czwartek, 29 września 2011

W rydzowych ostępach Przykca

video

Pogoda po chwilowym załamaniu pogody związanego z przejściem chłodnego fronciku i mikrymi opadami – tylko 4 mm/24 h, znowu rozbłysła słońcem na błękitnym niebie i temperatura podskoczyła do +17ºC, przy stałym ciśnieniu wynoszącym 1027 hPa! Pan Bednarz zadzwonił do mnie po południu i zaproponował wspólny wypad na rydzowe ostępy Przykca – góry o wysokości 741 m n.p.m., położonej na północ od Jordanowa, co wyjaśniam dla Czytelników spoza regionu – gdzie ponoć wreszcie zaczęły sypać się rydze.

Idziemy więc pomiędzy jodły, świerki i buki masywu Przykca. Pierwszym, co rzuca się w oczy (i nos) są nieczystości wylewane wprost do potoku i wyrzucone worki śmieci i odpadków. Dla tych ludzi apele i wezwania do zachowania czystości w lasach są czczą gadaniną, którą oni mają głęboko gdzieś. Smrody, które oni produkują spływają w dolinę, a oni mają świeżą wodę i powietrze, więc niech się tym martwią frajerzy.

Idąc lasem napotykamy na kilkanaście dziwnych butelek z ciemnobrązowego, niemal czarnego szkła, które wygląda tak, jak szkło sodowe naświetlone promieniami gamma. Oczywiście nie naświetlano ich, ale barwiono. Ich nietypowy kształt wskazuje, że mogły to być butelki po sokach z wczesnego PRL-u… - ale nie jesteśmy tego pewni. Pan Bednarz twierdzi, że mogą być jeszcze wcześniejsze i ktoś po prostu pozbył się ich w lesie.

Idąc dalej najpierw napotykamy na małego rydzyka-singla. Idziemy wyżej i od razu trafiamy na ślicznego, klasycznego pocieca (czyli wszystkich grzybów ocieca) i prawuska. Idziemy wzdłuż potoku, który ledwie co cieknie – długotrwała susza daje się we znaki. Od czasu do czasu przechodzimy koło wyschłych źródeł… A przecież Przykiec jest górą bardzo wodonośną – niestety, nie tej jesieni! Co chwilę napotykamy na tzw. „suchą wodę” – wyschłe potoki, których kamieniste dna świecą pustką. Nawet miejscowe bagna są też podeschnięte. Rosną na nich charakterystyczne „pałki” tataraku - a przecież ta młaka znajduje się 650 m n.p.m.!

Wchodzimy w rydzowe ostępy. Grzybów nie jest za dużo, ale na patelnię wystarczy. Poza nimi pojawiły się także podgrzybki złotawe i koźlarze-babki. Wszystkie grzyby są nieoczekiwanie bardzo mało zaczerwione i idą do suszarki. Niestety, spod tej reguły wyłamują się kolczaki obłączaste, które okazały się nadzwyczaj „chrobaczne”. Także część rydzyków jest porażona przez pasożytnicze workowce i nie da się ich zebrać… Trafiają się jeszcze grzyby nadrzewne, bardzo kolorowe i spektakularne.

Wracając podziwiamy pierwsze barwy jesieni kładące się na stokach Balcerza i Jastrzębnika. Błękitne niebo przecinają białe smugi kondensacyjne samolotów. Liczymy je – wypada, że w ciągu godziny przelatuje nad nami średnio 10-15 samolotów. Każdy z nich spala kilka ton tlenu z atmosfery… Zregenerować ten ubytek mogą tylko rośliny zielone, których jest coraz mniej, bo grabieżcze dłonie prowadzące rabunkową eksploatację nie liczą się z niczym, poza doraźnym zyskiem. Widzimy kilka pni drzew ściętych „po amerykańsku” na wysokości pierśnicy. Kilka innych ściętych leży na ziemi i próchnieje… Ot, typowo polska głupia krótkowzroczność i rozrzutność.

Wracamy mając po pół koszyka grzybów na twarz. Nie jest tego dużo, ale na kolację czy śniadanie wystarczy. Mamy nadzieję, że pogoda wreszcie się zmieni – z Osielskiej Góry widać idealnie łańcuchy górskie Tatr, a to wróży zmianę pogody do 48 godzin. EKO Radio zapowiada wiatr halny – i faktycznie, ciśnienie zaczyna lekko spadać. A po halnym zawsze pada, więc… czekamy na deszcze i grzybki! Księżyc idzie do pełni, więc może wreszcie zamiast pojawu będzie normalny wysyp?

środa, 28 września 2011

Sercem i dłutem ożywione

video


W dniu 1 lipca, w naszym MOK miało miejsce uroczyste otwarcie wystawy prac naszego jordanowskiego rzeźbiarza Pana Stanisława Starca. Wystawie patronowały jordanowski MOK oraz Jordanowskie Stowarzyszenie Twórców „Pasja”.

Nie byłem na samym otwarciu, bo sama impreza była jak tysiące innych – przemówienia, toasty i feta. Odwiedziłem wystawę, kiedy mogłem być z tymi dziełami sam na sam, bez tłumów, bez pompy.

Przyznaję się, że nie znam się zbytnio na rzeźbie, a i nie wyszedłem ze swą wiedzą poza dzieła klasyków. Mogę tylko powiedzieć to, co odczuwam patrząc na rzeźby: „podoba mi się” czy „nie podoba mi się”. W przypadku rzeźb Pana Starca mogę powiedzieć to: „podobają mi się” i dodać – „są niezwykle oryginalne”.

Lwią część ekspozycji stanowią korzeniokształty, które przypominają mi rzeźby z galerii Świnoujścia czy Kamienia Pomorskiego – bo w obu przypadkach chodzi o fantastyczne kształty korzeni obrobione przez czynniki Przyrody, a w nieznacznym stopniu poprawione przez człowieka. Przypominają mi malarstwo surrealistów i brakowało mi tylko jakichś rozciekłych zegarków, bym mógł powiedzieć, że zrobił je Salvador Dali czy Robert Tanguy, na płótnach których też często widzimy takie korzenio- i morzokształty…

Poza nimi postacie świątków i aniołów, fantastycznych zwierząt i innych istot z Krainy Zmierzchu czy Strefy Mroku. Prawdę powiedziawszy, gdyby wyeksponować je w mroku i odpowiednio oświetlić, to zrobiłyby jeszcze większe wrażenie… Największe wrażenie wywiera rzeźba przedstawiająca coś w rodzaju Człowieka-ptaka z Wyspy Wielkanocnej. Dwa odległe od siebie kraje i jakiś niemal mistyczny łącznik poprzez sztukę. To daje do myślenia!

Osobiście podobają mi się dwie płaskorzeźby przedstawiające twarz Jezusa Chrystusa. Oczywiście widziałem ich setki, bo to motyw w sztuce bardzo popularny, ale jest w nich coś, co je wyróżnia i przypominają mi dość dokładnie wizerunki odbite jakimś sposobem na Całunie Turyńskim – jednej z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa. Są doń bardzo podobne i oddają wszystko. To nie są kiczowato cukierkowe wyobrażenia Nazarejczyka, które można kupić w każdym sklepie z dewocjonaliami czy obrazami. To nie są ulizane, barokowo przesadnie ładniutkie oblicza Chrystusa. Nic z tego – to są oblicza nacechowane prostotą, skupieniem i cierpieniem. Przypominają w swej ascetycznej prostocie obrazy Issy namalowane przez Mikołaja Roericha w tzw. cyklu himalajskim, czy z ikon acheiropoietos greckich i rosyjskich mistrzów, a trzeba wiedzieć, że tych wizerunków nie tworzyły ludzkie ręce…

Inna znów płaskorzeźba przedstawia twarz mężczyzny bardzo podobnego do Czesława Niemena – artysty będącego idolem mojego pokolenia, jakże różnego od miernot nazywających siebie z prostaczej i pysznej megalomanii – gwiazdami! Gwiazdą to był on – a ta cała reszta co najwyżej mogłaby mu czyścić buty i byłby to dla nich zaszczyt…

Wystawa była bardzo ciekawa i uważam, że takie imprezy, promujące dorobek naszych, jordanowskich artystów są potrzebne i każdy z nich powinien mieć swój dzień, w którym mógłby się pokazać światu. Bo warto!     

poniedziałek, 26 września 2011

Grzybobranie w Gryfinie

video


Możemy tylko pozazdrościć naszym, przyjaciołom na Pomorzu. Pisze Pan Kazimierz Wakuluk z Gryfina:

U Was suchy las, a u nas szaleństwo zieleni. Dużo deszczu i dość wysoka temperatura powodują, że co dwa tygodnie muszę kosić trawę na działce. Dzisiaj mamy fajną pogodę. W związku z tym, że trochę sobie dorabiam w tygodniu i nie mam czasu, nasz Ralf bardzo się ucieszył z dzisiejszego bardzo długiego spaceru( kilka fotek w załączeniu). Jutro wybieram się z Gonią na grzyby, ponoć zaczęły się!!? Darz grzyb Wam i Waszemu Argosowi, który ponoć nie chodzi na grzyby???.

Pogoda u nas wspaniała. Temperatura 23 st. niebo bezchmurne. No to co się robi w taką pogodę, jedzie się na grzyby. Efekty nie są może zadowalające, ale trochę poszło do suszenia i trochę na sosik do obiadu. Nie wspomnę o zdrowym spacerze. Pozdrawiam z Gryfina.

Grzybasy – piękne! A my czekamy na koniec tego jesiennego lata i deszcze. Pozostał nam już tylko październikowy wysyp i jeżeli nie spadnie deszcz, to będzie słaby grzyb tego roku… - sic!

sobota, 24 września 2011

Kok-sagiz w Jordanowie







Przybłęda z dalekiej Azji Centralnej?

Druga Wojna Światowa obfitowała w niezwykłe epizody, które miały miejsce także i na naszej Ziemi Jordanowskiej. Dzięki uprzejmości Pana Stanisława Bednarza, który udostępnił mi niezwykle ciekawą i pożyteczną pracę z zakresu historii ziem podbabiogórskich, dowiedziałem się o tym, że w czasie okupacji hitlerowcy zamierzali uprawiać u nas roślinę kauczukodajną zwaną kok-sagizem. Tak o tym pisze Tadeusz Uczniak w swym opracowaniu, stanowiącym część powołanej tu pracy zbiorowej:

W Bystrej Podhalańskiej pola zabrane piekarzowi żydowskiego pochodzenia Goldmanowi oraz Kojsowi przeznaczono pod uprawę rośliny zwanej kok-sagizem. Kok-sagiz pochodzący z Uzbekistanu Taraxacum kok-saghyz, nazywany potocznie rosyjskim mleczem, zawierał związki kauczukowe, wykorzystywane w produkcji gumy. Od mniszka lekarskiego – Taraxacum officiale, który rośnie powszechnie na naszych trawnikach i łąkach, różni się jedynie kształtem liści, i dlatego Niemcy nie potrafili go rozróżnić podczas kontroli, dzięki czemu uczniowie nie musieli się zbytnio trudzić praca dla Niemców. (…) Szkołę zobowiązano do organizowania zbiórki ziół, kości, złomu, szmat, szkła, minerałów, tępienia much, komarów, stonki ziemniaczanej w promieniu 1 km od torów kolejowych i gościńca. Nakazano zakładanie hodowli jedwabników i pszczół.

Miało to miejsce w latach 1941-44.

Wg T. Uczniak – „Straty wojenne w gminie Bystra-Sidzina” w antologii - „Druga Wojna Światowa pod Babią Górą – Księga strat” (Kraków – Zawoja 2011, s. 59)

Wiedziony ciekawością poszperałem w Wikipedii, i oto, czego się tam dowiedziałem:

Mniszek kok-sagiz, mniszek gumodajny, kok-sagiz (Taraxacum kok-saghyz Rodin) – gatunek rośliny wieloletniej z rodziny astrowatych (Asteraceae). W stanie dzikim rośnie w Azji Środkowej w Kirgistanie, południowo-wschodnim Kazachstanie oraz w zachodnich krańcach Chin. W dawnym ZSRR był główną rośliną kauczukodajną. W Polsce uprawiany w czasie II wojny światowej.

Morfologia:
Pokrój: Bylina do 30 cm wysoka, z wyglądu podobna do mniszka lekarskiego, z białym sokiem mlecznym.
Liście: Lancetowate, zatokowo wcinane, zebrane w przyziemną rozetę.
Kwiaty: Języczkowate, koloru żółtego, tworzące koszyczki osadzone na szczycie bezlistnej łodygi.
Owoc: Niełupka z puchem kielichowym.
Korzeń: Gruby, palowy.
Zastosowanie: Roślina uprawiana dla kauczuku (w korzeniu kilkuletnim zawiera go do 20% w soku mlecznym), który znajduje się w soku korowej części korzeni. W krajach byłego ZSRR uzyskiwano średni plon korzeni 50-100 q z hektara. (Wikipedia)

A teraz najciekawsze. Kiedy opowiedziałem o tym mojemu ojcu, Panu Adamowi Leśniakiewiczowi, to stwierdził on, że w Jordanowie też istniało pole doświadczalne kok-sagizu! Znajdować się ono miało w miejscu dzisiejszej ul. Banacha i rozciągało się ono od plebanii aż do cmentarza – było to tzw. Księże Pole.

Według jego relacji, Niemcy w 1943 roku obsiali to pole kok-sagizem, ale rezultaty tego ponoć były mizerne. Kok-sagiz wzeszedł, ale bardzo marnie, a to, co wzeszło też szybko zmarniało. Więcej razy już nie próbowano tego pola obsiewać tą rośliną. Czyżby więc nietypowe, ogromne krzaki mniszka widziane na naszych łąkach i ogrodach były przybyszami z dalekiego Uzbekistanu i gór Ałaju i Tien-Szanu?

środa, 21 września 2011

W suchym lesie

video


Dzisiaj wizyta w lasach Końskich Ugorów, gdzie ponoć trafiają się koźlarze. Pogoda całkiem niezła: temperatura +18ºC, zachmurzenie duże do umiarkowanego, zza chmur widoczne słońce. Poprzedni dzień był ponury i pochmurny, ale z niskich chmur o podstawie zaledwie 500 m n.p.m. spadł zaledwie 0,1 mm wody. Dokładnie tyle, co nic…

Idę Majerzowym Lasem w kierunku na Bystrą Podhalańską. Pusto i grzyba na lekarstwo. Nie ma nawet muchomorów i tak tutaj często występujących gołąbków brudnożółtych. Napotykam tylko jakąś mizerną kurkę. Odbijam nieco głębiej w las i… na drodze staje mi potężny (aczkolwiek nieco pogryziony) koźlarz. Pierwszy z trzech, które udało mi się pozyskać.

W lesie okropna susza. Nawet wiecznie bagniste łączki śródleśne są suche, a wieczne kałuże na duktach pełne są błota. Także starorzecza Skawy mają minimalne poziomy wody, a potok Strącze ledwie ciurka. Nie jest dobrze – sytuacja przypomina mi dość dokładnie jesień 2003 roku. Wtedy też panowało totalne bezgrzybie strukturalne – jak mawia Pan Bednarz. NB, on też wybrał się na grzybobranie na Przykiec i jego wyniki były o wiele lepsze – ale Przykiec jest wodonośną górą i ścioła leśna jest o wiele bardziej nasycona wodą.

Potem poszedłem na las na Końskich Ugorach. I znów, jakieś bedłki, jakieś gołąbki, huby. Znajduję nawet szczątki jakiegoś dziecięcego balonu. Już mam dać sobie siana, kiedy… na drodze widzę dwa potężne koźlarze pomarańczowe. Robię szybkie zdjęcia i ładuję je do koszyka.

Poza tym widzę także dwa goryczaki żółciowe zwiastujące koniec wysypu borowików. Tak więc wygląda na to, że u nas wysypu wrześniowego już nie będzie i musimy poczekać do października – o ile w ogóle w październiku nie sypnie nam śniegiem, jak to w zeszłych latach bywało.

Mam nadzieję, że się mylimy…  

poniedziałek, 19 września 2011

Pieski we mgłach

video


Pani Aura pokazała nam, że kończy się definitywnie lato. I zrobiła to dobitnie. Temperatura maksymalna spadła do zaledwie +16˚C, przez chmury – których podstawa jak widać cały czas się obniżała i doszła w momencie robienia tych zdjęć do jakichś 500 m n.p.m. – nie widać było słońca. Z każdą godzina było ciemniej, mroczniej i chłodniej, a mgła napływała i gęstniała jak dym…

A najgorsze w tym to, że od rana nie spadła ANI JEDNA (!!!) kropla deszczu i zapowiadane przelotne opady nawet się nie pokazały. Symbolicznie!

Idziemy z Argosem na spacer. Ulice wyludnione. Dorośli siedzą przy kolacji i TV, dzieciaki przy zadaniach. I tylko mgła, i tylko smutek rozkopanych kartoflisk i łęcin, i tylko pieski cieszą się ze swych spotkań. Ale i one powoli markotnieją i odchodzą do domów, gdzie czeka je micha i legowisko. Ludzie tutaj są dobrzy dla zwierząt i pieski nie mają powodów do narzekań – nawet te łańcuchowe. Nie to, co w miastach, gdzie na każdym kroku czekają niebezpieczeństwa w postaci kół samochodów czy dwunogich oprawców – bezstresowo wychowanych bestii w ludzkiej skórze - z kijami, kamieniami czy wiatrówkami. Tutaj na razie nie ma takich.   

Czekamy na deszcz…

Ostatni zapiątek lata…





No i lato 2011 a. D. ma się powoli ku końcowi… Ostatni jego zapiątek – jak mawiał nieodżałowanej pamięci red. Andrzej Zalewski z EKO-Radio – czyli weekend był cudowny! Bezchmurne niebo ze śródziemnomorskim lazurowym błękitem, noce wprawdzie chłodne z już jednocyfrową temperaturą i wysokim ciśnieniem, Księżycem przechodzącym koło Jowisza, ale także z złocistym – jeszcze letnim słoneczkiem i wiatrem halnym, dzięki któremu chodzimy wyrozbierani do szortów i T-shirtów… Idąc oglądaliśmy późno-letnie ogrody i nowe domy powstałe na Szpitalnym Dziale. Niestety - po trzech fotkach pada mi bateria...

Niedzielny spacer nie zawiódł nas w lasy – cudowna pogoda zachęcała raczej do oddawania się dolce far niente, niż bobrowaniu po lasach. Zresztą nie było za bardzo za czym… Pan Bednarz wprawdzie wyprawił się poza Hyćkową Górę – na Gołowie – 615 m i Bednarzową Górę – 612 m n.p.m. i – jak twierdzi – znalazł tam trochę koźlarzy pomarańczowoczerwonych i kurek oraz jednego podgrzybka brunatnego, ale na tym się niestety, jego zdobycze skończyły. W naszych lasach panuje totalne bezgrzybie strukturalne i na razie – póki nie spadnie deszcz – nie ma co marzyć o jesiennym grzybobraniu.

Tak paskudne pod tym względem mieliśmy tylko lata 1992 i 2003, kiedy to grzyby rosły tylko i wyłącznie na terenach podmokłych, w wodonośnych rejonach naszych gór. Mamy jednak nadzieję, że w drugiej połowie miesiąca wreszcie coś spadnie i sytuacja jako-tako wróci do normy, ale…

Ale wiele wskazuje na to, że w październiku może sypnąć nam śniegiem a nie grzybem. Dzisiaj media podały, że śniegiem sypnęło w Austrii – wprawdzie tylko wysoko w górach – automobiliści nie mogli wjechać na przełęcz Brenner, którą zasypało, a zatem wcale nie jest wykluczone, że strefa opadów śniegu obniży się w miarę zniżania się słońca nad linią horyzontu…

Bądźmy jednak dobrej myśli! 

czwartek, 15 września 2011

Przeszła „Katja”…

video


Ostatnie dni przypominały nam lato. Temperatury dzienne trzymały się w granicach 21 - 25°C, a zachmurzenie było minimalne. W dniu wczorajszym przeszedł wreszcie chłodny front i temperatura z +24°C spadła na +16°C, a z ciemnych chmur spadł deszcz. Silny wiatr z N-NW siekł nim i przez moment wydawało się, że wreszcie zdrowo popada. Niestety – po pół godzinie wszystko się skończyło. Spadło jedynie 3,44 l/m² wody. Tyle, co kot napłakał…

Za to zachód słońca pokazał nam wspaniałą feerię barw kładąc się mocnymi żółtymi, czerwonymi i pomarańczowymi barwami na chmurach. Ja akurat zdążyłem utrwalić końcowe fragmenty tego niebiańskiego spektaklu, ale było warto. Szkoda tylko, że zdjęcia nie oddają delikatnych barw tych świecących nieco nieziemskim światłem chmur.

Dzisiejszy ranek powitał nas gęstą mgłą, która była bardzo nieprzyjemna – powietrze miało aż 88% wilgotności przy temperaturze zaledwie +8°C, ale za to ciśnienie wzrosło z 1011 do 1017 hPa, co zwiastuje ładny i słoneczny dzień, ale już chłodniejszy i nie taki jak przedwczorajszy.

A zatem trzeba będzie się przespacerować w las – może coś się trafi? Przecież sezon grzybowy w pełni!     

niedziela, 11 września 2011

Patrol na Ciosku – w oczekiwaniu na „Katję”

video


Ta niedziela była szczególnej urody, pod niemal bezchmurnym, błękitnym niebem, ze złotym dyskiem słońca nad Beskidami. Była słoneczna i ciepła, jak ostatni pocałunek lata, które powoli zbiera się do drogi, jak w „Kronice Olsztyńskiej” Mistrza Ildefonsa.

Wyrwaliśmy się z domu z dziką rozkoszą, bo rzygać się nam chciało od medialnego wiernopoddańczego bełkotu i histerycznego kociokwiku z okazji 10-lecia ataku arabskich świrów na WTC. Rozumiem, że teraz musimy kochać Amerykę, jak dawniej musieliśmy kochać ZSRR, ale uważam, że jakieś granice włazidupstwa i paranoi jednak powinny obowiązywać media – szczególnie publiczne, i jakieś granice serwilizmu też.

Tak więc uciekliśmy od tego medialnego zalewu idiotyzmów w las. Szliśmy za drogą w kierunku Podlasków, a potem zaczęliśmy wspinaczkę na stok Cioska od strony NE.

Wbrew twierdzeniom niektórych, grzyby jednak były – zebraliśmy kilka poćców, podgrzybków brunatnych, jednego maślaka strojnego i kurek. Będą jutro na jajówę! Niestety – kilka znalezionych pocieców i podgrzybków było już zepsutych, a szkoda!

Poza tym spotkaliśmy jednego z Jordanowiaków, który poszedł wcześniej od nas i miał pół kosza koźlarzy pomarańczowoczerwonych, dwa prawusy i kilka kurek.

Co widzieliśmy ciekawego? Przede wszystkim różnokształtne goryczaki żółciowe – grzyby stricte proteańskie, które zmieniają swe kolory i kształty upodabniając się do innych borowikowatych. Poza tym kolonię jakichś dziwnych czerwonawych opieńkowatych, które obrosły trzy odziomki na wschodnim stoku Cioska. No i olbrzymie mleczaje biele – jeden z nich mierzył jakieś 40 cm średnicy w kapeluszu! Jeszcze do tego spotkaliśmy prześliczne muchomorki, kolczaki obłączaste, łuszczaki, krowiaki aksamitnotrzonowe czyli te drugie olszówki oraz inne grzybki, których nie możemy nazwać, ale które są piękne!    

Poza tym – niestety - zaczęła się zmieniać pogoda: od zachodu zaczęło płynąć niebem „pierze” Cirrusów. To zwiastuny resztek huraganu „Katja”, który jakieś 10 dni temu szalał na Karaibach, a teraz płynie jako głęboki niż do Polski. I faktycznie – barometr ze stałego poziomu 1015 hPa zaczął spadać i po powrocie z lasu pokazywał już 1013 hPa, zaś temperatura rośnie i termometr, który wskazywał rano +16˚C teraz podskoczył do +28˚C, przy komfortowej wilgotności wynoszącej 49%. To jednak się kończy i z zachodu ciągną już niższe chmury. Przydałoby się trochę deszczu, bo w lesie jednak jest trochę za sucho… W EKO Radio zapowiadają zmianę pogody na chłodniejszą i wilgotniejszą…

A zatem czekamy na „Katję” i opady deszczu. To warunek kolejnego obfitego wysypu i mamy nadzieję, że jeszcze będzie ciepło i grzyby wysypią się w październiku.  

wtorek, 6 września 2011

Jeszcze jeden zaginiony bez wieści…



APEL NASZEGO PRZYJACIELA Z DARZ GRZYBA:

DRODZY, 2 maja 2011 wyszedł z domu i do tej poru nie odnalazł się mój brat CZESŁAW KRAWCZYK zamieszkały w RUDZIE ŚLĄSKIEJ.

Rysopis zaginionego Czesława Krawczyka: wzrost 176 cm, waga 95 kg, sylwetka krępa, włosy czarne krótkie, oczy niebieskie, twarz owalna, uszy małe, przylegające, nos normalny, uzębienie niepełne.

Zaginiony w dniu 02 maja 2011 roku około godziny 17:00 wyszedł z domu i do chwili obecnej nie powrócił.

W chwili zaginięcia Czesław Krawczyk był ubrany w spodnie jeansowe ciemne, kurtkę koloru jasnego z jeansu, bluzę z jasnymi rękawami oraz buty sportowe.

Przedmioty posiadane przez zaginionego w chwili zaginięcia: dowód osobisty, prawo jazdy, karty bankomatowe, kartę NFZ oraz telefon komórkowy

Wszystkie osoby, które mogą pomóc w odnalezieniu zaginionej osoby proszone są o kontakt z policjantami Wydziału Kryminalnego KMP Ruda Śląska tel. Całodobowy:
+48 32 244 9 255 albo
+48 32 244 9 382,
lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997 i 112.

Do chwili obecnej nic nam nie wiadomo o jego miejscu pobytu, stanie zdrowia, czy żyje...

Będziemy wdzięczni za jakiekolwiek informacje.

„Irena” przeszła w nocy



To miał być kataklizm na miarę „Katriny”, która spustoszyła Nowy Orlean dwa lata temu. Najpierw oceniono, że będzie to huragan równy temu kataklizmowi. Przesuwający się nad wschodnim wybrzeżem USA huragan „Irene” osłabł – prędkość wiatru spadła do 100 km/h, a przyjmuje się, że huraganem jest wiatr wiejący z prędkością co najmniej 119 km/h.

Huragan przerodził się w burzę tropikalną, co w jedynie niewielkim stopniu osłabiło zagrożenie. Według prognoz, siła wiatru może się wahać w granicach 80 - 130 m/h. Potwierdzono na razie dziewięć ofiar śmiertelnych „Irene”, choć niektóre źródła podają więcej. Huragan przeszedł już przez Karolinę Północną, Wirginię, Maryland, New Jersey oraz Nowy Jork. Nowego Jorku to nie zrujnowało, bo i nie mogło, ale Amerykanom napędziło stracha…

Zerwane linie energetyczne, uszkodzone dachy domów, przewrócone drzewa oraz zalane drogi, ulice i piwnice - to skutki nawałnic, która przeszły nad Polską. Dwie osoby są ranne.

Zrujnowane domy na Opolszczyźnie

Ponad 30 budynków ucierpiało w wyniku burzy z gradem jaka przeszła w nad powiatem brzeskim na Opolszczyźnie. Najbardziej poszkodowana jest miejscowość Czepielowice, gdzie grad miał wielkość kurzych jaj - poinformowała straż pożarna.

- Grad wielkości kurzych jaj rozbijał dachówki na budynkach, na miejscu jest 13 zastępów straży pożarnej, zabezpieczamy uszkodzone dachy plandekami i foliami - powiedział asp. Jan Wyciślik ze stanowiska dowodzenia opolskiej straży pożarnej.

W nawałnicy ucierpiało również 7 budynków w okolicach Czepielowic, strażacy wyjeżdżali także 12 razy na interwencje w powiecie namysłowskim. - Tam nasze działania były związane z pompowaniem wody z piwnic i zabezpieczaniem uszkodzonych dachów. W wyniku nawałnicy nikt nie ucierpiał - zaznaczył Wyciślik.

Nawałnica nad Wielkopolską

Burza przeszła także nad zachodnią częścią kraju. Jak poinformował oficer dyżurny wielkopolskiej straży, z powodu zerwania łączności nie jest możliwe podanie konkretnych informacji z jednostek terenowych. Wiadomo jedynie, że strażacy interweniują w około 170 zdarzeniach, m.in. w Kaliszu, Ostrzeszowie, Ostrowie Wielkopolskim, Kępnie.

Trudności w Ostrowie Wilkopolskim mają kierowcy samochodów osobowych podróżujący drogą krajową nr 25. Pod wiaduktem zebrała się tam woda, którą mogą pokonać jedynie ciężarówki.

Jak poinformował dyżurny wielkopolskiej straży, w akcjach ratowniczych biorą udział także jednostki z województw dolnośląskiego i opolskiego.

Na skutek nawałnicy, jaka przetoczyła się nad województwem łódzkim ranne zostały dwie rowerzystki, na które spadł konar drzewa. Tu najgorsza sytuacja jest w powiecie sieradzkim, gdzie wiatr zerwał 12 dachów – jak podał internetowy portal WP.

Od razu z rana zadzwoniłem do naszej przyjaciółki w Oleśnie, która potwierdziła, że faktycznie – w dniu wczorajszym przez region przewaliła się straszliwa burza z ulewą i gradem, który omal nie spowodował śmierci mężczyzny trafionego gradziną w głowę…

U nas wszystko zaczęło się wczoraj, około 20:00, kiedy to stosunkowo czyste niebo z Księżycem w kwadrze pokryły chmury, a około 22:30 zaczął padać deszcz i wiać wiatr. Deszczu spadło w sumie niewiele – bo tylko 2,58 mm, ale za to wiatr wywijał i duł aż do białego rana. Temperatura z 31,5°C spadła do zaledwie +13,1°C, ale za to ciśnienie z 1010 hPa podskoczyło do 1019 hPa. Front przeszedł bez burz i piorunów. No i zobaczymy, co będzie dalej.

Z tego wszystkiego martwi mnie to, ze spadło za mało wody i grzybów z tego raczej nie będzie i trzeba będzie poczekać na kolejny wysyp w październiku, o ile nie zasypią nas śniegi…  


Jak dotąd Jordanów jest chroniony przez jakieś dobre moce, które nie dopuszczają gwałtownych zjawisk atmosferycznych nad nasze miasto, ale na jak długo? Jak długo może trwać dobra passa? W naszej rozgrywce z pogoda zaczyna coraz bardziej być aktualna starorzymska zasada: si vis pacem – para bellum… Wojna z pogoda jest tą ceną, którą w tej chwili płacimy za bezmyślną industrializację i głupotę kolejnych ekip rządzących tym krajem.


Zdjęcie - NASA

czwartek, 1 września 2011

Znowu zaginieni w Tatrach


Kasia Kobiela

Tak się złożyło, że musiałem pojechać do Zakopanego i odwiedzić stare kąty. Ostatni raz byłem tam w 1998 roku – potem jeździłem tam tylko tranzytem na Słowację.

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, był Dworzec Autobusowy PKS. Kiedyś tętnił on życiem, bo i autobusów kursowało tam o wiele więcej. Teraz lokalna komunikację utrzymują busiarze, zaś pekaesy są tylko i wyłącznie dalekobieżne – praktycznie w każdy zakątek kraju. Znikł gdzieś olbrzymi figowiec, który był tam od niepamiętnych czasów. Wewnątrz i na zewnątrz oblepiły go tandetne, obskurne budy w których oferuje się pamiątki i standardowe fast-gówna, którymi karmią się przyjezdni. Brud, zapuszczenie, szarość i krzykliwa reklama wszystkiego, co można nabyć i sprzedać. Słowem – ohyda. Trzeci świat. Jak stacyjka gdzieś pod Bombajem czy Kalkutą w filmie z Bollywood. Tylko że tam przynajmniej są palmy i miłe ciepełko, a u nas… - szkoda gadać.

Najbardziej jednak zbulwersowały mnie naklejone na szyby ulotki o poszukiwaniach zaginionych osób. Znalazłem ich aż cztery!
1.      ROBERT PUZIO, lat 30, zam. Skierniewice, zaginął 21.07.2011 r.;
2.    KATARZYNA KOBIELA, lat 20, zam. Sieradz, zaginęła 21.06.2011 r. – ponoć widziano ją na Dworcu Kolejowym, jak czekała na pociąg do Wrocławia;
3.    ANITA FILIPOWICZ, lat 21 – brak bliższych danych;
4.    BARTOSZ DOMINIK KUBICA; lat 28, zam. Jaworze, zaginął 20.06.2011 r.

Co mnie w tym wszystkim zbulwersowało? Przede wszystkim zaginięcie Katarzyny Kobieli, które dziwnie przypomina zaginięcie dwóch dziewczyn – Ernestyny Wieruszewskiej i Anny Semczuk na początku lat 90. W obu przypadkach zaginięcie to miało miejsce w ostatnim dniu pobytu w Zakopanem. Zbieg okoliczności? Być może – ale skoro coś się powtórzyło, to znaczy, że może to się stać regułą, szczególnie jak nastąpią dalsze powtórzenia…

Istnieje możliwość, że dziewczyna została uprowadzona przez handlarzy żywym towarem, podobnie jak Wieruszewska i Semczuk. Uważam, że wszystkie wysiłki powinny zostać skierowane na poszukiwania poza granicami kraju – osobiście stawiam na Włochy. Poza tym nasza policja powinna współpracować z policją słowacką właśnie w tym zakresie, bowiem przemytniczy szlak może wieść przez Słowację na południe Europy. Niewykluczone są także kraje bałkańskie powstałe po rozpadzie dawnej SFRJ, w których kwitnie przestępczość zorganizowana – w tym handel żywym towarem, a macki tej ośmiornicy sięgały także do Polski i na Podhale…