środa, 31 sierpnia 2011

GMO, chemtrails i Kosmici, czyli chora Teoria Megaspisku




W dniu 31 sierpnia 2011 roku otrzymałem następujący email:

From: freehumanity C (adres znany)
Sent: Wednesday, August 31, 2011 11:29 AM
To: (adresy znane)
Subject: Fwd: GMO cd.
MMS usuwa toksyny i leczy WTC Metody sterowania społeczeństwem
  
Chemtraile rozsiewane są nocą, lecz za dnia również widać niekończące się smugi substancji z samolotów, stopniowo rozszerzające się na niebie. 

Opadając chemtrail zamienia się w sztuczne chmury, nieciekawie wyglądające płaskie, szare twory nieprzypominające normalnie tworzących się obłoków. 

Niebo zdaje się być szare, bure, a jego naturalny błękit oraz słońce przysłonięte jakby mgłą (kto widział "mgłę" na wyokości kilku tysięcy metrów ...!).

Gdzie podziało się błękitne niebo sprzed lat nastu i więcej?

A my wielce zdziwieni skąd bóle głowy, złe samopoczucie, depresja ... Czy deszczowe chmury występowały tak często 15, 20, 25 lat emu? 

Czy powodowały aż tak negatywne reakcje w ludzkich ciałach i umysłach? 

Potomkowie kapłanów starożytnego Egiptu wraz "arystokracją" wynaturzyli się ciągłymi małżeństwami między członkami własnych rodzin - córka z bratem, ojciec z córką kuuzyni razem ..

Ostatecznie wpadli na pomysł rodem z faszystowskich teorii kto ma przeżyć, a kto zginąć. 

Starają się zatem wytruć większość populacji ziemi, a najlepiej byśmy popełnili zbiorowe samobójstwo, co ułatwi sprawę...  

Zabierają nam nawet słońce przez ciągłe wytwarzanie trujących "chmur", wmawiając nam, że mamy się sami opodatkować nowym podatkiem od emisji CO2, na którym geszeft zrobią oni 

sami... To nie dwutlenek węgla sprawia, że źle się czujemy, a oddycha się ciężko...

TO "wybrańcy" SIEDZą NAM NA KARKACH I KOMBINUJĄ JAK POZBYĆ SIĘ "NADMIERNEJ" POPULACJI.

JEDNĄ Z METOD ICH DZIAŁANIA JEST 
UDAWAĆ, ŻE DANEJ SPRAWY NIE MA, NP. CHEMTRAILE OFICJALNIE NIE ISTNIEJĄ , A WYBRANI KOMENTATORZY RZECZYWISTOŚCI NABRALI WODY W USTA. 

MÓWIMY SPOŁECZEŃSTWU, ŻE DANA BRANŻA ALBO ZAKŁAD PRZYNOSI STRATY I TRZEBA GO SPRYWATYZOWAĆ (HUTY STALI, CUKROWNIE, CEMENTOWNIE ITD. ITD. ), TZN. SPRZEDAĆ ZA GROSZE SWOJAKOM Z ŻYDO-FASZYSTOWSKIEJ HUCPY... CZYLI 
PRANIE MÓZGÓW ...

MEDIA SĄ W ICH RĘKACH MOGĄ OPOWIEDZIEĆ KAŻDĄ BAJKĘ, CZYLI WCISKAMY KIT O PROBLEMACH EKONOMICZNYCH NP. USA. JAK DO CHOLERY TAKIE PAŃSTWO MOŻE BYĆ W TAK KIEPSKIEJ KONDYCJI FINANSOWEJ??!! TO KTO MA NIE BYĆ?! I O TO CHODZI, BY WPĘDZIĆ NARODY W SPIRALĘ NIESKOŃCZONEGO DŁUGU.... A 
WSZELKIE DANE, WYKRESY, OPINIE "EKSPERTÓW" SŁUŻĄ JEDYNIE ZACIEMNIENIU FAKTÓW I PRAWDY, W CELU WYWOŁANIA WRAŻENIA, JAKOBY ISTNIAŁA JAKAŚ INNA PRAWDA, POZA TĄ, ŻE KTOŚ ZAPIERDOLIŁ PIENIĄDZE AMERYKANÓW...

NAJPROŚCIEJ ZAŁATWIĆ WSZYSTKO ZA PLECAMI SPOŁECZEŃSTWA, WŁADZA SOBIE, A NARÓD NIC PRZECIEŻ NIE MUSI WIEDZIEĆ O KLUCZOWYCH DECYZJACH ... VIDE OSTATNIE WPROWADZENIE GENETYCZNIE MODYFIKOWANYCH ORGANIZMÓW DO POLSKI ZA ZGODĄ "POLSKIEGO" SEJMU I SENATU PRZEGŁOSOWANE GŁOSAMI POSŁÓW I SENATORÓW PO ORAZ PSL .......


http://www.youtube.com/watch?v=b-3-nilTzjQ

Dobre wyjaśnienie obecnej rzeczywistości według książki:

http://www.nexus.media.pl/zakupy/product_info.php?products_id=131

Jedna z prostych metod ochrony organizmu przed zanieczyszczeniami i truciznami - naświetlenie tematu.

http://www.gabinetmedycynynaturalnej.pl/MMS---wiecej.php

http://forum.igya.pl/viewtopic.php?f=3&t=123

tym razem coś o MMs skutecznie leczącemu wiele dolegliwości ciała - można kupić gotowy MMS na Allegro.

Opinia znakomitego naukowca w temacie GMO. 

http://www.icppc.pl/antygmo/2011/07/komentarz-prof-tomialojcia-do-wypowiedzi-posla-klopotka/

Prezydent zawetował (jest oficjalnie kryty, jakby co może rozłożyć ręce i udać - nie jego wina...) ustawę o nasiennictwie w obecnej postaci, co oznacza, że wróci ona do przekupn..ch z PO-PSL. Zobaczymy, co postanowią.

Tutaj jak przy korytowi kłamią 

http://ewidentnyoszust.nowyekran.pl/post/22145,gmo-glosami-senatorow-po-psl-przyjeto-haniebna-ustawe-o-nasiennictwie

Poniżej lista głosujących za ustawą wraz z zaznaczeniem osób, którzy zadeklarowali się, że powiedzą NIE haniebnej ustawie i skłamali!! 

http://bezznieczulenia.nowyekran.pl/post/21959,kto-glosowal-za-gmo

A tak na deser dalsze szczegóły WTC 11 września ...

http://czerwonykiel.nowyekran.pl/post/24853,czy-zydzi-wiedzieli-wczesniej

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że człowiekowi czyni zło człowiek, dlatego przegrywamy, również z kosmitami ? ;-)....

http://www.youtube.com/watch?v=SyQxBv-t3iU&feature=related

Proszę nie zdziwić się minutowym wstępem, po którym rozpoczyna się właściwy wywiad opisujący rzeczywistość z trochę szerszego niż ziemski punktu widzenia ...

Kto jest dociekliwy może drążyć temat dalej, jedno jest pewne, żyjemy we wzajemnych powiązaniach z kosmosem ... 

Dopóki nie staniemy jako jedna rasa przeciwko ciemięzcom, dopóty nie będzie dla większości ratunku ...

Przede wszystkim ze względu na tych, którzy oddali duszę za władzę ...

No cóż, zgodzę się co do GMO – to rzeczywiście jest ogromny geszeft, i niejeden polityk wziął ogromną łapówę od koncernów je produkujących. To oczywiste, bowiem GMO to jest wspaniały interes, a pod pozorem wprowadzania nowych technologii produkcji żywności w rzeczywistości można faktycznie osiągnąć absolutny monopol na rynku, bowiem nasiona powstałe z roślin GMO są płone. Nie kiełkują. Kiełkują tylko te, które zostały wyprodukowane przez koncerny drogą inżynierii genetycznej i za które koncerny każą sobie słono płacić. No bo w końcu tylko o kasę tutaj chodzi.

Dodam jeszcze, że w ten sposób można zagłodzić całe narody. Czysto, schludnie i w białych rękawiczkach… To akurat jest możliwe. A do tego dochodzą jeszcze niekontrolowane mutacje genetyczne i powstawanie super-roślin, w tym super-chwastów, z którymi nie wiadomo, jak sobie poradzić.

Co do chemtrails, to nie mam zamiaru dyskutować z tymi idiotyzmami, które się wypisuje po portalach i stronach internetowych. Niektórzy zrobili sobie z chemtrails demona odpowiedzialnego za wszelkie światowe i polskie biedy podobnie jak HAARP. A że HAARP okazuje się NIE BYĆ takim demonem, no to trzeba było sobie znaleźć coś w zamian. No i znaleziono.

Najbardziej z tego wszystkiego bawi mnie to, że skoro ludzie wiedzą o tym, że jesteśmy truci przy pomocy chemtrails, to dlaczego wybierają wciąż tych samych łajdaków, którzy sprokurowali im ten los? Dlaczego nie wspiera się ruchów ekologicznych jak np. Greenpeace czy Zielonych, które protestują przeciwko skażeniu i wyrodzeniu środowiska? To oczywiste – z wygodnictwa. Gdyby przyszło zaprzestać z korzystania z samochodów czy samolotów, albo zamiast ogrzewać mazutem przejść na ogrzewanie słoneczne, to się nie kalkuluje, to są dodatkowe wydatki, więc lepiej bredzić nieprzytomne duby smalone o wszechmocy HAARP czy przewrotności twórców chemtrails – bo to nic nie kosztuje – a nie zamiast samochodem jechać do roboty rowerem. Byłoby to i tańsze i zdrowsze, i wszelkie dolegliwości oraz nadwaga ustąpiłyby same – bez lekarzy i kilogramów połykanych lekarstw, które albo pomagają, albo nie – ale są drogie i na których zarabiają koncerny farmaceutyczne. No, ale to już jest filozofia przerastająca wszelkiego rodzaju „pseudo-eko-wojowników”, którzy wolą walczyć z upiorami swej chorej wyobraźni, niż z autentycznymi zagrożeniami, z których źródeł sami bardzo chętnie korzystają.

Ale co się dziwić, skoro polscy uczeni Chojnie dotowani przez koncerny produkujące GMO ochoczo pieją peany na cześć inżynierii genetycznej i rzekomych korzyści, które przyniesie wprowadzenie na polskie pola roślin GM. Ci ludzie są adwokatami diabła, któremu na imię mamona. To zresztą wychodzi na każdym kroku także przy forsowaniu innych anty-ekologicznych programów, jak chociażby budowy w Polsce 10 elektrowni jądrowych. Opowiadają bajeczki o korzyściach z polskiego atomu skrzętnie omijając tematykę katastrof na Three Mile Island, w Czarnobylu czy ostatnio w Fukushima…  

Jak dotąd zresztą, w publikacjach mi nadsyłanych przez zwolenników istnienia chemtrails, nie doczytałem się jednego – a mianowicie tego: CZYM jesteśmy truci? Mówi się same ogólniki o narkotykach, psychotropach, itd. itp. – ale nigdzie nie padają nazwy czy wzory chemiczne tych cudownych specyfików! A tak – cudownych, bo co to za środek, który wytrzymuje wysokie temperatury w komorach spalania silników odrzutowych? Nie dość, że wytrzymuje, to zachowuje swe toksyczne właściwości???

Tak już nawiasem, to wszystkim apologetom i stronnikom tych chorych teorii proponuję przeczytać opowiadanie Stanisława Lema pt. „Kongres futurologiczny”, w którym z niezwykłą przenikliwością prorokował ni mniej ni więcej, tylko… - rewolucję psychemiczną, która opierała się na tym, że ludzie poddawani nieustającemu działaniu środków halucynogennych stracili poczucie rzeczywistości i świat przez nich postrzegany różnił się od tego realnego o sto osiemdziesiąt stopni.

I jeszcze a propos prac Stanisława Lema, to w swej „Podróży dwudziestej pierwszej Ijona Tichego” przewidział on także skutki wprowadzenia w życie technik inżynierii genetycznej, co doprowadziło do totalnego zwyrodnienia wszystkich organizmów żywych i przejęcie władzy nad planetą przez mutanty i roboty, dla których zwykły ludzki wygląd był wysoce… niecenzuralny. Jaka szkoda, że w naszym kraju ogłupionych przez media przeżuwaczy telewizyjno-tabloidalnej papki mało kto czyta (i rozumie!) książki Stanisława Lema!... Ale właśnie do tego doprowadziły nas tzw. „przemiany ustrojowe” w Polsce, których 31. rocznicę teraz fetują ci, którzy po plecach polskich robotników dorwali się do żłobu i koryta, i którzy żyją zgodnie z zasadą apres nous, le deluge… - a co za tym idzie mają gdzieś filozofię, ekologię, moralność i Polaków też.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Downburst w Jordanowie




Informacja z portalu Onet.pl, 27.VIII, g. 20:41:

Wichura przekraczająca 120 km na godzinę przemieszcza się przez Austrię, zachodnią Słowację i Węgry. Sytuacja dramatyzuje się z godziny na godzinę.

W Tyrolu i Salzburgu spadł śnieg, drogi zachodniej Słowacji zasypane są konarami drzew, na austriackich jeziorach toną jachty i żaglówki, na Węgrzech wiele miejscowości nie ma prądu.

Burze zaatakowały Europę Środkową po niezwykle wysokiej fali upałów. W austriackich Alpach w ciągu kilku godzin temperatura spadła o 30 stopni.

Sprawdź najnowszą prognozę w serwisie Pogoda w Onet.pl

W Vorarbergu powyżej 1400 metrów nad poziomem morza, pada śnieg, dziesiątki zaskoczonych wczasowiczów uwięzło w górskich hotelach. Drogi i przełęcze odśnieżają pługi. Słynna widokowa trasa samochodowa w pobliżu lodowca Grossglockner została zamknięta z powodu intensywnych opadów śniegu. W Burgenlandzie huragan uderzył o godzinie 16.00

Na jeziorze Neusedlesee zatopił kilkanaście żaglówek i jachtów. Na szczęcie nikt nie zginął. (Onet.pl)

* * *

Tak było w Europie Środkowej - a u nas? U nas dzień 27.VIII  był koszmarnie gorący. Temperatura o godzinie 15:00 sięgnęła +33˚C, a potem – w miarę schodzenia słońca z nieboskłonu – powoli spadała, wciąż jednak trzymając się trzydziestki. Niebo było pogodne i niemal bezchmurne, dopiero pod wieczór – w godzinach 20:30 – 21:30 północnym szlakiem przemieszczała się ławica chmur burzowych z których uderzyło kilka piorunów. W tym czasie temperatura wynosiła +26˚C, a ciśnienie było stałe i wynosiło 1012 hPa.

O godzinie 23:10 uderzył wiatr – bardzo silny wiatr tzw. „downburst”, którego prędkość mogła wynosić jakieś 25-30 m/s. Na szczęście nie wyrządził on większych szkód, poza kilkoma złamanymi gałęziami.

Postanowiłem obserwować ten fenomen. Potężne uderzenia wiatru gięły nasze jesiony i szarpały jarzębiną rosnącą na ulicy, tak więc w dniu 28.VIII o godzinie 00:00 temperatura spadła do +17˚C, zaś ciśnienie zaczęło się piąć w górę i wynosiło 1015 hPa. Wiatr wiał w kierunku północno-zachodniego.

W nocy trochę pokropiło – nie było to wiele, jedyne 0,43 mm wody. O godzinie 02:00 wiatr się uspokoił.

O godzinie 05:00 temperatura wynosiła już tylko +14,1˚C, zaś ciśnienie doszło do wartości 1017 hPa i wyrównało się.

Najciekawsze jest to, że uderzenie downbursta przewidział meteorolog-amator z http://synoptyka.blog.onet.pl/Uwaga-mozliwy-downburst,2,ID434580241,n – polecam! – i, co ciekawe, nie przewidział tego IMGW…

Ciekawy jestem, co jeszcze Przyroda pokaże nam w przyszłości…?

piątek, 26 sierpnia 2011

Sierpniowe gradobicie i kwitnące magnolie

video
video
video
video
video
video
video


W dniu wczorajszym – 25.VIII – przeżyliśmy pierwsze duże gradobicie. Oczywiście gradobicia w czasie burz letnich to nic ciekawego, ale to akurat było pierwsze poważne, które mogło wyrządzić szkody. Ale po kolei.

Około godziny 17:00 usłyszeliśmy pierwsze grzmoty na południowym-zachodzie – gdzieś nad Orawą. I właśnie tam zaczęły się skupiać ciemne, niemal czarno-sine chmurzyska rozjaśnianie ogniami błyskawic. U nas tymczasem panował upał na +28˚C, wilgotność powietrza tropikalna – 66%, ciśnienie 1014 hPa.

O godzinie 17:40 wyszliśmy z Argosem na spacerek. Idąc wzdłuż ulicy Mickiewicza i jej południowej odnogi obserwowaliśmy rozwój ciemnych chmur nad Orawą, które powoli zaczęły się przemieszczać w naszym kierunku i w stronę Rabki. Błyskawice cięły niebo non stop, a huk wyładowań zlał się w jeden ciągły grzmot. Większość z nich przelatywała miedzy chmurami, ale wiele z nich uderzało w góry.

Około 18:00 zaczął się opad deszczu, a o 18:10 zaczął padać grad.  Początkowo miał on wielkość grochu, ale po kilku minutach osiągnął on wielkość fasoli „jaśka”, o średnicy do 3 cm. Gradobicie skończyło się o godzinie 18:30 i dalej padał już tylko zwyczajny deszcz do godziny 19:00. O godzinie 18:40 temperatura wynosiła tylko +22˚C, ciśnienie było stałe, a wilgotność podskoczyła do 70%.

O godzinie 19:10 temperatura wynosiła +21,5˚C, ciśnienie poszło w górę o 1 hPa, zaś wilgotność podskoczyła do 77%. Poczuliśmy się jak w tropikach… I co ciekawe – u nas spadło tylko 4,73 mm deszczu, zaś w Spytkowicach już 29 mm! Gradziny u nas miały ok. 3 cm średnicy, w Makowie Podhalańskim lodowe pociski osiągały rozmiary jabłek. Gradziny wybijały okna, dziurawiły dachy i uszkadzały samochody…

Burza na zakończenie dnia pokazała nam swe piękne oblicze. Zachodzące słońce oblewało swym blaskiem formacje chmur, które płonęły feerią barw. Dla mnie jest to jedno z najpiękniejszych widowisk Przyrody na naszej szerokości geograficznej – zresztą spójrzcie sami…

Dzisiaj ma być najgorętszy dzień tych wakacji. A w naszym ogródku znów kwitnie magnolia. Niedobry to znak, bo magnolia kwitła nam dwukrotnie przed wczesna i ostrą zimą. A zatem mamy kolejny znak od Przyrody, która nas ostrzega przed zmianami, które mogą nam dać się we znaki… Trzeba się strzec – Przyroda jest surowa, ale lojalna i gra z nami fair. To my nie przestrzegamy zasad Jej gry i płacimy za to coraz wyższe frycowe. Możemy tylko podziękować Wawrzyńcowi Spytkowi Jordanowi, który założył nasze miasto w tym, a nie innym miejscu, które wydaje się być chronione przed furią żywiołów.

Tylko na jak długo…?

wtorek, 23 sierpnia 2011

Piękno i groza chmur burzowych


video


Sierpień uraczył nas na koniec miesiąca typowo letnią pogodą – temperatury maksymalne do +30˚C i więcej – wczoraj mieliśmy +31˚C i wilgotność powietrza 55%. A od mniej więcej godziny 15:00 niebo zaciągnęło się paskudnymi chmurami i od zachodu słyszeliśmy pomruki nadciągającej burzy. Ciśnienie atmosferyczne wahało się w zakresie 2 hPa, i nie było mowy o większym spadku, a co za tym idzie – gwałtownej burzy.

I co? I nic – w Jordanowie spadło zaledwie kilka kropel, a zapowiadane były deszcze i burze z gradem i piorunami. Możemy się z tego tylko cieszyć… A pod koniec dnia Przyroda uraczyła nas wspaniałym i groźnie wyglądającym widowiskiem, którego nie komentuję – zdjęcia zrobią to same za siebie.

A dzisiaj spodziewana jest powtórka… 

niedziela, 21 sierpnia 2011

Dni Jordanowa: Odznaczenia, dzieła sztuki i popisy


video
video
video


Pierwsza obudziła się niedziela. Spojrzała w niebieskie niebo, przejrzała się w rozświetlonej słońcem Skawie i uznała, że jest piękna. Niestety - poranek był co najmniej rześki - temperatura w nocy spadła do +8˚C, jak to po św. Ance. Za to ciśnienie atmosferyczne wyskoczyło do poziomu 1021 hPa, a wilgotność powietrza spadła do 40%. Tak nawiasem mówiąc, to w drugiej połowie nocy nad Jordanowem można było zobaczyć koniunkcję Księżyca z Jowiszem, która także wyglądała bardzo atrakcyjnie…

Idąc na spacer z Argosem napotykam na zmarznięte osoby, które bawiły się do białego rana. Mimo zziębnięcia na twarzach uśmiechy. Wszyscy bawili się dobrze…

Tuż po południu, w jordanowskim ratuszu odbyła się krótka uroczystość wręczenia odznaki „Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej” - w tym roku byli to Pani Maria Maciąga, Pan Insp. Kazimierz Kania i Pan mgr Jakub Jeziorski - za zasługi dla społeczności miasta Jordanowa. Potem nastąpił koncert naszego miejskiego chóru Bel Canto, znanego w całej Polsce i coraz szerzej w Europie…

Jeszcze tylko rzucamy okiem na wystawę prac twórców „Pasji”, które były tworzone rzeczywiście z pasją i artyzmem. Wystawa ta była w Sali USC w Jordanowie - a jak wyglądała - widzicie na załączonych obrazkach.

Wychodzimy na zewnątrz i idziemy na lody. Potem o godzinie 14:30 oglądamy popis strażackiej akcji ratowniczej w wykonaniu chłopców z naszej OSP. Okazuje się, że taka akcja to prawdziwa demolka samochodu, który jest cięty i otwierany jak puszka konserw, z tym, że w środku jest uwięziony ranny i/albo poparzony człowiek oczekujący pomocy. W kilka minut z samochodu zostaje tylko podwozie, a nieszczęsny kierowca (i ewentualni pasażerowie) wyjęci na zewnątrz i prowizorycznie opatrzeni i przygotowaniu do transportu do szpitala.

Czasami zdarza się, że nie ma strażaków i sanitariuszy pod ręka i trzeba czekać na pomoc na drodze. Co trzeba robić, o tym mówili jordanowscy harcerze z naszego Hufca ZHP. Dawniej nazywano to samarytanką, teraz nazywa się to bardziej uczenie i mniej zrozumiale, ale sens jest jeden - jak najdłużej utrzymać poszkodowanego przy życiu do przyjazdu pomocy. Bardzo pouczające widowisko.  

A my powracamy do wioski historycznej, gdzie kręcą się wojskowi z różnych epok i znajduje się coś dla ciała - w kociołkach bulgocze bigos i zapiekanka, a na stołach znajduje się chleb, smalec, kiszone ogórki, masło i ciasta! Przysmaki te przygotowały do degustacji Panie ze szkoły Dobrego Gotowania przy MOK Jordanów.

No a potem to już tylko muzyka, zabawa, i spotkania w kręgach rodziny i przyjaciół do białego rana!  

sobota, 20 sierpnia 2011

Dni Jordanowa: Wśród mieszczan, rycerzy i kmieci


video


Relacja „na gorąco” z wioski historycznej. W ramach obchodów Dni Jordanowa, zorganizowana została już po raz drugi na jordanowskim Rynku wioska historyczna, która zgromadziła przede wszystkim rzemieślników i artystów. Obowiązywały albo stroje z epoki, albo letnio wakacyjne.

Pogoda dopisała! Po nocnym deszczu i paskudnym wietrze z chmurzyskami, ranek powitał nas słońcem, które zrazu nieśmiało, a potem coraz jaśniej świeciło nad naszym Miastem, aż wreszcie po południu zajaśniało całą pełnią sierpniowej krasy na bezchmurnym niebie! Wprawdzie wiał chłodnawy, północny wiaterek, ale tylko przyjemnie chłodził, a nie lodowato kąsał…

Poszliśmy tedy na Rynek i my…

Pierwej nasz wzrok przykuła sztuczna ściana do wspinaczki, gdzie jakieś dziewczę walczyło z wysokością i stromizną. Wyszła ona mniej więcej do połowy ściany, ale potem odpadła ku uciesze gawiedzi, co ją obserwowała i fotografowała. Ale my nie poświęcaliśmy jej zbytnio uwagi i poszliśmy dalej.

Najpierw skierowaliśmy swe kroki do straganu na którym pyszniły się wyplatane z drucików i siana „ździebloszki”: ptaszki, zwierzątka, smoki… Para artystów w strojach z epoki oferowała także inne wyroby rękodzielnicze.

Potem minęliśmy rycerzy w pysznych, pełnych zbrojach, którzy zażywali odpoczynku przed turniejem czy po turnieju w cieniu drzew naszych Plant. Gdyby wycięto te drzewa, teren Plant zamieniłby się w pustynną patelnię, bo słońce prażyło niemiłosiernie, a pod drzewami panował miły chłodek.

Następnie poszliśmy do artysty-garncarza, na stoisku którego pyszniły się przepiękne wyroby: dzbanuszki, dwojaczki, kubeczki, misy, garnki i inne naczynia z wypalanej gliny. Przyznaję, że łzy mi w oczach stanęły na ich widok, bo przypominały mi czasy młodości mojej, kiedy takie wyroby można było kupić w każdy poniedziałek na jarmarku i przykrym jest to, że wyparła je chińsko-koreańska plastykowa tandeta…

Obok garncarza znajdował się warsztat snycerza, który na poczekaniu rzeźbił w lipowym drewnie już to ozdobne talerze, już to figurki aniołów, ptaszków i innych stworzeń.

Dalej natknęliśmy się na kociołek z bulgocącą zawartością. Nie wiem, co tam było, ale to chyba była albo bigos, albo kwaśnica na wieprzowinie. NB, obok kotła z jednej strony znajdowała się pracownia maselniczki i serowarów, gdzie można było spróbować produktów mlecznych: masła i białego sera z autentycznego, nie rozcieńczanego i nie chemizowanego mleka krowiego.

Poza tym znajdowała się tam także kądziel, na której robiono nici na tkaniny wełniane czy lniane… Widok, który już dawno odszedł do lamusa historii i tylko takie prezentacje przypominają o tym, jak produkowano odzież w dawnych czasach...

A skoro mowa o maśle i serach, to wypada także powiedzieć o chlebie. Był on, a jakże – w kilku odmianach: bochenków i kołaczy – w tym słynne sidzińskie kołacze z dodatkami sera i ziół. Można było je wszystkie spróbować z masłem, miodem, solą… Poza chlebem i kołaczami były tam także znane z literatury placki – moskale. Bardzo dobre, ale dla ludzi mających zdrowe zęby – sic!

A skoro o chlebie mowa, to obok straganu piekarzy znajdował się stragan rzeźnika, na którym pysznił się upieczony w całości prosiak. Za drobną opłatą „co łaska” można było dostać kawałek smakowitej wieprzowinki do zdegustowania. Zdegustowałem – wspaniała. Miałem w nosie wszystkie ostrzeżenia lekarzy i dietetyków mówiące o złym wpływie „złego” cholesterolu na moje naczynia.

Tuż obok podziwialiśmy rycerskie koniki ze Stadniny w Toporzysku, dwa śliczne i sympatyczne zwierzaki, które były nieco zdeprymowane hałasem i obecnością tak wielkiej ilości ludzi. No i same namioty wojowników – od rycerzy spod Grunwaldu, aż do zagończyków JKM Michała Korybuta Wiśniowieckiego i uczestników Victorii Wiedeńskiej, obok których znajdowała się ekspozycja ówczesnej broni i zbroi, działająca na wyobraźnię szczególnie najmłodszych. Tuż obok znajdowały się także… dyby, w które drzewniej zakuwano co bardziej niesfornych mieszkańców Miasta.

No i wśród eksponatów znajdował się także nasz, grzybowy akcent – piękne rydzyki, kozaki i potężny prawdziwek, z którym sfotografowała się Ania.

Kolejnym punktem programu był pokaz szermierki na szable – w czasie którego dwaj panowie w kontuszach nie żałowali szabel i walili nimi jak Wołodyjowski czy Kmicic. Po pojedynku do pierwszej krwi (dosłownie i w przenośni) przyszedł czas na zawody łucznicze, w których udział wzięli młodzi adepci tego sportu. Nie muszę dodawać, że strzelający z łuku chłopcy przyciągali uwagę przede wszystkim dziewcząt, które otoczyły strzelnicę i przyglądały się zawodom… Należy tutaj dodać, że był to konkurs strzelecki, w której pierwszą nagrodą był Róg Myśliwski założyciela naszego Miasta – Wawrzyńca Spytka Jordana, zaś sam konkurs miał rangę imprezy powiatowej!

Robimy jeszcze jeden obchód Rynku, gdzie znajdowały się dmuchane zamki, batuty i inne dziecięce atrakcje, lodziarnia i stragany z różnymi – tym razem współczesnymi wyrobami – i udajemy się do Galerii Pod Basztą, gdzie znajduje się ekspozycja prac rękodzielniczych – naszych hafciarek, które pracowały także na Rynku.

Ekspozycja zawierała kilkanaście ciekawych prac, które już to były oryginalnymi wytworami ludowych artystek, już to kopiami obrazów słynnych mistrzów pędzla. Wszystkie pięknie oprawione i wyeksponowane na ścianach Galerii.

Wracamy do domu nieco żałując, że nie mogliśmy wziąć udziału w tej imprezie we wrześniu ubiegłego roku. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku też dopisze nam i pogoda oraz nasi wspaniali Organizatorzy i Sponsorzy, którym zawdzięczamy te wspaniałe wrażenia!   

A jutro imprez ciąg dalszy...

piątek, 19 sierpnia 2011

100-lecie jordanowskiego Ratusza


video


W dniach 15-21.VIII.2011 roku obchodzimy Dni Jordanowa, w czasie których obchodzimy także 100-lecie wybudowania w naszym mieście gmachu Ratusza, zwanego także Prezydium (w czasach Polski Ludowej) albo Magistratem (za czasów c. k. Monarchii Austrowęgierskiej).

Ratusz został wzniesiony w roku 1911. Został on zaprojektowany przez krakowskiego architekta dr Jana Sasa-Zubrzyckiego, który projektował także budynki kościoła parafialnego i sądu grodzkiego (dziś UG Jordanów).

W dniu wczorajszym odbyło się otwarcie wystawy pt. „100-lecie jordanowskiego Ratusza Miejskiego”. Jest to ekspozycja kilkudziesięciu fotogramów ukazująca historię jordanowskiego Magistratu od momentu powstania jego planów aż do dnia dzisiejszego. Wykład inauguracyjny wygłosił prezes towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej – Pan Stanisław Bednarz, który poza omówieniem najważniejszych momentów dziejowych tej budowli nakreślił także obraz mieszczaństwa jordanowskiego od powstania miasta aż do czasów współczesnych.

Poza tą imprezą maja tam miejsce dwie inne ekspozycje: wystawa malarska pt. „Blisko Wielkiej Sztuki” obejmująca reprodukcje obrazów wielkich malarz wykonane przez młodych artystów jordanowskich oraz ekspozycja fotograficzna zatytułowana „Góry w naszym obiektywie”, obejmująca zdjęcia wykonane w czasie wycieczek miejscowego Klubu Turystycznego przy MOK Jordanów.

ZAPRASZAMY!

środa, 17 sierpnia 2011

Nowa książka o grzybach



Na naszym rynku księgarskim pojawiła się niedawno nowa książka o grzybach – „GRZYBY – Poradnik zbieracza i smakosza” autorstwa Christie Schneider i Marice Gliema, wyd. rea, Warszawa 2011, ilustrowana przez Daniela Stieglitza.

Książka traktuje o grzybach oraz o ich przyrządzaniu i jedzeniu. Zawiera ona podstawowe informacje encyklopedyczne na temat grzybów w ogóle i podstawczaków w szczególności. Powiedziano tam gdzie, jak i kiedy zbierać grzyby, określono wyposażenie i ubiór grzybiarza, środowisko grzybów i inne cenne informacje dla adeptów zbierania grzybów. Poza tym pokazano ładne zdjęcia najczęściej spotykanych grzybów jadalnych i tych, z którymi mogą zostać pomylone.

W końcowej części mówi się o czyszczeniu i konserwowaniu oraz przetwarzaniu grzybów. Słowem jest to poradnik dla początkujących, który poleciłbym wszystkim, aliści z pewnym zastrzeżeniem, a mianowicie – nigdzie w książce nie ma adnotacji, ze niektóre z prezentowanych grzybów są pod ochroną gatunkową w Polsce. Być może jest to wina tłumaczenia, które tego faktu nie uwzględniło.

Przypominam zatem, że takie grzyby jak wymienione w tej pracy:

- sarniak świerkowy/dachówkowaty (chroniony od 2004 r.)
- smardz jadalny (objęty ścisłą ochroną gatunkową)
- siedzuń sosnowy/szmaciak gałęzisty (chroniony od 1990 r.)
SĄ GRZYBAMI POD ŚCISŁĄ OCHRONĄ!!!

- i ich zrywanie, zbiór czy niszczenie jest ustawowo zabronione pod karą!  

Balony nad Ełkiem

video
video


Patrycja Krukowska

"W dniach od 11-14 sierpnia mieszkańcy Ełku oraz turyści mogli podziwiać kolorowe balony, które zawładnęły ełckim niebem. Międzynarodowe Zawody Balonowe odbyły się już po raz czwarty i są uznawane za jedną z największych tego typu imprez w Europie Środkowo - Wschodniej. W tym roku zawitało do Ełku ok. 40 załóg balonowych i 4 sterowce z kraju i zagranicy. Pierwsze balony pojawiły się na niebie w czwartek, późnym popołudniem. Start trochę się opóźnił ponieważ pogoda spłatała "mokrego" figla.

Jednak chmury i deszcz nie odstraszyły zawodników, kibiców, a nawet przypadkowych przechodniów. Wszyscy z zaciekawieniem obserwowali przygotowania ekip do lotów. W ruch poszły aparaty i kamery, każdy chciał zarejestrować, w jaki sposób zawodnicy rozkładali kosze, czasze, a potem napełniali je gorącym powietrzem. Gdy wszystko już było sprawdzone, te niezwykłe statki powietrzne, jeden po drugim, odrywały się od ziemi, rozpoczynając majestatyczny lot nad miastem i jeziorem.

Wspaniałe widoki mogliśmy podziwiać do niedzieli rana. Ogromne wrażenie robiła również piątkowa wieczorna Parada Balonów ulicami miasta. Dla upamiętnienia zawodów i podkreślenia związków ze sportem balonowym, Urząd Miasta Ełk przy współpracy z Mennicą Polską wyemitował monetę lokalną - "4 Aerostaty Mazurskie".  Rewers przedstawia herb Ełku natomiast na awersie znajduje się panorama miasta z balonami, które lecącymi nad zabytkowy mostem. To kolejna grata dla kolekcjonerów. Impreza z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników. Na następne niezapomniane doznania związane z potęgą balonów, musimy poczekać do zimy. A szkoda.

wtorek, 16 sierpnia 2011

TATRY NIEZNANE: Spotkanie autorskie w Jordanowie




W dniu 15 sierpnia, o godzinie 18:00, w Sali MOK Jordanów odbyło się w ramach imprez związanych z DNIAMI JORDANOWA moje spotkanie autorskie połączone z prelekcją na temat TATRY NIEZNANE. Audytorium stanowiło ponad pięćdziesiąt osób, które w większym czy mniejszym stopniu są zainteresowane Tatrami i turystyką górską.

W ramach spotkania autorskiego zapoznałem zebranych z moimi pracami ogłoszonymi drukiem ze szczególnym naciskiem na ostatnie publikacje pod wspólnym tytułem „UFO i…”, w których poddałem analizie ufozjawiska i wyciągnąłem cały szereg wniosków, co do natury i pochodzenia tego fenomenu.

W części drugiej wygłosiłem prelekcję na temat tajemniczych wydarzeń, które miały miejsce na terenie Tatr Polskich oraz po słowackiej stronie granicy, a także wypadków turystycznych i katastrof lotniczych na obszarze Babiej Góry i Pasma Babiogórskiego, co przypomnę Czytelnikom poniżej:

1894 – w rejonie Giewontu zaginął bez wieści Władysław Białkowski;

1906 – w tym samym rejonie Tatr zaginął bez wieści J. Skwarczyński;

1913 – w okolicach Rysów zaginął bez wieści Ernest Weiss, jego ciało odnaleziono po kilku dniach w miejscu wielokrotnie przeszukanym przez ratowników!

1912.07.12. – tego dnia pod Wielką Turnią w masywie Czerwonych Wierchów znaleziono ciało Aldony Szystowskiej, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach;

1921.VIII – w niewyjaśnionych okolicznościach ginie na Rysach Karel Kozak z Pragi;

1921.08.03. – w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął na Giewoncie Karol Kiciński;

1922.VI – w rejonie Morskiego oka zaginął bez wieści J. Kulczycki;

1925.08.03. – w Dolinie Jaworowej rozegrał się ponury, nigdy nie wyjaśniony dramat rodziny Kaszniców i Wasserbergera. Trzy osoby zmarły z niewyjaśnionych do końca przyczyn i w niewyjaśnionych do końca okolicznościach w czasie złej pogody;

1928.VI – w Wąwozie Piekło pomiędzy Giewontem a Kopą Kondracką zaginął bez wieści Jerzy Sokulewicz;
1928 – znany taternik i przewodnik tatrzański Jan Ciaptak-Gąsienica zaginął bez wieści w rejonie Czerwonych Wierchów;

1928.08.16. – kolejna tragedia w Dolinie Jaworowej: w niewyjaśnionych okolicznościach zginął Romuald Dowgietowicz, zaś jego towarzyszka Lola Hirschówna zaginęła bez wieści…

1930 – Tadeusz Kamiński zaginął bez wieści na Gerlachu lub Łomnicy;

1933.04.27. – na Galerii Gankowej umiera z niewyjaśnionych do końca przyczyn słynny Wincenty Birkenmajer;

1933.08.04. – W. Stanisławski i T. Wojnar zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach na ścianie Batyżowieckiego Szczytu;

1937 – w górnych partiach Doliny Białego znaleziono ciało Emilii Klominek, która w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła spadając z Przełęczy Wrótka;

1940 – kurierzy tatrzańscy: Ada Kopczyńska i Władysław Gosławski zmarli w niewyjaśnionych okolicznościach i z niewyjaśnionych przyczyn uciekając przed patrolem niemieckiego Grentzschutzu na Przełęczy Kondrackiej;

1945.07.30. – Antonina Kwiatkowska w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła w masywie Czerwonych Wierchów;

1959.06.22. – obywatel NRD Horst Hagenbarth zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach na Giewoncie;

1965.09.18. – kolejna tragedia na Ganku. W niewyjaśnionych okolicznościach zginęli tam dwaj taternicy: Edward Hełpa i Janusz Flach. Prawdopodobny wypadek taternicki;

1965.12.27. – w Dolinie Cichej, w Żlebie Pod Zakosy, umierają z niewyjaśnionych przyczyn Teresa Kowalik i Włodzimierz Czerwiński;

1970.10.06. – w Dolinie Mułowej w masywie Czerwonych Wierchów znaleziono ciało Danuty Cywińskiej, która zmarła z niewyjaśnionych przyczyn;

1971.09.05. – Teresa Kużel zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach w masywie Czerwonych Wierchów;

1972.11.11. – Czerwone Wierchy, Kobylarz. Teresa Kraszewska umiera z niewyjaśnionych przyczyn – najprawdopodobniej z wyczerpania…

1973.12.08. – dwaj grotołazi: A. Knosala i M. Wolny ponieśli śmierć z niewyjaśnionych przyczyn u wylotu jaskini Bandzioch Kominiarski w masywie Kominiarskiego Wierchu/Kominów Tylkowych;

1976.03.21. – północny wylot Doliny Pięciu Stawów Polskich. Znaleziono tam ciała A. Rykowskiej i J. Czechowicza, którzy zmarli z niewyjaśnionych przyczyn;

1982.03.02. – słynna sprawa Piotra i Justyny: dwoje młodych mieszkańców Warszawy - Piotr G. i Justyna T. zaginęli bez wieści w Dolinie Kościeliskiej. Sprawę szeroko opisano na łamach „Nieznanego Świata”…

1990.02.15. – słynna sprawa tzw. „Poznańskiej Piątki”, która zaginęła bez wieści na Czerwonych Wierchach. Po intensywnych poszukiwaniach znaleziono ciała czworga Poznaniaków – ciało piątego nie zostało nigdy znalezione…

1993.01.26. – kolejna słynna sprawa zaginięcia bez wieści Ernestyny Wieruszewskiej i Anny Semczuk, które najprawdopodobniej udały się na Czerwone Wierchy. Alternatywne hipotezy zakładają porwanie za granicę przez mafię albo jakąś sektę religijną czy pseudoreligijną, lub zamordowanie ich przez jakichś przestępców. Ich losy do dziś dnia pozostają nieznane…

1994.08.15. – Litwinka Auszra Gustaite zaginęła bez wieści w rejonie Gerlacha lub Łomnicy. Policyjne dochodzenie prowadzone przez policję litewską, polską i słowacką utknęło w martwym punkcie.

2010.07.28. – niewyjaśniona do dziś dnia śmierć z nieznanych przyczyn fotoreporterki „Gazety Krakowskiej” Urszuli Olszowskiej, którą znaleziono nieżywą w Dolinie Roztoki, zaś jej ciało nie nosiło oznak gwałtownej śmierci…

Wypadki na Babiej Górze i Paśmie Babiogórskim:

1918 – Jakub Sobieńsko zginął na szczytowej kopule Diablaka;

1925.08.03. – czterej wolarze umierają z wyczerpanie na Diablaku – przypadek bardzo podobny do przypadku z Doliny Jaworowej z 1925 roku;

1931.X – Anna Frantowa zamarza na śmierć na Przełęczy Lipnickiej;

1935.II – czteroosobowy zespół Frysiów z Bielska-Białej zamarza na śmierć w kurniawie na szczytowej kopule Diablaka… Jest to najbardziej ponura tragedia tego rodzaju na Babiej Górze, ale nie ostatnia;

1942, zima – rozpoznawczy samolot Luftwaffe rozbija się na północnych stokach Babiej Góry. Zginął pilot, zaś jego dwóch kolegów jest ciężko rannych;

1951.IV – Aleksander Stańczak zamarza na śmierć na Diablaku;

1955.08.28. – żołnierz WOP ginie od uderzenia pioruna, które poszkodowało także kilka innych osób na szczycie Diablaka;

1969.04.02. – jedna z największych katastrof lotniczych w czasach PRL. Samolot PLL LOT An-24 rozbija się z niewyjaśnionych nigdy przyczyn na północnym stoku w partiach przyszczytowych Policy. Zginęło 56 osób;

1979.11.11. – jedna osoba zamarza na śmierć na Diablaku.

1999.01.30. – sprawa zaginięcie dwóch dziewczyn – Anny S. i Olgi K. z Częstochowy. W kurniawie, przy dmącym wietrze i temperaturze -20˚C wychodzą na Przełęcz Borne a następnie na szczyt Diablaka. Następnie przemarznięte i zdezorientowane schodzą na słowacką stronę Babiej Góry, gdzie zostają znalezione przez Słowaków.

We wszystkich tych przypadkach z Babiej Góry główną rolę grało niedoświadczenie, brak znajomości gór i brawura. Przeliczenie się z siłami, załamanie pogody i – co tu ukrywać – zwykła głupota były tutaj najczęstszymi przyczynami śmierci…

Poza wypadkami górskimi omówiłem także niektóre obserwacje UFO, które nie mają jakiegokolwiek racjonalnego wytłumaczenia – w szczególności chodzi i obserwacje typu NL/BOL i CE2/BOL, które miały miejsce w Tatrach i w okolicach Jordanowa.

Całe spotkanie trwało półtorej godziny i wzięło w nim udział ponad 50 osób, w tym notable miasta Jordanowa i ratownik Gorczańskiej Grupy GOPR, a także miłośnicy Tatr z naszego miasta i Suchej Beskidzkiej – w tym młodzież, co bardzo cieszy, jako że zadaje kłam twierdzeniom, że nasza młodzież jest nic nie warta…

Kończąc pragnę podziękować Miejskiemu Ośrodkowi Kultury w Jordanowie za zorganizowanie tego spotkania.