wtorek, 5 marca 2013

Podsumowanie pogodowe 2012 roku



Po ciepłej i bardzo suchej jesieni 2011 roku – wszyscy chyba pamiętają nasze pomstowania na suszę – nastąpiła zima. W meteorologii za zimę uważa się okres pomiędzy 1 grudnia a 28/29 lutego. W 2011 roku, zima zaczęła się około 15.XII, kiedy temperatury dzienne zaczęły wreszcie spadać poniżej +10°C, a nocne wreszcie spadły poniżej zera. Niestety – wciąż było mało opadów i w rezultacie tego grudzień był jednym z najsuchszych – spadło jedynie 39,16 mm deszczu i śniegu. Mizerota owa była spowodowana przez układy wysokiego ciśnienia, które tkwiły nad kontynentem i nie zamierzały się ruszyć. Jak widać z wykresu – dopiero pod koniec miesiąca zostały one wyparte przez niże, które przeniosły trochę chmur, z których sypnęło śniegiem…

W STYCZEŃ 2012 roku weszliśmy w niezłych humorach, bo krajobraz zabielił się śniegiem i było świątecznie. Tym niemniej temperatura znów frunęła w górę i trwała taka dziwna ni-to-zima-ni-to-wiosna, z opadami deszczu i śniegu oraz zniżką ciszenia atmosferycznego, która sięgnęła do wartości 928 (zredukowane 981) hPa w dniu 5.I. Stan takiej pogodowej szarpaniny trwał do 15.I, a potem stopniowo nastąpiła przebudowa pola barycznego i co za tym idzie pogody nad całym kontynentem. Przełom nastąpił 23.I, od którego to dnia temperatury dzienne i nocne zaczęły spadać, by w ostatnim dniu stycznia osiągnąć wartości odpowiednio: -5°C i -21°C! Poza miastem te temperatury były o 3-4 stopni niższe. Styczeń dał także więcej opadów, i ich suma wyniosła 134,47 l/m² - a zatem wynik całkiem przyzwoity!

LUTY pokazał nam, że jego nazwa jest adekwatna do rzeczywistości. Początek miesiąca, to uderzenie arktycznej mas powietrza sprowadzonej tutaj przez potężny wyż rosyjski, którego lodowate macki sięgnęły Portugalii i Hiszpanii na zachodzie, Afryki Północnej, Afganistanu i nawet Indii na południu! Śnieżyce zasypały Słowację, Czechy, Austrię, północne Włochy, a nade wszystko Bułgarię i Rumunię, gdzie w ciągu kilku dni spadło 5-6 m śniegu zasypując całe wioski! Podobnie w Japonii, gdzie w prefekturze Niigata spadło 6 m śniegu.  U nas opady nie były tak straszne, ale w mieście spadło 65-70 cm śniegu. To było jeszcze niewiele, bo gdzie indziej było jeszcze gorzej i poziom 130–160 cm nie należał do rzadkości – szczególnie po zachodniej stronie Babiej Góry. Muszę przyznać, że Założyciel naszego Miasta miał nosa stawiając je w cieniu opadowym Babiej Góry!

Mrozy o wartościach do -28°C trzymały do 15.II, potem nadeszła odwilż i opady śnieżne. W tym okresie mieliśmy najwyższe wartości ciśnienia atmosferycznego, które doszły do 975 (1028) hPa, ale nie osiągnęły wartości rekordowych, bo zabrakło tylko 1 hPa! No i opady – te składały się głównie z białego puchu i do 20.II spadło 72,28 l/m², co też jest dość przyzwoitą wartością. Co nam dokuczyło? Przede wszystkim skoki ciśnienia – wynoszące czasami nawet 1-1,5 hPa/h, co dawało się przede wszystkim  we znaki ludziom chorym na serce i choroby układu krążenia. Także duża wilgotność powietrza – sięgająca 70-95% dała się we znaki wszystkim reumatykom i innym meteoropatom. Mróz i pokrywa śnieżna szkodziły zwierzętom, które trzeba było dokarmiać. Szczególnie cierpiały ptaki, które pozostały w Polsce i nie odleciały do ciepłych krajów. Zaobserwowano przede wszystkim kosy, drozdy i kwiczoły, które objadły wszystkie jarzębiny rosnące w mieście, a także inne owoce, które pozostały na innych drzewach. To i nasze dokarmianie pozwoliło im przeżyć. Poza tym widziano kaczki, które cały czas mieszkały na Skawie.

No i najbardziej ponurym faktem jest to, że w Jordanowie życie wskutek mrozów straciły trzy osoby. W całym kraju życie straciło 93 osoby (stan na 10.II), co jest rzeczą skandaliczną. Ofiarami mrozu padły przede wszystkim osoby bezdomne i nadużywające alkoholu. Przypadki tego rodzaju śmierci pojawiły się po 1989 roku, kiedy w Polsce zaczęło się zjawisko bezdomności.

Po 15.II zaczęła się przebudowa pola barycznego i odwilż. I niestety, topniejące masy śniegu zaczęły stwarzać problemy, bowiem woda zaczęła zalewać co niżej położone domostwa – i tak np. na ulicy Mickiewicza zalało piwnice i sienie kilku domów, a to wskutek zatkania przez śnieg kratek ściekowych. A 29.II w moim ogródku pojawił się pierwszy krokus. Temperatura podskoczyła do +7°C Wiosna za pasem… Tegoroczna wiosna wykluwała się dość ciężko i niemrawie po wściekłych lutowych mrozach, które w na Jordanowszczyźnie sięgnęły -30°C. To oczywiście odbiło się na naszych roślinach – szczególnie na ciepłolubnych tujach i magnoliach, które albo wymarzły, albo to odchorowały…

MARZEC zaczął się wyżową pogodą i niewielkim deszczykiem, jednak nocne temperatury utrzymywały się poniżej zera aż do 10.III. Śnieg padał 6, 11, 12, 14, 29,30 i 31.III. W dniach 16-18.III wiał wiatr halny, dzięki czemu temperatura dzienna sięgnęła nawet +18°C. Ten wiatr przyniósł także lekkie skażenie radioaktywne – w dniu 17.III odnotowałem 0,015 μSv/h, nie jest to dużo, ale strzeżonego warta strzeże… W dniu 10.III odnotowałem najwyższe ciśnienie – 1030 hPa, zaś najniższe w dniu 31.III – 993 hPa. Cały miesiąc był raczej chłodny, wyżowy i suchy – spadło zaledwie 32,44 mm deszczu i śniegu.

KWIECIEŃ zaczął się przymrozkiem, ale był już wyraźnie cieplejszy i nocne temperatury tylko pięciokrotnie spadły poniżej zera. Pod koniec miesiąca temperatura dzienna sięgnęła +30°C! Niestety – znów było dosyć sucho i przez cały miesiąc spadło zaledwie 54,64 l/m2 wody w postaci deszczu i śniegu – który padał 1 i 8.IV. Najgorsze było to, ze poziom wilgotności powietrza trzymał się wartości w granicach 20-30% - to jest poziom wilgotności kartki papieru! Niestety – pogoda w Wielkanoc była nieprzyjemna i zimna. Wiatr halny wiał 4, 10 i 11 oraz 25-30.IV, co spowodowało skok temperatur od +18 do +30°C. Podobnie jak w marcu, także w kwietniu chorym dały się we znaki niskie wartości ciśnienia atmosferycznego, które wahało się od 991 hPa w dniu 20.IV do 1015 hPa w dniu 29.IV.

MAJ. Początek miesiąca – gorący i suchy pod podmuchami wiatru halnego, który podniósł temperaturę dzienną w granicach od +24 do +30°C! najdłuższy weekend nowoczesnej Europy był przyjemny, letni i niemal upalny. Przyroda nadrobiła wszystkie zaległości z poprzednich miesięcy i wszystko się pięknie zazieleniło. Od czasu do czasu popadywało, ale… - nie było tego wiele i do dnia 30.V spadło u nas zaledwie 30,63 l/m2 wody. To bardzo mało jak na ten miesiąc, w którym wszystko kwitnie i się rozwija… Niestety, wprawdzie Zimni Ogrodnicy nam odpuścili, ale odemściła to Zimna Zośka, która przyszła z przymrozkami do -3°C. Co gorsze – późny przymrozek – do -1°C – odnotowałem w dniu 27.V! Dało się to we znaki znowu magnoliom i innym drzewom, które już wypuściły delikatne listki… Będąc w Warszawie w dniu 10.V odnotowałem tam +32°C w Śródmieściu, a w Krakowie było +28°C. W dniu 12.V mieliśmy gwałtowne załamanie pogody i w czasie pół godziny temperatura z +28°C spadła do zaledwie +8°C, co wiązało się z przejściem chłodnego frontu atmosferycznego, a najciekawsze było to, że nie było przy tym burzy! A powinna być solidna – z piorunami i gradem… W ogóle tej wiosny było tylko 5 dni z tzw. suchymi burzami, które były hałaśliwe i… z minimalną ilością deszczu. Ciekawą rzeczą jest to, że opady i pioruny jakby omijały Jordanów – bo, jak zauważył jeden z moich przyjaciół – „z pewnością wy tam słabo się modlicie…!” Ciśnienie w maju było raczej wyrównane i nie było jakichś wielkich skoków – utrzymywało się ono w wartościach pomiędzy 996 hPa w dniu 5.V a 1022 hPa w dniu 11.V. 

W dniu 23.V odnotowałem kolejny podniesiony poziom radioaktywności – 0,015 μSv/h, który był najprawdopodobniej spowodowany przez radioaktywny pył niesiony wiatrem z południowego-wschodu i wschodu – znad Czarnobyla i atomowych poligonów w Żółtych Wodach na Ukrainie i Tockoje w Rosji… - a kto wie, czy nie był to także radioaktywny pył z Fukushimy?

Nie od rzeczy byłoby wspomnieć również o zjawisku „wielkiego Księżyca”, które miało miejsce w nocy 5/6.V, kiedy to o godzinie 04:34 CEST Księżyc znalazł się jednocześnie w pełni i w perigeum swej orbity – był wtedy odległy od nas o 354.000 km, co powodowało, że jego tarcza była o 14% większa i 30% jaśniejsza. Faktycznie – to była bardzo jasna noc!

Z ciekawszych spostrzeżeń przyrodniczych należałoby odnotować spóźnione przyloty ptaków z ciepłych krajów. Susza dała się we znaki także płazom – których właściwie nie spotyka się w naszych lasach. Jest to wynikiem suszy, która uniemożliwia rozwój ich skrzeku oraz – najprawdopodobniej, jak sugeruje to mgr Stanisław Bednarz – panującej epizootii wśród płazów. Nie pokazały się także pierwsze grzyby. Odnotowałem jedynie pojawienie się kilku wieruszek zatokowatych na Rynku oraz w naszych lasach znaleziono dwa owocniki borowika ceglastoporego… - i to w czasie, kiedy na Śląsku czy Wielkopolsce zbierano je koszami! – jak donosili nasi koleżanki i koledzy z Internetowego Klubu Miłośników Grzybów. Brak wody daje się nam poważnie we znaki. I będzie to zdaje się znowu coraz większym problemem…

CZERWIEC – ten miesiąc był ciepły i pochmurny, ale zarazem wilgotny. Temperatura maksymalna sięgnęła w dniu 20.VI do +35°C, zaś minimalna była 6 i 13.VI – tylko +8°C. Ciśnienie atmosferyczne wahało się od 997 hPa 13.VI do 1018 hPa w dniu 16 i 23.VI. – pogoda była raczej niżowa. Jeżeli idzie o opady, to połowa miesiąca była opadowa – i sumarycznie spadło 155,52 mm deszczu. Co ciekawe – odnotowano tylko 4 burze ze zlewnymi deszczami – trzy największe miały miejsce w dniach 22 i 23.VI i w tym czasie spadło 52,20 l/m² - to było bardzo mokre wejście w astronomiczne lato… Przeprowadzony pomiar radioaktywności w dniu 2.VI wykazał jedynie skażenie rzędu 0,02 µSv/h. z ciekawszych wydarzeń odnotowano tzw. tranzyt Wenus przez tarczę słoneczną w dniu 6.VI. Deszczowa pogoda czerwca przeniosła się na…

LIPIEC – także i ten miesiąc był stosunkowo pochmurny i opadowy – odnotowano 18 dni z opadami deszczu, które dały w sumie 139,78 l/m². Odnotowano 15 burz, w tym samego tylko 29.VII było ich aż 4 pod rząd! Co do temperatur, to najwyższą +36°C odnotowano w dniu 1.VII, zaś najniższą – tylko +6°C odnotowano w dniu 23.VII. Ciśnienie wahało się od 1005 hPa w dniu 14.VII (wiatr halny) do 1023 hPa w dniu 23.VII – i znów jak w czerwcu, w lipcu była przewaga pogody niżowej – pochmurnej i mokrej… - i co najciekawsze, to niewiele grzybów się pojawiło tego mokrego lata…

SIERPIEŃ był za to tradycyjnie wakacyjny i przyjemny. Tylko 12 dni w miarę deszczowych, które dały jedynie 26,01 mm deszczu na miesiąc! Temperatury typowo letnie – i maksymalna znów przekroczyła trzydziestkę – w dniu 20.VIII termometry wskazywały +35°C, ale temperatura minimalna spadła do +5°C w dniu 28.VIII, tym niemniej cały miesiąc był letni i wakacyjny. No i ciśnienie trzymało się w granicach przyzwoitości – 1013 ± 4 hPa. W tym czasie odnotowano tylko 5 burz, które dały mało deszczu. 12.VIII dokonano pomiaru skażeń promienistych, które wykazały jedynie 0,09 µSv/h, czyli bardzo mało.

Jesień tego roku nie obfitowała – na szczęście – w znaczące anomalie pogodowe i właściwie poza suszą i następującym po niej obłędnie intensywnym wysypie grzybów, nie było w pogodzie niczego szczególnego. I tak:

WRZESIEŃ - I połowa tego miesiąca była kontynuacją lata. Temperatury nocne utrzymywały się w granicach +9…+14°C, dzienne od +9°C aż do +28°C, szczególnie w czasie dęcia wiatru halnego w dniach 9-12.IX. W tej połowie miesiąca odnotowano także pierwszy wczesny przymrozek -0,5°C w Naprawie. Jeżeli idzie o ciśnienie, to przeważała pogoda wyżowa z maksymalnym ciśnieniem wynoszącym 1017 hPa, które spadło tylko w czasie wiatru halnego do wartości 1002 hPa.

II połowę spędziłem na Helu w tamtejszym Fokarium. Pogoda była bardzo dobra, z wyjątkiem 4 sztormowych dni, w czasie których wiatr sięgał w porywach 7-8°B, ale fala na Zatoce Puckiej sięgała jedynie 4-5°B. Temperatury w słoneczne dni sięgały +25°C, w nocy spadały do +12°C. Z tego, co przekazywali mi krewni i znajomi wynikało, że w Jordanowie było podobnie. Miały tam miejsce dziwne wlewy ciepłych mas powietrza znad Węgier i Słowacji, które podnosiły temperaturę powietrza do +25°C i więcej. Wrzesień był klasycznie polski, ale jeszcze letni…

PAŹDZIERNIK - piękne wrześniowe krajobrazy Beskidów przeniosły się także na październik. I dekada miesiąca była ciepła i złota – temperatury dzienne trzymały się w granicach +9…+21°C, nocne +5…+10°C. załamanie pogody miało miejsce w dniu 10.X, kiedy to temperatura w nocy spadła do -3°C i odczuliśmy pierwszy podmuch zimy – na Babiej Górze zabielił się śnieg. U nas zdrowo polało. W lasach pojawiły się dwa wysypy grzybów – szczególnie rydzów i borowikowatych. Grzybnia brała odwet za suche lato i obrodziło latoś jak mało kiedy!

II i III dekada miesiąca też nie była zła i po dwudniowym ochłodzeniu utrzymywała się w miarę dobra pogoda. Jedynie od czasu do czasu padał deszcz – sumarycznie było go 92,72 l/m2.

W ubiegłych latach ataki zimy miały miejsce w okolicach 10-15.X – w tym roku zima uderzyła dopiero pod koniec miesiąca, ale nieskutecznie. Zima trwała trzy dni – 28-30.X: spadło trochę śniegu, a temperatura spadł w nocy do -3°C. Złota polska jesień powróciła 31.X. Przez całą II połowę października rankami utrzymywały się gęste mgły. Tylko trzy dni były z wiatrem halnym, a 27.X ciśnienie spadło do wartości 980 hPa, nad Jordanowem przeważały niże baryczne.

LISTOPAD – listopad zaskoczył wszystkich. Rozpoczął się od przymrozka -3°C, a potem pogoda była dość ciepła i przekropna, choć deszczu wiele nie spadło – zaledwie 32,73 l/m2. To bardzo mało. I połowa miesiąca była dość pochmurna z wiatrami halnymi i opadami deszczu. W połowie miesiąca pojawiły się znowu przymrozki do -5°C, ale nietrwało to długo i w ciągu całego miesiąca w dzień i w nocy panowały temperatury dodatnie – w dzień do +17°C, w nocy do +14°C – oczywiście są to temperatury maksymalne w czasie wiatru halnego, który wiał przez 9 dni. Średnia temperatura nocna trzymała się +5°C. Nie było rekordowych zwyżek ciśnienia, zaś najniższe ciśnienie wynosiło 985 hPa.

W sumie był to kolejny miesiąc złotej, polskiej jesieni!

Miesiąc ten zaskoczył nas obfitością grzybów – szczególnie borowikowatych: borowików szlachetnych, borowików ceglastoporych (czyli poćców), maślaków, podgrzybków brunatnych, a także rydzów, które wydobywano nawet spod śniegu! Pojawiły się także muchomory czerwone, których potężne wysypy „ubogacały” dodatkowo jesienne lasy i… przydomowe ogrody! O ile wierzyć starym grzybiarzom – niczego dobrego to nie wróży. Jest to zapowiedź ostrej zimy: mroźnej i śnieżnej!

Z ciekawostek przyrodniczych warto wymienić jeszcze obserwację silnego promieniowania meteorytów z radiantu Leonidów, co zaowocowało pojawieniem się w lasach i na łąkach dziwnej galarety zwanej z celtycka „pwdre ser”. Zainteresowanych odsyłam na stronę internetową Darz Grzyba – WWW.nagrzyby.pl.

Co nas czeka? 

W grudniu czekał nas jeszcze przelot w pobliżu Ziemi asteroidy  4179 Toutatis, które to wydarzenie będzie miało miejsce 12.XII. Tego samego dnia czekał nas „salut” meteoroidów z roju Geminidów. Natomiast 21.XII czekała nas – wedle zapowiedzi różnych oszołomów i oszustów – koniec świata w związku ze zmianą kolejnego okresu kalendarza Majów. Niebyło się czego obawiać – bo jest to taka sama zmiana, jak w naszym kalendarzu zmiana kolejnego tysiąclecia. Ot i wszystko. Zaczął się kolejny cykl kalendarzowy i nic ponadto. Czegoś takiego boją się tylko ludzie ciemni i niewykształceni, i póki my sami nie zrobimy sobie czegoś głupiego, to ze strony Przyrody raczej nic nam nie grozi, a jedynym realnym zagrożeniem byłby wybuch któregoś z włoskich wulkanów, co mogłoby zaowocować opadami popiołów wulkanicznych i tefry oraz trzęsieniami ziemi odczuwalnymi i u nas, tym bardziej, że znajdujemy się w odległości 20-30 km od aktywnej strefy sejsmicznej Pienińskiego Pasa Skałkowego – i tego należałoby się najbardziej obawiać. 

Ta zima zapowiadała się lekko i z początku rzeczywiście lekka była. Wszystkie prognozy wzięły w łeb i już myśleliśmy, że już nic ciekawego się nie zdarzy, ale – na szczęście – byliśmy w błędzie.

GRUDZIEŃ – pierwsze dwie dekady były stosunkowo chłodne i nieco śnieżne, III dekada była jak w latach 70. XX wieku – ciepła i bezdeszczowa. Najniższą temperaturę odnotowano w dniu 9.XII było -17°C, zaś najwyższą +7°C w dniu 27.XII! Jeżeli idzie o opady, to w grudniu odnotowaliśmy ich zaledwie 29,36 l/m² - przede wszystkim w postaci śniegu, który posypywał w I połowie miesiąca. Wiatr halny wiał w dniach 14-16 i 29-31.XII. Słabe nasłonecznienie – współczynnik insolacji wynosił 0,39. W tym miesiącu nie odnotowano nagłych skoków ciśnienia atmosferycznego. Niestety – w grudniu w Polsce zamarzło ogółem ponad 50 osób, z tego 3 w naszym powiecie. I tylko dla nich skończył się ten świat…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz