wtorek, 31 stycznia 2012

Nad zimową Skawą









Dzisiaj miałem okazje wreszcie podskoczyć nad Skawę. Interesowało mnie, jak wpłynęły na nią ostatnie mrozy, które w dolinie tej rzeki sięgnęły -27°C.

Jak widać na zdjęciach, rzeka ciurka jeszcze dość żwawo, ale woda widoczna jest tylko tam, gdzie są bystrzyny. Tam, gdzie rozlewa się szeroko w korycie tworzy się calizna lodowa.





Ale tak czy inaczej – cudownie prezentuje się w styczniowym słońcu. Przy okazji widać, jak na czysty lód wypływają miejskie ścieki. I to wszystko potem musimy pić…

Ciśnienie powoli spada - o 4 hPa w ciągu doby i mamy w tej chwili 1023 hPa, ale znów tendencja jest wzrostowa. No i mamy już -15,8°C. Na rano znów będzie poniżej dwudziestki. W Jordanowie zima wysłała na tamten świat już dwie osoby...

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Magia mroźnego zimowego poranka…





No i przyszła zima – taka autentyczna ze śniegiem i mrozem. Z ognistym słońcem w dzień i stalowo płonącymi gwiazdami w nocy. Ze świeżym, lodowatym powietrzem pachnącym mroźną dalą… Księżyc idzie do pełni i w tym czasie możemy się spodziewać najtęższej zimy.




No bo od dwóch dni jesteśmy pod mroźnym wyżem Cooper, w którego centrum ciśnienie wynosi 1050 hPa. W tej chwili ciśnienie u nas wynosi 1024 hPa i jest wyrównane. Za to temperatury dnia wynoszą około -5°C, a w nocy spadają do -18°C. Dzisiaj w nocy mieliśmy w mieście -20°C. W wielu samochodach padły akumulatory, co nie jest dziwne, bo kiedy przejeżdżałem przez stację kolejową, to pokładowy termometr pokazał mi -23°C, a ludzie twierdzili, że przy Skawie było nawet -25°C! Ale – jak zapowiadają synoptycy – najgorsze jeszcze przed nami, bowiem w nocy 2/3 i 3/4.II temperatura ma spaść do -30°C zaś najwięksi pesymiści przewidują nawet -37°C…! Czyli na Gromnicę mróz, to rychło szykuj chłopie wóz. Czyżby spełniało się ludowe porzekadło, że atak największych mrozów jest zawsze na Matkę Boską Gromniczną i w lutym – zresztą nazwa miesiąca oznaczająca „okrutny” mówi sama za siebie…





Pożyjemy – zobaczymy. Osobiście nie nastawiam się na takie silne mrozy, ale czuj duch! Przyroda stała się nieobliczalna i może pokazać – po rak kolejny – człowiekowi „rozumnemu”, gdzie jego miejsce. Ale na razie cieszę swe oczy takimi widokami, bo nie ma nic piękniejszego, jak uśpiony, oszroniony i śnieżny las.

sobota, 28 stycznia 2012

-13 stopni w cieniu…








No i przyszły mrozy. Dzisiaj przed wschodem słońca temperatura spadła do -13°C, a ciśnienie podskoczyło do 1023 hPa i wciąż rośnie. Wygląda na to, że nad Polskę nasunął się potężny wyż rosyjski. Wedle synoptyków mają paść rekordowe, ekstremalne wartości temperatury i ciśnienia.

Tymczasem nasze stadko drozdów wymłóciło wszystkie jarzębiny na naszej ulicy i odleciało. Chyba przeniosły się gdzieś indziej. Do naszych karmików przylatują tylko sikorki.

Wieczorem wspaniale widoczne są gwiazdozbiory zimowego nieba, a poza tym planety: płomienista Wenus jako Gwiazda Wieczorna i Jowisz, wciąż niemal w zenicie. Poza tym młody jeszcze Księżyc. Nad ranem w zenicie świeci Mars w Lwie i Saturn w Pannie.

Czekamy zatem na potężne mrozy. Będzie bezpiecznie, bo na polach leży 30-centymetrowa warstwa śniegu, a zatem roślinom nic nie powinno się stać. Gorzej ze zwierzętami – one mają teraz najgorzej…  

czwartek, 26 stycznia 2012

Nalot drozdów: idą mrozy?


Drozdy w zimie...

Od dwóch dni obserwuję naloty stada w ilości 30 sztuk – drozdów śpiewaków – Turdus philomelos. Ptaki nalatują na jarzębiny i młócą czerwone jagody. Inne z kolei – szczególnie sikorki – obżerają się non stop ziarnem słonecznika, które wykładamy im do karmników.

Pogoda ich ostatnio nie rozpieszcza – znów spadło kilka centymetrów śniegu, woda w ilości 9,5 l/m². Z jednej strony dobrze, z drugiej nie ułatwia to zwierzynie życia. Szczególnie, że nad Polskę wdziera się powoli słoneczny wyż znad Rosji, w którego centrum panuje syberyjska zamrażarka i która zionie na nas mrozem w najbliższym czasie. Temperatury dzienne mogą spaść do -10°C, i koło dwudziestu w nocy. Ptaszyska to czują…

Naloty drozdów stanowią ciekawostkę, bowiem te ptaki zimują na południu Europy i na północy Afryki. Dziwnym jest zatem to, że tak duże stado przyleciało do nas na taką zimową porę! Czyżby to był znak wiosny? Raczej chyba nie. A zatem Przyroda znów wysyła sprzeczne sygnały.. No i kolejny dowód na globalne ocieplenie, do którego zwierzęta nie przystosowują się, skutkiem czego migrują wtedy, kiedy powinny siedzieć na południu kontynentu i nie wyściubiać dzioba na zewnątrz…

Niestety, znów zawiodłem się na EKO-Radio. Po prostu brak w nim jego duszy – red. Zalewskiego. W dniu dzisiejszym red. Matysek walnął taki idiotyzm, że aż mnie podniosło – stwierdził on mianowicie, że dobrze się stało, ze wygala się drzewa rosnące na wałach p.powodziowych, bo – uwaga! – wyniosą się bobry, które robią w nich dziury! Ręce i nogi opadają, chyba przestanę słuchać tej audycji, chyba jedynej w JEDYNCE, którą jeszcze słucham. Przestawię się na Radio Kraków…   

video

I jeszcze jedno – wczoraj dostałem serię zdjęć z Gryfina. Tam w ogóle nie ma śniegu! Co to znaczy jednak być bliżej morza!!!

niedziela, 22 stycznia 2012

Akcja na Babiej Górze



Nieodpowiedzialność ludzka i głupota zawsze chodzą w parze, co w naszym narodzie jest stanem chronicznym, którego nie przerwały żadne zawieruchy dziejowe i najostrzejsze choćby  zakręty.

W dniu wczorajszym na Babiej Górze (1725 m n.p.m.) miała miejsce akcja ratownicza. Poszukiwano 22 turystów, którzy zabłąkali się gdzieś na szczytowej kopule Diablaka. Na szczęście turystów – w dwóch grupach – znaleziono i sprowadzono w dół. Niestety - 3 osoby wylądowały w szpitalu, jak poinformowało PR-1.

Rzecz może nie byłaby warta komentarza, boż głupoty się nie komentuje – powinno się ją karać – gdyby nie to, że nie jest to pierwszy tego rodzaju wypadek, i wszyscy jeszcze mają w pamięci tragedię na Pilsku (1551 m), kiedy to 27 grudnia 1980 roku, w skrajnych warunkach zimowych zagubiła się tam 16-osobowa grupa młodzieży. W efekcie tego 3 osoby zmarły z wychłodzenia i wyczerpania, a pozostałe odniosły poważne odmrożenia. Brawura, głupota, brak sprzętu do przeżycia w górach, ba! – brak nawet odpowiedniej odzieży, obuwia i mapy spowodowały, że grupa błąkała się po granicy polsko-słowackiej nie potrafiąc znaleźć drogi do schroniska czy choćby najbliższej wsi!!! A najstraszniejsze jest to, że zamiast wreszcie zacząć myśleć, dzieciaki zaczęły klepać pacierze zdając się na Boską opiekę. I chyba Bóg ulitował się nad nimi, bo zostali w końcu uratowani – mieli szczęście. Więcej szczęścia, niż rozumu. A przecież wystarczyło uruchomić szare komórki i wyobraźnię, i nie iść w góry na taką pogodę.

Podobnie było kilka lat temu w kotle Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, kiedy to w lawinie, która runęła 28 stycznia 2003 roku spod Rysów zginęło 8 uczniów jednej ze szkół średnich w Tychach. Bezmyślność, brawura, brak elementarnej wyobraźni. A przecież każdy, kto choć trochę zna góry wie, że przy obowiązującym stanie alarmu lawinowego w góry idzie się tylko po własną śmierć!

Nie mam jeszcze danych, co do tego, jak wyglądała akcja GOPR na Babiej. Musiało tam być nader ciekawie, bo widzieliśmy jakieś światła w górach i latający także tam helikopter, a zatem sprawa była poważna. Tak czy owak, ale jedno jest bezdyskusyjne. Do mózgownicy większości Polaków nie trafia żaden argument rozumowy – to widać choćby w czasie świąt, kiedy to pijani Polacy – wbrew groźbom i ostrzeżeniom policji, apelom z kościelnych ambon, radia i TV – polecają się Boskiej opiece i… siadają za kółko. Efekty: rozbite samochody, zabici ludzie czy/i zwierzęta, płacz, strach, ból, cierpienie, śmierć… Uważam, że za każdą taka akcję powinni płacić ci, którzy organizowali taki beztroski, bezmyślny wyryp w góry, i to płacić jak za woły!

Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie za akcje ratownicze się nie płaci! I to jest błąd, bo rozzuchwaleni tym faktem pustogłowi – najczęściej młodzi – ludzie idą w góry w każde warunki pogodowe i albo w nich zostają, albo wracają sprowadzani w dół przez ratowników (którzy przecież narażają dla nich swe życie!) w stanie kompletnego rozbicia fizycznego i psychicznego. A tak, bo stanięcie oko w oko z górską śmiercią jest strasznym przeżyciem, potwornym stresem, który potem może spowodować nieodwracalną traumę na całe życie, ale przecież nie o to chodzi w górskiej przygodzie!!!

A zatem GOPR i TOPR, a także WOPR powinny wreszcie ściągać opłaty za akcje ratownicze – niech wreszcie głupota, nierozwaga i brak zdrowego rozsądku kosztuje tych, którzy idąc w góry czy do wody narażają nie tylko swoje, ale także cudze życie. Najwyższy czas skończyć z tym idiotyzmem!    

sobota, 21 stycznia 2012

Zimowe uroki, czary i oczarowania










Ledwie zamieściłem wczorajszy post na temat odwilży, a już zmieniła się pogoda – nadeszło ciepło i słońce, a potem, w godzinach popołudniowych nadeszła kolejna śnieżyca!











Około godziny 15:00 CET zrobiło się niemal ciemno, a potem z niskich, ołowianych chmur runęły na ziemię masy śniegu tworząc zjawisko „białej ciemności”. Temperatura z +2°C spadła do 0°C, a ciśnienie poszło w dół, o 3 jednostki osiągając poziom 1003 hPa. Śnieg padał ogromnymi płatami i w ciągu dwóch godzin napadało 10 – 15 cm świeżego, ale wilgotnego i ciężkiego puchu. W tym samym czasie, na Wielkiej Krokwi trwały zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich, w których zwyciężył Kamil Stoch!


Około godziny 18:00 pogoda uspokoiła się na tyle, by można było zrobić te zdjęcia, na których banalna na co dzień ulica przeciętnego polskiego miasteczka wygląda jak z bajki. Zima jak widać ma swe uroki, czary i oczarowania, choć najlepiej jest je podziwiać przez okno z pokoju pogrążonego w ciepłym blasku choinki…