piątek, 23 czerwca 2017

Wielka burza i jeszcze większe rozczarowanie…



W dniu wczorajszym czyli 22.VI spodziewaliśmy się burzy. Od rana duchota i ciepły wiatr z kierunku S-SW. Temperatura dzienna podpełzła do +28,3°C, a pod wieczór na niebie pojawiły się chmury. Rosła wilgotność powietrza, co najlepiej było widać po smugach kondensacyjnych zostawianych przez samoloty – najpierw były krótkie lub wcale, potem ciągnęły się coraz bardziej za samolotami. Ciśnienie zrazu wysokie – 1015 hPa zaczęło spadać. Wszystko wskazywało na to, że zbliża się potężna burza.

I faktycznie – na mapach niemieckiego DWD i norweskiego YR o godzinie 19:00 widać było ogromny front burzowy przemieszczający się powoli przez całe Niemcy Czechy, Austrię i Słowację. Częstotliwość uderzeń piorunów wynosiła jakieś 100/min lub nawet więcej. Należało się spodziewać, że burze przyjdą do nas w nocy.


Zaczęło się około godziny 03:00, kiedy to ujrzeliśmy pierwsze błyski na południowo-zachodnim horyzoncie. Pierwszy deszcz spadł w parę minut później, zaś burza nad Jordanowem zaczęła się o 03:30. Jednakże szału nie było: pogrzmiało do 04:30, o piątej przestało rosić. Spadło jedynie 3,79 dm³/m² i na tym się w zasadzie skończyło, a szkoda, bo przydałoby się kilkakroć więcej deszczu, ale dobre i to...




Z mam wynika, że była to burza, która szalała nad Czechami i Morawami, a która później skręciła na Słowację i Ukrainę. Wygląda na to, ze trochę dostało się nam jej północnym skrzydłem… I znów Matka Boska Pani Jordanowska ocaliła nasze miasto przed rozpasaniem żywiołów - sic!    

środa, 21 czerwca 2017

Konferencja w ICPPC



Szanowni Państwo,

Konferencja  "PRAWDZIWE ROLNICTWO. PRAWDZIWA ŻYWNOŚĆ OD PRAWDZIWYCH ROLNIKÓW" wniosła szczególnie ważne przesłanie dla Polaków i całego świata. 

Kiedy rolnicy, naukowcy, prawnicy, lekarze, ekolodzy, przedstawiciele konsumentów oraz niezależnych mediów zbierają się razem, by bronić wolności, prawdy i zdrowia ludzi, zwierząt i natury, mamy bardzo mocną podstawę, która doprowadzi do pozytywnej zmiany. 

FILMY

Zapraszamy Państwa do obejrzenia relacji filmowych z konferencji tu:
http://bezposrednioodrolnika.pl/category/konferencja-w-belwederze/filmy-konferencja-w-belwederze/  i też na You Tube.

UWAGA! 
PROSIMY O DALSZE ROZSYŁANIE tych informacji oraz NAGŁAŚNIANIE DEKLARACJI. Niech ten dokument będzie mocnym przesłaniem dla polityków, którzy powinni służyć Narodowi. 

DEKLARACJA BELWEDERSKA Karta Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności z listą sygnatariuszy: http://bezposrednioodrolnika.pl/deklaracja-belwederska-bardzo-zachecamy-do-podpisywania/

Z poważaniem 
Jadwiga Łopata i Julian Rose w imieniu Komitetu Organizacyjnego:
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi ICPPC,
Stowarzyszenie Ekoland o/Zachodniopomorski,
Stowarzyszenie Best Proeko-CIS,
Fundacja Wspierania Rozwoju Kultury i Społeczeństwa Obywatelskiego QLT,
Stowarzyszenie Rolników i Konsumentów Kukiz15,
Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO 

==========================
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC, 34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114  biuro@icppc.pl   www.icppc.pl   www.gmo.icppc.pl   www.eko-cel.pl 
WEŹ UDZIAŁ W WARSZTATACH W EKOCENTRUM ICPPC www.eko-cel.pl 

czwartek, 15 czerwca 2017

Zajączki u Pańskiej Ławy



Wiosenna, a właściwie już letnia, pogoda wygoniła mnie z domu. Ciśnienie sięgnęło 1018 hPa, na niebie zabłysło słońce za rzedniejącymi chmurami. Temperatura początkowo będąca na 13 kreskach szybko poszła do góry i kiedy wracałem z lasu, to było już +23°C. jednym słowem wspaniały słoneczny wyż!



Oczywiście pognałem do Majerzowego Lasu i na Końskie Ugory. Rozglądałem się pilnie, ale poza cudownymi kwiatami, pachnącym słodko sianem i zapachem rozgrzanych sosen nie było niczego. Grzybasy się chyba ciężko obraziły, bo nawet nie było żadnych łąkowych czy skrajno-leśnych „tańcówek” i innych bedłek.








Pierwsze kurczaki – bo jak nazwać półcentymetrowe kurki? – znalazłem idąc ku Końskim Ugorom. Nawet ich nie pozyskałem, bo małe i mało… Sfociłem je i sfilmowałem – i na tym się skończyło. Następne grzyby znalazłem za Pańską Ławą i to dokładnie w tym samym miejscu, gdzie poprzednio znalazłem ceglasia. Były to dwa podgrzybki zwane zajączkami – Xerocomus subtomentosus. Nieco mnie to zdziwiło, bo pamiętałem, że występowały one wcześniej – około początku miesiąca, a to oznacza, że wegetacja ma jakieś dwa-trzy tygodnie do tyłu. Wskazuje na to także brak borowików usiatkowanych i szlachetnych, które u nas pojawiały się już w maju. W tym roku ich jeszcze nie było. Najprawdopodobniej to wina chłodnej wiosny i późnych przymrozków.








Wracając do domu podziwiałem jeszcze łąki i pola ukraszone kwiatami. Poza tym z radością zauważyłem, że na tory wróciły pociągi! Czy aby na stałe???







A zatem wszystko jeszcze jest przed nami!  

video

video

video

video

video

video

video

video

wtorek, 6 czerwca 2017

„Kościółkowe” siarkowce



Widok na ławicę siarczaków w kształcie pytajnika, w głębi Babia Góra 

I po co chodzić do lasu, jak się ma grzybasy przy kościele – i to jakie!!! - napisałem w MMS-ie do moich przyjaciół po tym, jak na zabytkowym przykościelnym jesionie sfotografowałem przecudnej urody kolonię owocników żółciaka siarkowego czyli huby siarkowej – Laetiporus/Polyphorus sulphureus Bull. Murrill – która pojawiła się tam dzisiejszego ranka. 


Na pozostałych drzewach nie stwierdziłem żadnych owocników, podobnie jak na dwóch pozostałych stanowiskach: na jordanowskim Rynku i na ul. Mickiewicza. Powodem pojawienia się były zapewne deszcze i wysoka temperatura w nocy dochodząca do +13,5°C. 


Niestety, w dalszym ciągu nie ma purchawic olbrzymich – Langermannia/Calvatia gigantea Batsch Rostk. na obydwu stanowiskach (na Rynku i Księżym Brzegu na ul. Kolejowej). Grzyby te zostały zniszczone przez obłędne wykaszania traw i przebudowę chodnika koło Magistratu. Przypominam, że te grzyby nadal są pod ochroną…*


Na razie nie pokazują się borowiki ponure – Boletus luridus i koźlarze babki – Leccinum scabrum, które mają swe stanowiska także na Rynku, ale na nie jest jeszcze czas, jakieś 15 dni i zapewne pokażą się po zmianie fazy Księżyca, tj. ok. 24.VI, po deszczach świętojańskich.   


Jordanowski siarkowiec przykościelny...

-----------------------
* - Purchawice olbrzymie nie są już pod ochroną od trzech lat (Zenit Grzyboznawca)  

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Mowa nienawiści w Imperium Rydzyka





Ostatnimi czasy wiele mówi się o mowie nienawiści.  Oczywiście mowę nienawiści w Polsce uprawiają wszyscy ci, którzy krytykują Kościół katolicki, PiS i ich przywódców. Natomiast jakoś dziwnie nie działa to w drugą stronę i wyżej wspomniani mogą do woli pluć na wszystkich i wszystko, co w ich tępych umysłach wydaje się być im „lewackie” czy „komunistyczne”. Tak więc „lewakiem” i „komuchem” może być każdy, kto żywi odmienne poglądy „nie na bazie” i „nie po linii”.  Oczywiście „lewacy” i „komuchy” spotykają się z ostracyzmem i niechęcią, a coraz częściej z tępą, zoologiczną nienawiścią. I o to właśnie chodzi włodarzom IV RP, bo przecież ktoś musi być kozłem ofiarnym ich nieudolnych rządów. A oto ostatni przykład na powyższe:

Absurdalne wystąpienie na konferencji Szyszki i o. Rydzyka. „Ekologia odmianą zielonego nazizmu”

Na współfinansowanej przez państwo konferencji polscy leśnicy dowiedzieli się, że ekolodzy są "zielonymi nazistami" i chcą "zniszczyć dzieło Boga".
Setki leśników, przedstawiciele rządu, a także duchowni i myśliwi w połowie maja brali udział w konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”. Wydarzenie w Toruniu współorganizowała szkoła o. Tadeusza Rydzyka i Ministerstwo Środowiska, kierowane przez Jana Szyszkę. Dofinansowały ją m.in. Lasy Państwowe. Przeznaczyły na ten cel 120 tys. zł z funduszu leśnego, ujawnił portal Oko.press.
Tematami były m.in. związki kościoła z przyrodą i wsią, rola łowiectwa i leśnictwa w funkcjonowaniu wsi, czy też "łowiectwo a ochrona przyrody".
Wśród tematów wykładów pojawił się jeden odstający od reszt: „Filozoficzne podstawy animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt i drzew”. Przedstawił go ks. prof. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
W swoim dość zawiłym wystąpieniu ks. prof. Tadeusz Guz mówił myśli politycznej, ideologii (wspominając m.in. Marka i Hegla), krytykując "skrajną" i "totalną" nową lewicę. Ekologom ksiądz zarzucał "animizację" człowieka, co ma być -zdaniem duchownego - gorsze od nazizmu.

Ekologia to „odmiana zielonego nazizmu”

- Ci którzy tworzą tę tak zwaną ideologię zielonych wiedzą, że stawką jest być albo nie być. Oni opowiedzieli się za totalnym "nie być". Nawet Trzecia Rzesza Niemiecka, która jeszcze za coś pozytywnego uznała rasę, była dla nich zbyt mało radykalną - mówił ks. Guz. 
Ksiądz argumentował, cytując m.in. Arystotelesa i Cycerona, że człowiek ma prawo w zasadzie robić z naturą co chce i że istnieje ona po to, aby człowiek ją wykorzystywał. - Zwierzęta istnieją dla dobra ludzkiego - cytował poglądy sprzed dwóch tysięcy lat naukowiec. Późnej cytował też ministra środowiska Jana Szyszkę.
Ks. Guz oskarżał opisywana przez siebie ideologię o „chęć zniszczenia wszystkiego, co stworzył Bóg” i „zamach na ten piękny świat”. Później poszedł dalej:
W ideologii ekologizmu jako zielonego, ateistycznego, materialistycznego i nihilistycznego neokomunizmu dokonywana jest radykalna negacja Boga jako stworzyciela Polski, Polaków i Polek, zwierząt i roślin. Neomarksistowski nurt myślenia przechodzi dalej. Od totalnej opozycji względem Boga objawionego do częściowej animalizacji człowieka, aby go jednak ostatecznie doprowadzić do całkowitej zagłady. Jest kochani - a wiem co mówię -  ta ideologia odmianą zielonego nazizmu. Z tą jedną różnicą względem III Rzeszy Niemieckiej, że nawet jedna rasa ludzka, czyli germańska, już nie ma prawa do dalszego istnienia. 
- Ratujmy Polskę przed przebranym z czerwonej na zieloną szatę komunizmem - apelował pod koniec wystąpienia ksiądz. 

Naukowcy domagają się usunięcia księdza od wykładania

Wystąpienie skrytykowali obrońcy przyrody i naukowcy, w tym Radosław Gawlik, były wiceminister środowiska - podaje lubelska „Gazeta Wyborcza”. 
- Nie rozumiem jak ksiądz profesor mógł coś takiego powiedzieć i jak ksiądz i biznesmen Tadeusz Rydzyk i minister środowiska mogli się temu z aprobatą i uśmiechem przysłuchiwać - mówi Gawlik.
Wraz z ponad 100 innymi aktywistami i naukowcami podpisał się on pod listem do władz KUL. Autorzy apelują w nim o odsunięcie ks. Guza od prowadzenia zajęć ze studentami. W przytoczonym przez "Gazetę Wyborczą" liście czytamy: 
Mowa nienawiści, którą z pewnością jest porównywanie ekologów do nazistów, nie może być publicznie akceptowana. Ks. prof. Guz zaprezentował poglądy zamknięte, szowinistyczne, pseudo-naukowe, sprzeczne z istotą chrześcijaństwa. Wygłosił swoje wystąpienie w języku totalitarnym - krucjaty, nienawiści.
Władze KUL nie odniosły się do kwestii odsunięcia ks. Guza od zajęć. Jednak rzeczniczka uczelni zapewniła, że zostanie on poproszony o wyjaśnienie swojej wypowiedzi i przeproszenie osób, które poczuły się urażone.

Właściwie szkoda komentować bredni tego urzędasa pana B., który zapewne – gdyby żył w latach 40. XX wieku – wspierałby faszystów, nazistów i militarystów w ich bandyckich, antyludzkich poczynaniach i ratował zbrodniarzy hitlerowskich oraz polskich pseudo-patriotów przed wymiarem sprawiedliwości. Ale nie to jest przerażające. Wielbicieli Duce, Führera i Tenno zawsze było dużo w tym ogłupionym do cna narodzie, którego przedstawiciele składali czołobitności przed chilijskim zbrodniarzem i defraudantem Pinochetem i właziło bez mydła i wazeliny amerykańskim prezydentom, obcałowywało niemieckich kanclerzy i płaszczyło się przed zachodnimi politykierami, którzy dbali przede wszystkim o swoje interesy i interesy swoich narodów mając Polskę i Polaków w miejscu, gdzie słońce nie dochodzi.  

Przerażające jest to, że na sali wykładowej siedziało kilkudziesięciu leśników – a więc ludzi, którym na sercu powinno leżeć dobro lasów im powierzonych i ojczystej Przyrody – i żaden z nich nie zaprotestował przeciwko tym ohydnym, kłamliwym, obrzydliwym i absurdalnym wynurzeniom. Żaden! Czy już tak zgłupieli, a może po prostu dali się kupić? Nie – po prostu zastraszono ich perspektywą wyrzucenia z pracy. Strasznym jest to, jak ten naród dał się opętać i ogłupić demonom chciwości możnych z jednej strony i tchórzliwej głupoty z drugiej. W komunie po czymś takim zaczęłyby się protesty i wrzask opozycjonistów (obficie podsypywanych dolarami z Ambasady USA i Kościoła) – teraz ci-sza! – bo wszyscy się boją o. Dyrektora i jego wiernego podnóżka… 

Jest mi wstyd za nich, bo kiedyś nosiłem mundur leśnika – który to zawód został sprostytuowany i sprowadzony do roli służebnej wobec kasty biznesmenów w koloratkach, ale z drugiej strony byłem nim w czasach, kiedy państwo dbało o lasy i Przyrodę ojczystą, tworzyło rezerwaty i parki narodowe. I z tego jestem dumny! Pracowałem wtedy dla Lasów Państwowych w czasach, w których każde wycięte drzewo było zastępowane przez kilka innych, które wsadzano na jego miejsce! A dzisiaj? Wróciliśmy do czasów II RP z całą jej patologią władzy, do czasów Nikosi Dyzmów, wtórnego analfabetyzmu i oświeconej ciemnoty, którą najlepiej widać na przykładzie absolwentów różnych „Hogwartów”, jakichś quasi-magistrów, którym wydaje się, że coś wiedzą, a w gruncie rzeczy są tylko dyspozycyjnymi wykonawcami. Peerelowscy technicy przewyższają ich o klasę czy dwie. 

Tak – zdaję sobie sprawę z tego, że to, co napisałem szereguje mnie do PRL-owskich „wykształciuchów”, „lewaków”, „komuchów”, „eko-nazistów”, „neokomunistów”, „obstakli konserwatorskich”, „komplikatorów procesu deweloperskiego” czy czegoś tam jeszcze i mam to głęboko sami-wiecie-gdzie. Mogę powiedzieć jedno – jacy profesorowie, takie uczelnie. Dwie wiodące polskie uczelnie wyższe: Jagiellonka i Uniwersytet Warszawski w Polsce Ludowej mieściły się w ścisłej czołówce światowych uczelni – dzisiaj są gdzieś pod koniec czwartej setki! Podobnie jest z AGH, która wypadła w ogóle z rankingu. 

I o czym my tu w ogóle mówimy? Nie było nas – był las, nie będzie lasu – nie będzie nas. Tej prostej prawdy nie chcą pojąć współcześni Polacy, którym wmówiono, że Bóg dał nam jakieś prawo do korzystania z naszej planety i jej zasobów. „Zapomniano” tylko powiedzieć, że władza to odpowiedzialność za to, co dostaliśmy w darze. Przypominam tylko koloratkowym biznesmenom, że Ziemia jest wielka, ale jej zasoby są ograniczone i kiedyś się wreszcie skończą, a jej żywe zasoby raz utracone już są nie do odzyskania. 

Ale kogo to obchodzi, kto żyje zgodnie z maksymą après nous, le déuge? Tylko, do ciężkiej cholery, dlaczego to my mamy za to płacić???