środa, 30 listopada 2011

Nad Oravą i Wagiem

video


W dniu wczorajszym musiałem udać się na spotkanie z moim przyjacielem zza południowej „miedzy” – znanym słowackim pisarzem i badaczem zagadek historycznych dr Milošem Jesenským. A że polskie media ostatnimi czasy wreszcie dostrzegły temat braku wody w Polsce południowej i na Słowacji, więc podniosły – jak to u nas bywa – wielkie larum. Chciałem zatem sprawdzić, ile w tych biadoleniach jest prawdy i pojechałem tak, by przyjrzeć się rzekom. Pan Bednarz twierdzi, że taka sucha jesień miała miejsce w 1951 roku, zaś w PR-1 twierdzą, że tak suchy listopad miał miejsce w 1852 roku! Słowacja to piękny kraj, więc nie odmówiłem sobie przyjemności wycieczki i obiadu – porcji wyprażonego sera z frytkami i surówkami, z tatarskim sosem – danie, za które Słowakom powinno się odpuścić wszystkie grzechy teraźniejsze, przeszłe i przyszłe! Wszystkiego 5,50 euro za porcję, mniam! I jeszcze z widokiem na tamtejsze góry! Bezcenne… No i te drogi. Kiedyż dożyję tego, że polskie drogi dorównają słowackim...?

Pojechałem zatem wzdłuż Oravy od Trsteny do Dolnego Kubina. Rzeka jak rzeka – poziom był niezbyt wysoki, ale jej całe koryto było wypełnione. Nie było jakichkolwiek powodów do wszczynania alarmu, natomiast koryta potoków spływających do niej z Rohaczy świeciły dnem.

Z Nowego Kubina jadę do Rużemberoka, gdzie skręcam na zachód w kierunku Martina i jadę wzdłuż brzegu Wagu (Vah). Przyglądam się rzece – o ile Orava była nieco płytka, to Wag płynął właściwie niezmieniony. Słowacy po prostu zrobili to, o co ja się dobijam bezskutecznie od lat: stworzyli kaskady swoich rzek i zbiorniki retencyjne pozwalają na utrzymanie zapasu wody na ciężkie czasy, które właśnie nadeszły. Aktualnie – dzięki zrzutom z Jeziora Orawskiego i Morza Liptowskiego (Liptovska Mara) – rzeki płyną właściwie bez zmian. No ale to Słowacja – w Polsce najważniejsze są jedynie słuszne principia i walka o życie poczęte oraz budowa elektrowni atomowych.

No i te widoki! Od rzeki unosi się tuman mgielny, ale nie ma gołoledzi, za to każdy krzak, każde drzewo nad wodą wygląda jak ośnieżone. Brzegi rzek są niezwykle fotogeniczne! Jadąc w kierunku Kralovan i Martina podziwiam otaczające mnie wapienne piramidy górskie Małej i Wielkiej Fatry. Niestety droga do Dolnego Kubina przez Parnicę biegnąca przez przełom Wagu jest zamknięta, a szkoda. Jest to jedna z najpiękniejszych i najbardziej efektownych tras, jakie znam! Ale wracając robię serię zdjęć gór Wielkiej Fatry. I tutaj kolejne zaskoczenie, bo kiedy mgły się rozwiały i spojrzałem na szczyty, to zobaczyłem gołe szczyty Fatry, Rohaczy i nawet Tatr Wysokich! Nie było go także na Babiej Górze i Pilsku. Wyobrażam sobie jak ludzie klną, bo dutków nie będzie… Ale Eko Radio i klimatolodzy z PR-1 obiecują, że śnieg spadnie pod koniec Świąt Bożego Narodzenia. Dobre i to…

niedziela, 27 listopada 2011

Za wodą – szlakiem Jana Pawła II

video


Pogoda dalej nas rozpieszcza – po niezbyt przyjemnej nocy pokazało się słońce i pomimo silnego wiatru dmącego z zachodu i skręcającego na południowy-zachód i południe, padającego na łeb na szyję ciśnienia w tempie 0,5 hPa/h, temperatura skoczyła do +8ºC, wiadomo – wiatr halny.

Poruszeni opowieściami Pana Bednarza i lekturą artykułów w lokalnych gazetach postanowiliśmy na własne oczy zobaczyć ledwie co cieknące strumienie i Skawę pokazującą swe dno. Wzięliśmy tedy naszego Caspera i udaliśmy się do Zawoi. Nasamprzód obejrzeliśmy sobie Skawę z mostów w Osielcu, Koszówce i Juszczynie – miejscowościach leżących przy DK 28. co zobaczyliśmy – możecie zobaczyć na zdjęciach. Przy okazji sfociliśmy stary most nad Skawicą w Juszczynie – zabytek z czasów Galicyjskiej Kolei Transwersalnej – i jeden z dziewięciu mostów przerzuconych przez Skawę na odcinku pomiędzy Suchą Beskidzką a Chabówką. Podobnie jak most w Jordanowie jest on zardzewiały i zaniedbany – ciekawy jestem, jak długo jeszcze pociągnie, zanim dojdzie do jakiejś masakrycznej katastrofy?...

Potoki przepływające przez Białkę i wpadające do Skawicy rzeczywiście świeciły dnem i szczerzyły swe denne kamienie. Podobne widoki widzieliśmy jadąc DK 957 wzdłuż Skawicy w Skawicy i Zawoi. Faktycznie nie wyglądało to wesoło, ale za to mogliśmy zobaczyć budowę geologiczną okolicy. Niektóre krajobrazy Doliny Skawicy wyglądają jak z niemieckich landszaftów, inne przypominają mi Włochy czy Hiszpanię… Doprawdy racje ma moja siostra, która twierdzi, że w Polsce mamy krajobrazy z całej Europy…

W Skawicy zatrzymujemy się na chwilę, by podziwiać mikro-bazylikę Jana Pawła II i pomnik ku czci ks. Popiełuszki i wszystkich bohaterów „walki o wolną Polskę”. Nie odmawiam sobie przyjemności zrobienia sobie zdjęcia…

Potem jedziemy na Krowiarki – to przełęcz pomiędzy masywem Babiej Góry a resztą wschodniego grzbietu Beskidu Wysokiego. Po drodze widzimy płat śniegu na zboczu Mosornego, a potem piękną odkrywkę geologiczną przy niemal wyschniętym potoku Jaworzynka. Nie dojeżdżamy do Krowiarek, bo Ania poczuła się gorzej – już zaznacza się wpływ wysokości: nudności i ból głowy. Zatrzymujemy się na parkingu przy Szosie Karpackiej na kocie 790 m n.p.m. pod Główniakiem (1042 m) i po krótkim odpoczynku, w czasie którego podziwiamy szczególnie oryginalną formację chmurek nad Diablakiem (1725 m), które wyglądają w momencie jak formacja UFO (czyżby stąd poszedł chyr o UFO nad Babią Górą???) zjeżdżamy w dolinę.

Nie wygląda to dobrze – na Babiej Górze nie ma ani grama śniegu, a przecież powinien być – i to co najmniej od końca września i początków października!!! Jak długo jeszcze to potrwa?

A jak na razie, to wieje halny – może on przyniesie radykalną zmianę…?     

Nadchodzi zmiana?









Mamy już koniec listopada, a końca tej niesamowitej jesieni nie widać. Wprawdzie wczoraj spadło trochę śniegu – było tego tylko 0,51 l/m². Jedynie! Oczywiście wszystko błyskawicznie wsiąkło i na tym się skończyło…

Ogromny blok wyżów znad Europu Środkowej powoli jest wypierany przez niże atlantyckie, ale powoli i bez większych turbulencji, chociaż… Na północy kraju wieje, na Bałtyku sztorm. U nas ciśnienie powoli spada – zleciało z 1025 hPa na 1017 hPa i nadal spada. Wieje wiatr, ale więcej deszczu nam nie przywiało. Skawa zaczyna świecić dnem tu i ówdzie, co widać w jej dolnym biegu – w Makowie Podhalańskim i Suchej Beskidzkiej.

U nas jeszcze jako tako to wygląda, ale tylko dlatego, że koryto rzeki jest wąskie i ta ilość wody, która nią płynie dość dokładnie ją wypełnia – dalej, gdzie koryto jest szerokie – już nie i Skawa ciurka po kamieniach…

Czekamy na deszcz… 

sobota, 26 listopada 2011

Jest taka magiczna chwila…












Wieczór przed pierwszym śniegiem...
I pierwszy śnieg...







Jest w roku taka magiczna chwila, jedna, jedyna, niepowtarzalna. Chwila na którą czekam przez całe 365 i 1/4 dnia. Zdarza się najczęściej nad ranem. To Chwila Pierwszego Śniegu…

Słowianie i Skandynawowie lubią zimę i cieszą się z jej przyjścia. Chyba mam coś w genach, bo kocham właśnie tą chwilę, w której świat staje się czysto biały.

Otwieram rano oczy i widzę na suficie jasną poświatę padającą z zewnątrz. Wstaję i patrzę przez okno na ulicę w śnieżnej zawiei oświetloną sodowymi lampami. Biel pokrywa szarość i zgaszone kolory później jesieni, a dla nas to jest znak, że jeszcze trochę i będą Święta. I że skończy się rok i zacznie nowy. Jak wiele prawdy jest w mądrości Mistrza Kung-Fu Tsy zwanego Konfucjuszem, która mówi, że „każdy koniec jest nowym początkiem i nową nadzieją”. Bo tak właśnie jest.

Czyżby Mistrz też lubił tą magiczną Chwilę Pierwszego Śniegu?...

piątek, 25 listopada 2011

Jesienno-zimowe BŚT









Trwa nadal dziwna, sucha jesień. Utrzymujący się nad Polską już od niemal dwóch miesięcy wyż atmosferyczny powoduje, że wskutek nieruchawości powietrza przy powierzchni ziemi zaczyna się tworzyć smog – mieszanina pary wodnej, dymów i gazów, która w swej toksyczności ustępuje tylko bojowym środkom trującym – BŚT!

Zazwyczaj po jakimś czasie ten smog opada i kondensuje się na powierzchni ziemi i roślin dając przepiękny szron, który litościwie przykrywa szarą, siermiężną mizerię naszej Rzeczpospolitej nr III i 1/2.

W dalszym ciągu nie ma opadów – studnie w Wysokiej czy Górnej Naprawie pokazały dno. Zaczyna brakować wody w Jordanowie i innych miejscowościach Doliny Skawy, a sama Skawa też już w wielu miejscach świeci dnem. Jeżeli nie zostanie przełamana bariera wyżów nad Środkową Europą, to przyszłość jesiennych zasiewów przedstawia się w czarnym kolorze. Proponuję by sejm i senat zamiast jałowych sporów zaczął modły o deszcz i o wiatr, który przegoniłby smog znad naszych miast. Ponoć w Suchej Beskidzkiej stężenia dwutlenku węgla i tlenków siarki przekroczyło 4-krotnie normy, w Myślenicach już 7-krotnie, a w Krakowie to szkoda gadać – smog unosi się tam non stop, jak nad Tamizą… Tylko że tam akurat wieją wiatry i pada, jak na jesień przystało.   

środa, 23 listopada 2011

Jesień na Wybrzeżu

video


Od czasu do czasu dostaję zdjęcia od moich Przyjaciół i znajomych, których zostawiłem na Wybrzeżu. Na zdjęciach tych mogę znów oglądać urok wszystkich pór roku nad Bałtykiem i Odrą.

Pan Kazio z Gryfina podesłał mi serię fotek z nowo wybudowanych wałów przeciwpowodziowych, zaś Pani Grażyna z Trójmiasta garść impresji nadmorskich i trójmiejskich.

A oto i one. Pozdrawiamy Wybrzeże! 

niedziela, 20 listopada 2011

Szron, szadź i niska Skawa

video


Kolejny tydzień tej niezwykłej jesiennej suszy. Kolejny tydzień wspaniałej – choć mglistej rankami – wyżowej pogody. Mamy teraz jednak nocne mrozy, a w dzień temperatura oscyluje wokół +2ºC – zaledwie. W sumie tak być powinno, boż to już trzecie dekada listopada, ale ten brak deszczu jest niepokojący.

W „Tygodniku Podhalańskim” piszą, że Podhale i Beskidy cierpią na deficyt wody. To oczywiste – wody gruntowe nie zasilane przez deszcze jesienne opadają w zastraszającym tempie, a co gorsza – deszczów wciąż nie widać! Rozkład pola barycznego jak w sierpniu. Gdyby to był sierpień i Słońce operowało jak teraz, to temperatury sięgnęłyby do +33–35ºC a nawet +38–40ºC! No i już słyszę chór oszołomów opowiadających bajeczki o tym, że za tą anomalię pogodową jest odpowiedzialny zapewne HAARP, albo Kosmici…

Nic z tego – takie anomalie też miały miejsce w poprzednich latach, więc nie ma co się straszyć. Nie mówiąc już o tym, że jest to efekt wzmagającego się efektu szklarniowego, a nie działania HAARP czy Kosmitów. Martwi to, ze Skawa zaczyna zamarzać, a to wróży kłopoty z wodą. Już mamy problemy w okolicach Jordanowa – gdzie studnie zaczęły pokazywać dno – a jak nie poleje, to trzeba będzie dowozić wodę beczkowozami.

Jeszcze bardziej niepokojącymi są informacje o tajemniczym skażeniu radioizotopem jodu-131, które stwierdzono na pograniczu czesko-austriacko-węgierskim, które wykryto przed końcem października, zaś informację o nim podano dopiero 12.XI!

U nas nie wykryłem niczego – skażenia utrzymywały się na poziomie 0,04 – 0,08 mcSv/h – a to dzięki temu, że właśnie nie padały deszcze, które są głównym przenośnikiem skażeń. I to jest jeden plus tego stanu rzeczy… Ciekawa rzecz – informacja o tych skażeniach ukazała się 12.XI rankiem i po dwóch godzinach została zdjęta z Telegazety TV. Nowego komunikatu na ten temat jeszcze nie ma… Ponoć MAEA jest pewna tylko tego, że nie jest to opad z Fukushima I EJ. Jeżeli nie Fukushima jest źródłem skażenia, to która elektrownia wypuściła I-131 i się do tego nie przyznała?

Tak zatem trwa dziwna pogoda i ma ona swe uroki – co widać na załączonych zdjęciach. To taki poemat chromatyczny na mgłę, szron, szadź i barwne lasy Beskidów.     

sobota, 19 listopada 2011

O sztuce oszpecania naszego miasta










Panująca od pewnego czasu paranoiczna moda na oszpecanie zieleni miejskiej znów dała o sobie znać na ulicy Słowackiego i Mickiewicza. Pracownicy piłami i sekatorami obsmyczyli stojące na ul. Mickiewicza klony jesionolistne i klony do tego stopnia, że przypominają one słupy. Ani to piękne, ani to użytkowe… Wygląda to ohydnie i dziwię się, że nasi P.T. Radni zgadzają się na takie oszpecanie wizerunku naszego Miasta!

Zieleń miejska jest czymś bardzo ważnym w takim zbiorowisku domów, jakim jest miasto. Zieleń miejska, a szczególnie drzewa liściaste to tlen i świeże powietrze. To cień w letnie, słoneczne i skwarne dni. To osłona przed wiatrem i deszczem w niepogodę i słotę. I wreszcie to zielony ekran pochłaniający hałas miasta – a w szczególności powodowany przez pojazdy mechaniczne, których jest z roku na rok coraz więcej! To jest właśnie znaczenie zieleni, o którym wszyscy wiemy, z którego wszyscy zdajemy sobie sprawę i które nasze władze ze szczególnym upodobaniem pomijają licząc chyba na cud? Oczywiście rozumiem – drzewa liściaste to tona liści opadłych na jesień, którą trzeba zmieść, załadować na ciężarówkę i wywieźć z miasta. No rzeczywiście – problem nie do przeskoczenia dla naszych miejskich orłów władzy. Wstyd…

A przecież to jest takie proste: drzewa chore, zagrzybione czy spróchniałe po prostu wyciąć i na ich miejsce posadzić nowe, które z kolei przycinać co jakiś czas do wysokości przebiegu linii energetycznych. I to wszystko! Proste? – proste, tylko trzeba chcieć. A że to trochę kosztuje? Owszem, ale to jest wydatek jednorazowy, bo potem trzeba tylko przycinać i dosadzać. Ale nie, to już jest filozofia, która przerasta kogoś w Magistracie. Lepiej już oszpecić miasto, niż trochę wyłożyć na jego upiększenie.

Szkoda gadać. 

czwartek, 17 listopada 2011

Jesienne mrozy, jesienne mgły i ostatni prawdziwek…





Mimo tego, że mamy już po połowie listopada to wciąż jeszcze mamy jasne, słoneczne dni poprzedzielane mglistymi i mroźnymi nocami. Te jesienne mrozy nie są takie straszne – temperatury spadają do -6ºC, a dzienne sięgają do +5ºC. Ciśnienie atmosferyczne jest wciąż wysokie i utrzymuje się powyżej 1013 hPa, choć zaznacza się – wreszcie! – tendencja spadkowa. A jednak góralskie prognozy wzięły w łeb – zimy jak nie ma tak nie ma – i tak trzymać.

Niestety – wyżowa pogoda sprzyja nieruchomości powietrza, a to z kolei sprzyja smogowi, który – szczególnie wieczorami – wprost dusi, a przynajmniej zmusza do kaszlu i kichania.

A zatem należy czekać na to, ze niże atlantyckie wreszcie „podgryzą” ten ogromny kontynentalny wyż, który ani myśli zejść z Europy Środkowej.

I jeszcze jedna ciekawostka dla miłośników grzybów – w dniu 13.XI nasza znajoma Pani Irena Stopa znalazła na Kamionce potężnego borowika szlachetnego. I to był chyba ostatni borowik w tym roku - jaka szkoda, że go nie sfotografowała!  

poniedziałek, 14 listopada 2011

WAPOR Y PLEBAN

Wiktoria  Leśniakiewicz –
  
Na nieba firmamencie od  wczora
Wszyscy ze zgrozą zoczyli wapora
Bezzębną gębą pluł żary
Ogon mu wlókł się jak mary.

I czuli my wszytkie z odrazą,
Że mary te nas wkrótce porażą
Pomrą i ludzie i woły
Puste zaś będą stodoły

I w dzwony bili jak w kotły
Do Boga zanosząc modły
Pomarło więc ludzi kupa
Trupa grzebiąc na trupa
Ognie czyszczące paląc
Nadzieję w Bogu mając.

Ostało część sprawiedliwych
I młodych i leciwych
Do dom strwożeni wracają
Dobytku doglądają.

I chaty i stodoły
Znów krowy chowają i woły
A z każdej chaty jak staje
Pleban ochfiarę dostaje

W zarazy czas on niebożę
Sam strwożon wołał:  „Waporze!
Na Boga Żywego i Krysta
I niechaj Panienka Czysta
Rozprószyć ci się każe
To wotem obwieszę ołtarze!

I datki nakazał surowe
I panu i chłopu i wdowie
Znosili my wszytkie ten przymus
A pleban pojechał do Rzymu

Przemodlił już wszystkie datki
Różańce dostały dziatki
A lud się modli na nieszporach:
„Boże! Nie zsyłaj już na nas wapora!”

Jordanów, 1994 r.

niedziela, 13 listopada 2011

W lodowatych objęciach Xenii












Wyż Xenia, który od kilku tygodni blokuje dostępu wilgotniejszym niżom znad Atlantyku zaczął się wychładzać, a ściślej z jego północno-wschodniej strony zaczęły napływać do naszego kraju masy arktycznego powietrza, co od razy dało o sobie znać spadkami temperatur. W nocy przymrozki – a raczej mrozy sięgają u nas już -6ºC, a temperatury dzienne już są poniżej +10ºC, ale za to ciśnienie wciąż idzie do góry i w dniu wczorajszym osiągnęło niemal rekordową wartość 1032 hPa!

Pan Bednarz twierdzi, że tylko raz ciśnienie w Jordanowie osiągnęło wyższą wartość w 2006 roku, kiedy to barometr pokazał 1033 hPa. Ale jeszcze to nie wszystko, więc być może rekord ten zostanie pobity.

A jak wysokie ciśnienie, to i nieruchawe powietrze i co za tym idzie także i smog. Zaczęliśmy go obserwować od dnia wczorajszego, co objawiło się długotrwałym zamgleniem powietrza i zmętnieniem aerii. Nie ma się czemu dziwić – Xenia ma w swym centrum aż 1040 hPa i co za tym idzie ruchy poziome powietrza są minimalne, stąd smog zalegający nad każdym miastem, i wciąż ubogacany przez dym z tysięcy kominów i rur wydechowych…

I niestety – już po grzybach – jak stwierdził Pan Bednarz. No to cóż – w takim razie pozostały nam tylko zimówki, płomiennice i ucha bzowe, które znane są także w Chinach jako grzyby mun. Ale nie polecam tych, które rosną na drzewach przy ul. Mickiewicza, bo stopień ich skażenia jest co najmniej wysoki. Czekamy na załamkę pogody i śniegi!