sobota, 31 grudnia 2011

Sylwek i Mela po śniegu!







Ku naszej wielkiej radości i utrapieniu drogowców, Sylwester z Melanią przyjechali na białych koniach!

Najpierw spadło ciśnienie: z 1030 aż do wartości 1002 hPa, a w ciągu czterech dni przeszedł front chłodny i wreszcie w dniu dzisiejszym spadło nam 2-3 cm śniegu przy stałej temperaturze 0°C i pochmurnym niebie. Wprawdzie od zachodu idzie już kolejny front ciepły z opadami deszczu i słoneczna pogodą, a więc cieszmy się tym, co oferuje nam Pani Aura w ostatnie godziny Starego Roku. A wszystko wskazuje na to, że Mietek z Mieszkiem przylecą chyba jakimś wodolotem…

I prawdziwej zimy nadal nie widać… 

czwartek, 29 grudnia 2011

BROŃMY POLSZCZYZNY!



Niektóre polskie litery znikną? Bralczyk: jest takie zagrożenie

"Gazeta Wyborcza": Największym zagrożeniem dla polszczyzny jest to, że będziemy musieli, a co gorsza – będziemy chcieli, pozbyć się charakterystycznych polskich liter – mówi językoznawca prof. Jerzy Bralczyk dodając, że "istnieje takie zagrożenie".

Jak deklaruje, mówi "trzy czwarte serio". - Myślę, że kiedyś znikną z polszczyzny te wszystkie "ąści". To się już zaczyna. Od esemesów, od e-maili – dodaje.

- Młodzi wysyłają esemesy bez polskich znaków pewnie dlatego, że są tańsze, ale zauważam, że młodzi czytają chętnie już bez tych znaków, nie widzą żadnej różnicy. Dla mnie to bardzo przykre, bo ja lubię te polskie "ąści".

Językoznawca przyznał, że sam stara się zawsze używać polskich znaków w wiadomościach tekstowych i e-mailach. - Teraz trochę cierpię, bo mam nowego tableta i nie potrafię jeszcze na nim pisać z polskimi znakami. Jestem sfrustrowany, boli mnie, gdy piszę tak niepoprawnie! - wyznaje profesor.

Prof. Bralczyk ocenia, że dojdzie do tego "nieprędko, ale być może jeszcze za naszego życia". - Wszystko zależy od młodzieży. Czy będzie chciała tylko tak pisać, czy i tak czytać. I kiedy to się zacznie. Bo to użytkownicy kształtują język - podkreśla językoznawca. (Onet.pl)

Kiedyś zaproponowałem, by dla uproszczenia i tylko w korespondencji elektronicznej wprowadzić uproszczenia w pisowni polskich znaków w rodzaju:

ą, ć, ę, ł, ń, ś, ó, ź, ż

wprowadzając dodatkowy znak diaktryczny w postaci apostrofu, który zmieniałby wartość fonetyczna danej litery:

a’, c’, e’, l’, n’, s’ o’, z’ oraz dyftong zh jako ż.

W praktyce taki tekst wyglądałby następująco:

Budowa Port Chicago rozpocze’l’a sie’ w czerwcu 1943, a w momencie eksplozji budowa była juzh w 80% ukon’czona. Pierwszy pirs zal’adunkowy byl’ gotowy do uzhytku w maju 1944 (dwa miesia’ce przed eksplozja’). Powodem niewykon’czenia pirsu (oficjalnie) byl’y niedobory sil’y roboczej, niemniej po eksplozji, cal’y pirs został odbudowany w cia’gu tygodnia. Zestawienie tych danych sugeruje wste’pne przygotowanie planowanego testu nuklearnego, ukrytego pod zasłoną sabotazhu, kto’ry szybko byl’by zamaskowany przez w pel’ni funkcjonuja’ca’ jednostke’.

Wedl’ug oficjalnych z’ro’del’, cal’y port z trzema pirsami zostal’ odbudowany i uzyskal’ pel’na’ funkcjonalnos’c’ „do dnia 1 kwietnia 1945 roku”. To nie stoi w sprzecznos’ci z poprzednim stwierdzeniem o odbudowie jednego pirsu w cia’gu tygodnia, ale jest jedynie kuglarska’ sztuczką w operowaniu słowem.

No i jak się wam podoba? Swoją drogą chciałbym widzieć kogoś, kto zaproponowałby Niemcom zrezygnowanie z ich „umlautów” – ä, ö, ü czy ß; Duńczykom i Norwegom z ich æ i ø, Islandczykom z ð i þ, Czechom i Słowakom z krokiewek nad s i c… Chciałbym zobaczyć Rosjan, którym by zaproponowano zrezygnowanie z cyrylicy czy Japończyków, którzy mieliby zrezygnować z katakany, nie mówiąc już o Arabach z ich "robaczkami"… W życiu by to nie przeszło, bo to przecież wyróżnik ich języków – coś, co na pierwszy rzut oka identyfikuje dany, ich własny, język! Język to kwestia przynależności narodowej, etnicznej to kwestia patriotyzmu czy nawet wyznawanej wiary. Ale jak widać Polacy w ferworze europeizacji i unifikacji, a tak naprawdę zwykłego szmacenia się, chcą wyzbyć się polskości nawet ze swego alfabetu! Aż się dziwię, że nasi narodowcy nie zabrali głosu w tej sprawie, ale dla nich ważniejsze są protesty przeciwko in vitro czy Smoleńsk, a nie czystość i poprawność polszczyzny. Coś takiego, co zaproponowałem, mogłoby funkcjonować tylko w komunikacji elektronicznej i to tylko wtedy, kiedy nie mamy polskich liter w oprogramowaniu. I co Wy na to?

* * *

Zamieściłem ten tekst jako komentarz na Onet.pl i od razu rzucili się na mnie internauci z PO i PiS. Ci pierwsi zarzucali mi pisowski konserwatyzm i moheryzm, ci drudzy – żydowskie pochodzenie. Ot, takie polskie realia narodowego skretynienia. kościółkowo-karczemny folklor Polski prowincjonalnej. Szkoda gadać.

Najbardziej rozbawił mnie argument, że Niemcy i inne nacje rezygnują ze swych znaków narodowych na rzecz 26-literowego alfabetu łacińskiego. Ciekawe tylko, że nie widać tego w ich tekstach pisanych – w gazetach i książkach. Natomiast przeraża mnie łatwość, z jaką Polacy chcą się rozstać ze swym dziedzictwem kulturowym na rzecz – głównie zachodniej – unifikacji i chłamu, którym Polacy zachłystują się od lat. Świętego Mikołaja wypiera skutecznie Santa Claus z zapijaczoną mordą krasnoluda, adwentowe skupienie – orgia bezmyślnych zakupów (ktoś kiedyś trafnie nazwał to „terrorem konsumpcyjnym”), radość Świąt – bezmyślnym obżarstwem i pijaństwem. No i te powroty – zatrzymano prawie 1000 pijanych kierowców! Na litość! – i Polacy mają pretensje o to, że na Zachodzie (w który jesteśmy tak głupio zapatrzeni) wytykają nas palcami? Mnie to już nie dziwi.

Zbliża się Nowy Rok. Życzę wszystkim Polakom tylko jednej rzeczy – myślenia. Twórczego i konstruktywnego. I wiem, niestety, że żądam za wiele…    

wtorek, 27 grudnia 2011

Zimowe suche wody




Śmietnisko nad suchą wodą...

Sucha woda, to potoki czy inne cieki wodne, które pokazują suche kamienie swych den w czasie suszy. Wracając dzisiaj z Krakowa obejrzeliśmy sobie wszystkie potoki spływające z masywów górskich Beskidów pomiędzy Pcimiem a Jordanowem. Efekty inspekcji – na załączonych obrazkach, a te są przerażające.

Brzegi potoków przypominają śmietniska, bowiem ludność używa ich jako wysypisk. Czegóż tam nie ma? Właściwie jest tam wszystko… Od odpadów budowlanych do pustych opakowań plastykowych. Od szkła do styropianu. Brakuje tylko metalu, bo ten jest skrzętnie zbierany i sprzedawany przez „złomiarzy”.




 ...i strumienie pokazujące dna...
Jest ciepło i niemal sucho. Napisałem „niemal”, bo co to za opady śniegu i deszczu? Raptem biedne 1,4 mm, a w ostatnich dniach jedynie 7,28 mm. To tyle, co dla psa mucha. Zgniły wyż, który ze swą wartością 1030 hPa wisi nad Polską niestety nie dał nam upragnionej wody, i prognozy na następne dni nie są ciekawe… Teraz chyba wszyscy widzą, że globalne ocieplenie nie jest wymysłem ekologów.    

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Drugie Święto pod zgniłym wyżem













Migawki z Bystrej Podhalańskiej...

No i w Pierwsze Święto pogoda okazała się być łaskawą dla nas – mimo plusowej temperatury śnieg się utrzymał i Boże Narodzenie jednak było białe! Zachmurzenie było umiarkowane, temperatura minimalna wynosiła 0ºC, maksymalna +2ºC, ciśnienie wynosiło 1022 hPa. W dniu dzisiejszym temperatura z nocnego przymrozku -1ºC podniosła się do +2ºC, zaś ciśnienie skoczyło aż do 1027 hPa i ciągle rośnie! Niestety – niebo zachmurzyło się i od czasu do czasu popaduje z niego marznący deszcz.










...i z Jordanowa

Odeszła kolejna legenda mediów i piewca ojczystej Przyrody – red. Michał Sumiński. Miał 97 lat. Czytałem na Onet.pl komentarze po Jego śmierci i wstyd mi było, za ten naród, który tak zgłupiał przez te 20 lat od czasu, kiedy solidaruchy dorwały się do żłobu i koryta. Szczególnie nienawistne były wpisy młodych pisomatołków i kościołkowych janczarów wypominających mu m.in. przynależność do AK, a potem przejście do PZPR. Ale ci, którzy pamiętają Jego gawędy w „Zwierzyńcu” są mu za nie nieskończenie wdzięczni. Za miłość do zwierząt, za wiatr w żaglach, za mądrość, której tak bardzo mało jest we współczesnych mediach porażających płytkością, głupotą i bigoterią wszystkich myślących ludzi.  

Cześć Jego pamięci!  

niedziela, 25 grudnia 2011

… ale Pierwsze Święto po śniegu!






Mimo paskudnie ciepłych zapowiedzi Eko Radio i PIHM, nad Jordanów w nocy nadciągnęły chmury i spadł śnieg, z którego najbardziej ucieszył się Argos. Niewiele tego było – 1-2 cm, ale zawsze – w świąteczny poranek ludzie poszli do kościoła po śniegu – jak Pan Bóg przykazał. Zapowiadana wichura jednak nie nadeszła – owszem, powiewało trochę, ale niespecjalnie. Temperatura zaś w nocy utrzymywała się na poziomie 0°C.

Ciekawą rzeczą jest to, że ciśnienie ostro poszło w górę i aktualnie wynosi 1022 hPa, i idzie w górę. Zobaczymy, co z tego wyniknie. W tygodniu temperatury mogą podskoczyć do +5°C i więcej, no i ma pokazać się słoneczko. A zima? Ma pokazać się dopiero po Nowym Roku. A zatem czekamy!

Byle tylko nie było tak, jak w sławetnej ziemie stulecia 1978/79, kiedy to w noc sylwestrową idąc na imprezkę u znajomych na ul. Przemysłowej szedłem w podmuchach wiatru halnego o temperaturze +8°C, a kiedy wracałem, wiało niemiłosiernie od Osieleckiej Bramy, temperatura spadła do -20°C, a na ulicach leżały niemal metrowe zaspy… Do jednostki wojskowej w Kętrzynie jechałem trzy doby, a i tak byłem jednym z pierwszych!   

sobota, 24 grudnia 2011

Wigilia po błocie…



O, holy night,
The stars are brightly shining
It is the night of our dear Savior's birth

Long lay the world in sin and error pining
Till he appeared and the soul felt its worth

A thrill of hope, the weary soul rejoices
For yonder breaks, a new and glorious morn

Fall on your knees, oh hear the angels voices
Oh night divine, oh night when Christ was born
Oh night divine, oh night, oh night divine

A thrill of hope, the weary world rejoices
For yonder breaks, a new and glorious morn

Fall on your knees, oh hear, hear the angel voices
Oh night divine, oh night when
Christ was born

Oh night divine,
oh night.. oh night,
oh night, devine.

No i niestety, wszystkie paskudne prognozy naszych meteorologów sprawdziły się co do joty. Jeszcze dwa dni temu Jordanów wieczorem wyglądał tak, jak na załączonych obrazkach: padał śnieg i temperatura wskazywała cztery kreski pod zerem. Nawet wczoraj na niebie płonęło ogniste słońce, a wracając poprzez góry (czyli moją ulubiona trasą Kraków – Myślenice – Przełęcz Sanguszków – Budzów – Sucha Beskidzka – Jordanów) podziwialiśmy wspaniałe widoki tej części Beskidów i – o zgrozo! – niemal zupełnie wyschłe potoki (tzw. „sucha woda”), co było rezultatem jesiennej suszy…








Dzisiejszy dzień wigilijny jest po błocie – temperatura wynosi +5°C, a ciśnienie jest niskie – 1010 hPa, przy zachodnim wietrze niosącym wilgotne chmurzyska. A na dodatek zapowiada się, że do Nowego Roku zimy absolutnie nie zobaczymy!




Nie pozostaje więc nam nic innego poza życzeniami wesołych Świąt Bożego Narodzenia!