czwartek, 31 stycznia 2013

Odwilga czyli zmięk




Od trzech dni zima jakby odpuściła. Najpierw barometr ostro poleciał w dół – do poziomu 998 hPa, a wraz z nim do góry poszła temperatura i wczoraj w południe sięgnęła +5,1oC. Oczywiście pociągnęło to za sobą topnienie śniegu – w tej chwili z 27 cm zrobiło się ledwo 5 cm. Coś takiego nazywa się „odwilga” czyli „zmięk” – po prostu odwilż. Wczoraj wiał halny, ale dzisiaj wiatr wykręcił się na „orawca” i wieje z północnego-zachodu – od babiej Góry. Nie wróży to niczego dobrego, bo zmianę pogody na gorszą...






Popadało także deszczem, dopadało go w ostatniej dobie 13 l/m2, a to oznacza, że w całym styczniu spadło 69,26 mm opadów w postaci śniegu i deszczu. I co najciekawsze – na 31 dni tylko 1 (jeden!) Był słoneczny, zaś 9 częściowo – pozostałe były mroczne, ponure, mgliste i śnieżne.






Jestem ciekawy, jak długo to potrwa. Z tego, co przewidują synoptycy – i przepowiednie ludowe – wynika, że mrozy, i to ponoć dwucyfrowe (!!!) powrócą w weekend, czyli na Matkę Boską Gromniczną (2.II), co byłoby zgodne z wieloletnimi obserwacjami nieprofesjonalnymi...





poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wilcza noc…




Wczoraj wieczorem rozpogodziło się na chwilę. Niebo przejrzało zza warstw i ławic chmur, a księżyc w pełni wypełzł na nieboskłon. Temperatura spadła do -8,9oC i zrobiło się naprawdę uroczo! To jest właśnie to coś, co nazywaliśmy z red. Zalewskim „wilczą nocą”. W takie noce – o ile wierzyć Londonowi, Curwoodowi, Jefremowowi i innym pisarzom-piewcom Dalekiej Północy – wilki opuszczają swe leża i udają się na polowania na potężne jelenie wapiti. Ich wycie brzmi ponuro wśród lasów i gór… Zew płynie pod rozjarzoną bielą i srebrem księżycową pełnią i napełnia echami mroźne powietrze.






Mróz szczypie w nosy i uszy, śnieg skrzypi pod butami i skrzy się w promieniach księżyca i latarń ulicznych… Wilcza noc to noc mrozu, mordu i strachu. Kto żyw, nie wyściubia nosa za próg chałupy. Wprawdzie teraz trudno u nas o wilka, ale kiedy patrzę na lasy i góry przykryte śniegiem, to czuję jakąś atawistyczną strunę w mej duszy, którą potrąca ten widok. I choć wiem, że nic mi nie grozi – poza zaziębieniem i świńska grypą – to jednak czuję ten pierwotny lęk moich przodków, którzy w takie noce stawiali czoła wilkom i niedźwiedziom jaskiniowym. I w walkach z nimi nie pomagali im żadni Kosmici… 





sobota, 26 stycznia 2013

Uważajmy na czworonożnych przyjaciół!

W Jordanowie ponoć grasuje hycel przerabiający psy na sadło i mięso. Policja ma to gdzieś, prokuratura jak widać też, co jest skandalem, bo taki łajdak czuje się absolutnie bezkarny. A przecież nie od dzisiaj wiadomo, że zaczyna się od piesków i kotków, a potem morduje się ludzi. Czy potrzebne są ofiary w ludziach, by policja zaczęła cokolwiek robić? ("Kronika Beskidzka, 24.01.2013 r.)


   

Kolejny alarm na Babiej Górze

Przeraża niefrasobliwość turystów w Beskidach. Wydaje im się, że góry to takie większe kretowiny. Jakże się mylą! Oto kolejny przykład:


piątek, 25 stycznia 2013

Znowu „biała ciemność”…




Po dniu wczorajszym wydawało się, że słoneczna pogoda się utrzyma i będzie zimno, ale i słonecznie. Niestety, pod koniec dnia pojawiła się mgła, a zza gór wyszły ciemne chmury, które przesłoniły niebo. A dzisiaj od 06:00 zaczęło z nich padać i w tej chwili dosypuje kolejne centymetry białego puchu. Ciśnienie powolutku idzie do góry i w tej chwili mamy 1012 hPa, a zatem jest nadzieja na ładną pogodę.



Niby dobrze, bo z drugiej strony temperatura utrzymuje się nawet całkiem znośna i z obiecywanych przez synoptyków -15oC mamy jedynie -8oC i to w nocy, a więc nie jest źle. Tylko tyle niefajnie, że brakuje światła słonecznego, a mieszanka chmur, mgły i padającego śniegu powoduje zjawisko „białej ciemności”: białe chmury zlewają się z bielą śniegu i mgły.


Czasami patrząc na góry powleczone mgłą i chmurami mam wrażenie, że w tych lasach czai się jakieś kosmiczne zło z opowiadań i nowel grozy Poego, Lovecrafta czy Howarda, i po zapadnięciu zmroku zacznie się jego władanie. Na ziemię zstąpią demoniczne istoty, jacyś „ci dawni” jak Grendel czy Yog Sothoth, a chociażby tylko Yeti czy inny Ałmastny. Nie dziwi mnie więc, że ludzie dawniej tak bardzo bali się tej pory roku i czynili różne magiczne zabiegi, by ją przeżyć byle do wiosny i wiosennego equinox’u… 


video

video

czwartek, 24 stycznia 2013

Słońce, nareszcie słońce!




Po niemal dwudziestu dniach bezsłonecznych, szarych, zimnych i mglistych dzisiaj przed południem gruba warstwa chmur zalegająca nad nami spłynęła na południe, a nad Beskidami zabłysło słońce!




Temperatura z przewidywanych -15oC nie osiągnęła w nocy nawet -6oC za to ciśnienie powoli, ale nieustępliwie pnie się w górę – rankiem było 1002 hPa.





Czy to będzie wiosna? Raczej nie, bo w nocy znów przymrozi, ale przynajmniej skończą się te paskudne, chore mgły i smogi nad miastami. No i może świńska grypa skręci wreszcie kark? Mrozy są znowu niebezpieczne dla bezdomnych – od początku miesiąca poniosło w Polsce śmierć 50 osób. Mam nadzieję, że taka zima potrzyma do końca lutego, a w marcu już się zrobi lepiej – to znaczy cieplej. Chciałbym, bo nie lubię Wielkanocy po lodzie i śniegu… 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Szklanka




Wydaje się, że zima nieco zelżała - od dwóch dni mamy temperatury dobowe „przez zero” - w nocy -4 co -8oC, w dzień już +2 do +3oC. Niestety - cały czas utrzymuje się niskie ciśnienie w granicach 995 hPa i co gorsza - zimna mgła dająca sporą wilgotność powietrza w granicach 85% i więcej. Bardzo to nieprzyjemne, co odczuwają wszyscy reumatycy i mający kłopoty z krążeniem. Poza tym ludzi dołuje brak światła słonecznego. Idące nad nami niże niosą grube pokrywy chmur, pod którymi dnie są szare i wybitnie dołujące. Melancholia i depresja, to atrybuty tych dni, a przecież styczeń miał być słoneczny! Od 1 do 21 stycznia mieliśmy jedynie 1 (słownie: jeden!) słoneczny dzień i 4 z przebłyskami słońca dłuższymi od 3 godzin.




A dzisiaj do tego dołączyła się padający przez czas jakiś deszczyk, który przy mroziku -1,7oC spowodował szklankę na ulicach. Jazda po czymś takim jest wyjątkowo niebezpieczna. Obawiam się, ze policja, ortopedzi i warsztaty blacharskie będą miały trochę roboty…




I wreszcie dzisiaj dokonałem pomiaru ilości spadłej wody. Wypada, że spadło na nasze miasto od 5 do 21 stycznia 28,08 l/m2 czyli 49,08 mm opadów przez całe 20 dni stycznia. Niezbyt to dużo jak na tę porę roku, ale przynajmniej trochę zapełniły się studnie i ze zdrojów ulicznych woda leci jak za dobrych czasów! Czekamy na zapowiadane śniegi i mrozy…


piątek, 18 stycznia 2013

IDĄ MROZY




Wydaje się, że zima bierze odwet za grudniową anomalię termiczną i zaczyna pokazywać swoje lodowate szpony. Dzisiaj w nocy temperatura spadła do -7,2oC, a i w dzień trzyma w granicach -6oC. Ciśnienie już dość niskie znów zaczyna spadać o 1 hPa/3h, a wszystko to pod warstwą szarych chmur. W nocy za oknami mamy pomarańczową łunę od sodówek, a w dzień ta posępna, melancholijna szarość. I od czasu do czasu popaduje śnieżek. Drobny, co oznacza, że na górze jest zimno. No i wiatr wieje nam z kierunku N-NE, czyli musi że z syberyjsko-arktycznej zamrażarki.  




Prognozy na najbliższe dni przewidują nadejście wyżu i dwucyfrowych mrozów. Prawdę powiedziawszy wolę już to, niż tą szarą beznadzieję…



I jeszcze a’ propos sodowych i rtęciowych jarzeniówek. Gdyby jakiś Kosmita oglądał naszą planetę z dużej odległości, to mógłby na podstawie prążków widmowych dojść do wniosku, że atmosfera Ziemi nie dość, że świeci, to składa się z gazów szlachetnych i par sodu oraz rtęci – i doszedłby do wniosku, że życie organiczne na naszej planecie jest niemożliwe…! J

video

A na razie czekamy na mrozy.