty „za służbę na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). Od 1 października 2017 r. maksymalna emerytura dla tych osób nie może być wyższa niż średnie świadczenie w ZUS (emerytura - ok. 2 tys. zł, renta - ok. 1,5 tys. zł, renta rodzinna - ok. 1,7 tys. zł).
(Jest to kłamstwo, bo w ogromnej większości przypadków kwoty te są jeszcze niższe i to o jakieś 50%!)
Według szacunków MSWiA obniżonych zostanie ponad 18 tys. emerytur policyjnych, ponad 4 tys. policyjnych rent inwalidzkich i ponad 9 tys. rent rodzinnych. Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy sprawdzał IPN, który informował, że dotyczy to ponad 240 tys. osób. Od decyzji obniżającej świadczenia będzie przysługiwało odwołanie do sądu.
(To brzmi jak jakiś dowcip – będziemy prosić złodziei o oddanie tego, co nam zagrabiono. Chyba tylko po to, by nas podzielić i skłócić. Typowe urągowisko. Ja tego nie zrobię, tak nisko jeszcze nie upadłem i nie upadnę.)
Zdecydowano, że szef MSWiA będzie miał możliwość indywidualnego wyłączenia spod działania ustawy „w szczególnie uzasadnionych przypadkach” osoby pełniące służbę na rzecz totalitarnego państwa, ze względu na „krótkotrwałą służbę przed 31 lipca 1990 r. oraz rzetelnie wykonywanie zadań i obowiązków po 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem życia”.
(No i za współpracę ze zdrajcami i sprzedawczykami Polski przed i po 1989 roku)
Zmiany w prawie mają przynieść około 546 mln zł oszczędności rocznie.


I właśnie p. Jurecki w tym wszystkim chodzi o te 546.000.000,- PLN rocznie, a nie o prawo i sprawiedliwość, które po 1989 roku w tym kraju stały się prawdziwą fikcją i farsą… 

wtorek, 14 listopada 2017

Biały koń św. Marcina…



Stare ludowe porzekadło mówi, że św. Marcin przyjeżdża na białym koniu w dniu 11 listopada. W tym roku spóźnił się o całą dobę, bo sypać śniegiem zaczęło dopiero 12.XI.  Temperatura nocna w św. Marcina spadła do +1,9°C, zaś dzienna do +7,1°C. Zachmurzenie było całkowite zaś ciśnienie z 1014 hPa w ciągu dwóch dni spadło do 998 hPa. Miało to związek z dość przereklamowanym huraganem MARCIN, który w sumie dał popis sztormu na Bałtyku…



Najzimniej i najbardziej śnieżnie było w dniach 12. i 13.XI, kiedy to temperatura dzienna spadła do +0,9°C, zaś wieczorem 13-tego było zaledwie +0,1°C. Należy jednak podkreślić, że przez cały czas nie było spadku temperatury poniżej zera! Dzięki temu śniegi utrzymują się powyżej 680 m n.p.m.




W dniu dzisiejszym jadąc do i z Krakowa mieliśmy okazję podziwiać Beskidy w śnieżnych czapach. Temperatura dzienna podniosła się do +4,0°C – zaś w Krakowie było +5,5°C, ciśnienie podniosło się do poziomu 1020 hPa i do południa od czasu do czasu nad „zakopianką” błyskało słoneczko. Niestety – ten zgniły jesienny wyż nie da nam go za wiele.

29.X.2017 r. i...
13.XI.2017 r.


Kolejne ludowe przysłowie mówi o tym, że jak przed św. Marcinem przychodzi zima, to po nim jej nie ma. No zobaczymy. Problem polega na tym, że wskutek coraz bardziej widocznego EGO wszystkie ludowe mądrości biorą w łeb. I to naprawdę nas zasmuca, choć z drugiej strony nie mamy powodów do narzekania – zaoszczędzamy na paliwach kopalnych i w rezultacie mniej produktów spalania skaża i zanieczyszcza atmosferę. Jest to jedyny plus EGO, bo cała reszta niesie ze sobą zagrożenia…  

niedziela, 12 listopada 2017

Święto Niepodległości: Jordanowska sesja naukowa



W przeddzień Dnia Niepodległości, w ramach obchodów 99. Rocznicy odrodzenia się Polski, w naszym mieście mieliśmy kilkanaście imprez i manifestacji z tej okazji. Były przede wszystkim wystawy, śpiewanie pieśni patriotycznych i harcerskie gry terenowe. Poza tym interesująca rekonstrukcja historyczna na Rynku, którą przedstawiała grupa rekonstrukcyjna.





Dla mnie najciekawszym wydarzeniem była sesja naukowa składająca się z referatów mgr Stanisława Bednarza – „Polskie drogi do niepodległości”, w którym naświetlił on polityczne i militarne przesłanki do końca I Wojny Światowej i powstanie państwa polskiego.





Drugi referat wygłosił dr inż. arch. Krzysztof Wielgus – „Inżynieria Niepodległości”, w którym opowiedział on o ludziach, którzy przygotowywali Polaków do powrotu Polski po Wielkiej Wojnie, którzy wykonywali najbardziej niewdzięczną pracę: pracę u podstaw i pracę organiczną.





Trzeci referat wygłosił dr Piotr Sadowski – „Jordanowskie drogi do niepodległości”, w którym opowiedział on o sytuacji polityczno-społecznej i historycznej, która doprowadziła do powrotu Polski na nasze ziemie i o udziale w tych procesach obywateli naszego miasta i Ziemi Jordanowskiej.



Sesja ta wzbudziła szerokie zainteresowanie i przyciągnęła szeroką publiczność, która wypełniła salki jordanowskiego MOK Pod Basztą.


Ogólnie rzecz biorąc mimo paskudnej pogody – zimna i wiatru – wszystkie imprezy obchodów Dnia Niepodległości wypaliły i przyciągnęły uwagę mieszkańców naszego miasta.     

czwartek, 9 listopada 2017

453. urodziny Jordanowa!



Dziś nasze miasteczko obchodzi 453 urodziny. Bowiem dokładnie 453 lata temu w 1564 roku w Piotrkowie Trybunalskim, w dniu 7 listopada król Zygmunt August nadał Wawrzyńcowi Spytkowi Jordanowi kasztelanowi krakowskiemu prawa do lokacji miasta na surowym korzeniu w dobrach wsi Malejowa. Zatem wspomnijmy też o matce Jordanowa - Malejowej, która gdy powstał Jordanów miała już 142 lata.


Ród Jordanów był potężnym gniazdem, którego potęga wyrosła na działalności związanej z wydobyciem soli, czyli tzw. żupnictwem. W ówczesnych czasach udziały w eksploatacji złóż solnych można by porównać do dzisiejszych interesów związanych z wydobyciem ropy naftowej. W momencie lokacji Jordanowa wszystkie okoliczne wsie już istniały, brakowało im tylko ośrodka jarmarczno-rzemieślniczego, który by zaspakajał potrzeby okolicznych mieszkańców. Zmierzam do stwierdzenia, że Jordanów nie mógł obyć się bez okolicznych wiosek, a wioski bez Jordanowa.


Rozdzielenie tej historycznej symbiozy (czyli podział na Miasto i Gminę wiejską) w 1992 roku w myśl doraźnych potrzeb stało w sprzeczności z założeniami historycznymi. Po lokacji wytyczono ogromny rynek, którego powierzchnia wynosi około 4 morgów (morga=0,56 ha). Tak wielki rynek potrzebny był na organizowanie wielkich jarmarków. No i z biegiem lat posypały się przywileje jarmarczne. Założyciel Jordanowa Wawrzyniec Spytek Jordan (1518-1568) był prawdziwym człowiekiem Renesansu. Był dostojnikiem państwowym – tytuł kasztelana krakowskiego był drugim cywilnym tytułem po królu. Wspomnijmy też, że był przyjacielem króla Zygmunta Augusta, któremu nawet pożyczał pieniądze, a miał z czego. 




Zmarł w swoich dobrach w Mogilanach w 1568 roku, tak że nie doczekał pełnego ukształtowania urbanistycznego Jordanowa. Pochowany jest w kościele św. Katarzyny w Krakowie, gdzie podziwiać możemy przepiękny renesansowy nagrobek. Miał jedynie pięć córek, co zrodziło konsekwencje dziedziczenia Jordanowa po kądzieli i wnoszenia miasta w posagu. Stąd różne nazwiska przyszłych właścicieli. Lokacja Jordanowa była dla niego świetnym interesem, tym bardziej, że miejscowość leżała na trasie tzw. traktu solnego.


Stanisław Bednarz