niedziela, 25 września 2016

Wrześniowe podgrzybki



Chmury falowe czy HAARP?

Najpierw było niemalże zimowe ochłodzenie i mglista szaruga. Od 19.IX temperatury dzienne i nocne spadały – od +11,5°C aż do +2,2°C i temperatura dzienna do +12,8°C. Potem, po 23.IX zrobiło się wreszcie cieplej i nieco polało – w sumie 8,8 dm3/m2 wody. Śniegu na szczęście jeszcze nie było, przymrozków też – u nas, bo w już Tatrach posypało i pomroziło. Ale to jest normalne – zawsze II dekada września przynosi ochłodzenie, które jest odczuwalne na terytorium całego kraju… 







Dzisiaj pogoda była wymarzona – wedle południa +16°C, wiaterek z NE, ciśnienie 1012 hPa, zachmurzenie umiarkowane, słowem tylko iść w las. No i oczywiście poszedłem do Majerzowego Lasu.






Najpierw w świerkowym młodniku natknąłem się na grzybasy nie z tej ziemi, które rosły sobie na igliwiu. Potem – już w normalnym lesie – napotkałem na kurki i przede wszystkim podgrzybki. Tego było najwięcej. Trafił mi się koźlarz, trafiły mi się jakieś dziwne grzyby, które przypominały mi szatańskie borowiki, choć teoretycznie nie powinny róść na podłożu piaskowcowym…






Poza tym natknąłem się na jakieś gąsko-kształtne i inne dziwne grzybasy, które spociłem ku pamięci. 


Czyżby borowik szatański?




Niestety – całą przyjemność grzybobrania zepsuły mi jakieś drące się jak opętane bachory i ich szczekający pies oraz motocykliści, którzy ryczeli silnikami swych crossowców. To prawdziwa plaga beskidzkich lasów – ciekawy jestem, gdzie jest Straż Leśna i policja? A i tak, jak znam realia w IV RP, sąd wypuści tych gówniarzy ze względu na małą szkodliwość społeczną. No bo gdzie się mają wyszaleć sfrustrowani (tylko czym???) młodzieńcy? – tylko w lesie! 




Podgrzybkowe ,,superstruktury"...

Cóż, mnie uczono, że do lasu trzeba wchodzić i poruszać się w nim jak w sanktuarium, bo tam my jesteśmy tylko gośćmi. No ale to było w czasach komuny, i jak mówią co debilniejsi przedstawiciele mediów i polityków, „słusznie zapomnianych” (bo jednak było lepiej), a dzisiaj – w tzw. „wolnej” (głównie od rozumu) Polsce każdy sobie panem i może robić, co mu się żywnie podoba. 




Nie muszę dodawać, że to się na nas zemści… A na razie czekam na złotą polską jesień, którą może przynieść październik.

środa, 14 września 2016

Na Grani




Pogoda nadal piękna i jeszcze letnia, choć za oknem mgła i temperatura tylko +10,5°C – w powietrzu czuje się chłód nadchodzącej nieubłaganie jesieni. Ale na razie ciesząc się latem, bladym świtem, dwadzieścia po szóstej pognałem na kolejne grzybobranie – tym razem na górę Grań (561 m n.p.m.) znajdującą się 2 km w linii prostej na zachód od Jordanowa, pomiędzy górami Cioskiem a Hyćkową Górą.





Wychodzę z domu. Mgła jest gęsta, widzialność jakieś 20-30 m. Ale co to wszystko znaczy w porównaniu z możliwością znalezienia kolejnych wielkich grzybów – jak mawiał nieodżałowany red. Andrzej Zalewski! Wpadam w las Na Podlaskach i… rozczarowanie – grzybów nie ma. Oczywiście tych jadalnych, bo bedłek, gołąbków, zasłonaków i innych strzępiaków jest tam od jasnego groma i trochę! 








Idę do góry. Im wyżej, tym lepiej: kiedy osiągam Cioska, to na rozkładzie mam kilka kurek, trochę kolczaków trzy pociece, jednego małego borowika i całą bandę koźlarzy: babek, czerwonych krawców i czerwonopomarańczowych, a do tego jeszcze kilka podgrzybków i maślaków. W sumie jestem bardzo zadowolony. O godzinie ósmej decyduję się na powrót i już w pełnym słońcu powracam do domu fotografując przy okazji moje ulubione kwiaty – dalie i słoneczniki na tle Grani… 









Całe grzybobranie trwało pół godziny – bo resztę czasu zabrał mi domarsz do i z grzybowiska. W lesie ścioła jest jeszcze całkiem świeża, więc grzyby będą rosły, ale im wyżej, tym jest bardziej sucho, co przekłada się na ilość owocników. Zapowiada się zmiana pogody i opady, więc jest nadzieja na kontynuację tego bardzo udanego sezonu grzybowego w 2016 roku!