poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Polski wiosenny pierdolec



Wybacz Czytelniku, ale już nie wiem sam, jak nazwać to zjawisko! Kiedy zejdą śniegi i zeszłoroczne trawy nieco podeschną, Polaków ogarnia ogniowy pierdolec, który zmusza ich do podpalania tychże traw. Wbrew rozsądkowi, wbrew wszelkim zasadom, wbrew prawu wreszcie. Wbrew temu, o co apeluje Straż Pożarna, wbrew temu, przed czym ostrzega policja i ekolodzy, wbrew temu, o co się nawołuje z kościelnych ambon! Idzie wiosna i cała Polska pogrąża się w dymie, bo Polaczkom-idiotom wydaje się, że jak podpalą trawę, to ziemia będzie urodzajniejsza, a przy okazji wyginą kleszcze i inne pasożyty. Nie mówiąc już o tym, że z lenistwa nie chciało się skosić trawy jesienią, więc na wiosnę wystarczy ją wypalić i będzie OK.! Taki jest mniej więcej tok myślenia polskiego półmózga.

video

Nic z tego. Ziemia będzie wyjaławiana, poza kleszczami giną małe owady, ptaki i ssaki, które nie są w stanie uciec przed ogniem. Ale Polaczka-prostaczka to nie obchodzi – on ma frajdę, bo ogień ładnie się pali, więc to go bawi. Nie ma to, jak być wiosennym piromaniakiem – kilka piwek, zapalniczka i kupa radochy, kiedy straż gasi jego „dzieło” i policja szuka sprawców. A potem się dziwi, ma wielki żal do świata – tak!!! – że z Polaków śmieją się wszystkie nacje i uważają Polskę za katolicki skansen z zapijaczonymi kretynami na wolności. No i niestety – tak właśnie jest. A przez kilkudziesięciu takich idiotów cierpi prestiż całego narodu – ale to dla polskiego piromana-półmózga jest już za dużą abstrakcją do ogarnięcia swym malutkim rozumkiem…

sobota, 27 kwietnia 2013

Wiatr halny i kwietniowy upał





Zrobiło się zielono. Temperatura podskoczyła i zaraz za tym zaszmaragdowiły się łąki. Pokazały się kwiaty. Świat znów się do nas uśmiechnął. I powiało wiatrem halnym zza Tatr! Temperatura podskoczyła do +20°C, wilgotność powietrza spadła do 30%. Ciśnienie ustabilizowało się na 998 hPa. Wczorajszego wieczora odnotowałem silny spadek  ciśnienia o 11 hPa/6 h! Odczuli to sercowcy… Tymczasem zrobiło się gorąco. Wieje porywiście od kierunku S-SW, a ja w takich pięknych okolicznościach przyrody wybrałem się do lasu na Majerzówce. Celem wypadu było znalezienie pierwszych wiosennych morchelaków: smardzów, smardzówek i piestrzenic.







Przede wszystkim przeraża stan sanitarny naszych lasów. Leżące suche gałęzie zwiększają niebezpieczeństwo pożaru. Szkodliwe owady zacierają wszystkie sześć łapek i tylko czekają na żer. Ale właśnie o to chodzi, by można było wyciąć chore, zainsektowane drzewa bez specjalnych korowodów. Przecież Niemcy tylko czekają na świeże polskie palety!!!









Rozglądam się wokół i w oko wpada mi ciemna plama o charakterystycznym kształcie – pierwsza piestrzenica!!! Spóźniona o półtora tygodnia – dawniej pojawiały się już 10-15.IV… W każdym razie strasznie się cieszę, że pojawił się pierwszy grzyb – wprawdzie pierwsza piestrzenica wysypu nie czyni, ale za dwa tygodnie, przy zmianie fazy Księzyca, może pojawić się ich więcej.











Tymczasem idę na starorzecza Skawy, by sprawdzić, czy żaby zniosły skrzek. W starorzeczu jest mało wody, ale w pozostałej kałuży znajduje się wyspa galarety. Oddycham z ulgą – żaby będą, a to oznacza, że płazy znów wracają do naszych lasów. A woda spadnie z nieba, kiedy skończy się halny…






Wracam wraz z trójką turystów idących na Babią Górę. Nie można przejść przez Skawę, bo powodzie zerwały mostek do Bystrej Podh.  

UWAGA! BARDZO WAŻNE!

Wiadomość dla wszystkich turystów idących Głównym Szlakiem Beskidzkim przez Jordanów. Uprzejmie informuję, że w związku z zerwaniem przez powódź tzw. Pańskiej Ławy pomiędzy Jordanowem a Bystrą Podhalańską należy obejść tą przeprawę i skorzystać z mostku przez Skawę – Na Podlaski.

Idąc od strony Jordanowa ulicą Mickiewicza dochodzimy do rozwidlenia dróg: prawe oznakowane czerwonymi znakami biegnie w kierunku Pańskiej Ławy, wic trzeba skręcić w lewe odgałęzienie biegnące Bystrzańskim Działem w kierunku mostku Na Podlaski. Po przejściu mostku skręcamy w prawo i idąc wzdłuż linii kolejowej, po przebyciu ok. 1 km dochodzimy do wysokiego przepustu, pod którym biegnie droga gruntowa i strumyk spływający z okolicznej góry. Tam właśnie jest powrót na GSB.

Idąc w drugą stronę od Bystrej Podhalańskiej trzeba dojść do przepustu i skręcić w prawo, a następnie idąc wzdłuż toru kolejowego dojść do mostku Na Podlaskach i skierować się w górę do Jordanowa, gdzie na ul. Mickiewicza wchodzimy na GSB.

A my idziemy wzdłuż potoku Strącze poprzez polanę porośniętą lepiężnikami. Rozglądam się dokładnie, ale w polu widzenia nie ma żadnego smardza – niestety…!

  video
video

Wracam do domu w podmuchach gorącego wiatru. Na termometrze mam +28,1°C, a wilgotność tylko 20%. To jest wilgotność suchego papieru! Deszcz jest coraz bardziej potrzebny – czekamy na niego, bo może zahamować się wegetacja. No i to jest także kwestia bezpieczeństwa ppoż. A zatem – niech wreszcie popada!   
video

video

video
video
video

Templariusze: honor, sława i skarby!




W dniu 26 kwietnia w naszym MOK miała miejsce prelekcja pt. „Templariusze: honor, sława i skarby”, którą poprowadził Robert Leśniakiewicz. Składała się ona z dwóch części - w pierwszej z nich przedstawiono pokrótce dzieje Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona od powstania w 1118 roku poprzez dni ich chwały bitewnej na Bliskim Wschodzie, i udziału w Krucjatach, osiągnięcia przez Zakon największej potęgi, kiedy to stanowił on potęgę finansową i gospodarczą na trzech kontynentach, aż do fatalnego dla nich piątku, 13.10.1307 roku, w którym to Templariuszom wymierzono cios, po którym już się nie podnieśli. Ale pozostały po nich legendy i skarby, które poszukiwane są do dnia dzisiejszego. Poza tym prelegent odczytał swój referat na międzynarodowe sympozjum i konferencję naukową na temat „Zakon Templariuszy w Europie w kontekście historycznego rozwoju Żylińskiego Kraju”, który został wygłoszony w dniu 13.03.2013 r. w Bytczy, a którego tytuł brzmiał „Wędrówki Świętego Graala” - vide strona - http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/templariusze-zamki-i-mga-czyli-podroz.html.  Poświęcony on był faktom i hipotezom na temat możliwych miejsc ukrycia tej relikwii i innych skarbów Rycerzy Świątyni. Zainteresowani mogą go znaleźć w Internecie na stronie - http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/wedrowki-swietego-graala.html

W drugiej części pokazano film zrobiony przez Telewizję Żylina na Słowacji pt. „Templariusze w Żylińskim Kraju”, na którym ukazano architektoniczne pomniki pozostałe po Templariuszach w tym kraju - dosłownie za naszą miedzą. Okazuje się, że Templariusze mieszkali i bronili Słowacji już od połowy XII wieku i przebywali tam nawet po kasacji Zakonu, wiernie służąc królom węgierskim i broniąc Słowacji przed Tatarami oraz innymi potencjalnymi agresorami. Poza tym na filmie pokazano sceny z życia i obyczajów Templariuszy pieczołowicie odtworzonych przez słowackie grupy rekonstrukcji historycznej. Film ukazywał także fascynujące pomniki sztuki sakralnej, a to: kościół p. w. Wszystkich Świętych w Ludrovej i kościół p. w. św. Marcina w Martinčeku k/Rużemberku. W obu tych przypadkach te stare - liczące osiem i pół wieku budowle - fascynują panującą w nich atmosferą sacrum, a także spowite są mgłą tajemnicy, nieprzeniknioną do dnia dzisiejszego.

Należy jeszcze wspomnieć, że Robert Leśniakiewicz brał udział w słowackim programie naukowym Żyliński Kraj Templariuszy, którego celem jest zbadanie przeszłości tego kraju, jak i całej Słowacji pod kątem zasiedlenia jej przez ten zakon rycerski oraz jego tamecznej działalności pomiędzy XII a XV wiekiem. W ramach działań podjętych przez słowackich historyków i literatów dokonał on przekładów kilku pozycji naukowych oraz opracował polską wersję ścieżki dźwiękowej do prezentowanego na prelekcji filmu.

Kończąc należy wyrazić uznanie dla ogromu prac, jaki został włożony przez naszych południowych sąsiadów w restaurację i rekonstrukcję swej najdawniejszej historii, przy udziale finansowym Unii Europejskiej. Zainteresowanych odsyłam na stronę internetową Projektu - http://www.templarskykraj.sk.

I tylko wielka szkoda, że nasi włodarze nie chcą dostrzec tego, że zajęcie się historią własnego regionu, czy Małej Ojczyzny jak to się teraz modnie nazywa, może przynieść znaczne korzyści materialne i duchowe. Słowakom to się udało, i każdy sobie coś wykroił z tego tortu. A u nas? - jak zawsze: „E, nie opłaca się”, „nie da rady, ponieważ...”, „nie można, bo...” czyli jak zwykle - polska indolencja, miernota i mizerota.

wtorek, 23 kwietnia 2013

ZAPRASZAM!


Poza tym jordanowski MOK zaprasza do świeżo odremontowanych pomieszczeń Pod Basztą, których wygląd jest nader stylowy i nawiązuje z treścią naszych prelekcji, które wygłaszamy tutaj wraz z mgr Stanisławem Bednarzem na temat historii Jordanowa, Jordanowszczyzny i innych interesujących zagadnień.  





I tak wygląda to teraz. A zatem - zapraszamy!

niedziela, 21 kwietnia 2013

Wiosna na Końskich Ugorach






Nareszcie wiosna – taka prawdziwa. Dwa dni temu wydawało się, że pogoda się załamie. Na niebie pojawiły się dziwne, opalizujące niebieskawo chmurki jarzące się neonowym światłem na dużej wysokości, co zwiastowało nadejście chłodnego frontu. Ale nie polało, dwa dni były zachmurzone, a dzisiaj pojawiła się cudowna wiosenna pogoda!


No i niestety – słoneczna i sucha pogoda sprawiła, że szerokie, trawiaste i suche przestrzenie stały się – jak każdej wiosny – magnesem dla świrów-piromanów. Półmózgów wypalających trawy. Polski obłęd, każdowiosenny pierdolec, który powinien być ścigany, tępiony i karany z największą bezwzględnością!  


A ja tymczasem udałem się do lasu na Końskich Ugorach, gdzie chciałem przyjrzeć się postępom wiosny. Niestety – wegetacja jest opóźniona i to znacznie – co najmniej o 2-3 tygodnie. Nie ma jeszcze żadnego wiosennego grzyba – o piestrzenicach, smardzach i smardzówkach można tylko pomarzyć! Wprawdzie jest już zielono i w miarę kwietnie, obserwuje się bardzo małą ilość pszczół. To martwi. Zamiast nich latają trzmiele!

video
video

No i prognoza na lato – dzisiaj zauważyłem pierwszego motyla. Był biały, a zatem lato będzie ładne i pogodne! A resztę można zobaczyć na filmikach:


video
video
video

czwartek, 18 kwietnia 2013

ZORZE POLARNE I BOMBY Z NIEBA




Zapowiadało się zgoła sensacyjnie:


Zorza polarna nad Polską 13 kwietnia wieczorem? Istnieje duża szansa, że w sobotę w nocy (z 13 na 14 kwietnia) będzie można nad Polską zobaczyć zorzę polarną. Powód? Jak mówi Onetowi Jerzy Rafalski - astronom z Planetarium im. Władysława Dziewulskiego w Toruniu - akurat mamy maksimum aktywności Słońca, które przypada raz na ok. 11 lat, a na najbliższej nam gwieździe doszło do dużej eksplozji.
Wczoraj rano na Słońcu miał miejsce silny rozbłysk, któremu towarzyszył ogromny wyrzut plazmy z powierzchni gwiazdy. Fala ta - co bardzo prawdopodobne - podąża dokładnie w stronę Ziemi. Gdy znajdzie się w atmosferze, wywoła zorzę polarną widoczną także na naszej szerokości geograficznej. W Polsce to rzadkie zjawisko.
Miłośnicy astronomii - np. na stronie Crazy Nauka - wskazują, że obserwacja zorzy powinna być łatwa. Niebo ma być rozchmurzone, a Księżyc widoczny jedynie w formie rąbka - to istotne, bo światło odbite od satelity Ziemi zmniejsza efektowność zórz.
To, czy zorza się pojawi, czy nie nigdy nie jest absolutnie pewne. Tym razem jednak szansa jest znaczna. Realnie oceniając - jak wielka?
- Rzeczywiście zorza może wystąpić, trzeba być czujnym i patrzeć w niebo. Szansa wynosi raczej mniej niż połowa, bo jest to zjawisko nieprzewidywalne. Jeśli zorza się pojawi, to nagle i nieoczekiwanie, na kilka minut do pół godziny - ocenia Rafalski.
Niemal na pewno zorze będą widoczne nad Islandią czy obszarami podbiegunowymi - jednak tam to żadna sensacja. A w Polsce - owszem.
Szansę warto wykorzystać, patrząc w niebo. Co ciekawe, ostatnio w Polsce zorza była widoczna niespełna miesiąc temu - wtedy też po dużym wybuchu na Słońcu w kierunku Ziemi poleciała znaczna ilość plazmy.
Jak mówi nam astronom z Planetarium im. Dziewulskiego, obecnie mamy czas, który bardzo sprzyja pojawianiu się zórz. Dlaczego? - Słońce co ok. 11 lat wykazuje wzmożoną aktywność, jest więc więcej zórz, także nad Polską. Aktualnie mamy maksimum aktywności Słońca, więc możemy je obserwować raz na kilka miesięcy. Kiedy to maksimum minie, a to kwestia raczej miesięcy, roku, na zorze nad Polską szanse zmaleją do minimum.
Dlatego też astronom Jerzy Rafalski zachęca: - Zorza naprawdę potrafi zadziwić. Sam w 2003 r. byłem zaskoczony jak jasne może to być zjawisko.
Rok 2003 to istotna data. Wtedy to, także w Polsce, można było obserwować jedną z najokazalszych w znanej nam historii zorzę. Była ona efektem niespodziewanego wybuch plam na Słońcu - a był on tak mocny, że przekraczał skale pomiarowe.
W sobotę wieczorem niebo warto obserwować, bo kolejne słoneczne maksimum za 10-11 lat. - A jeśli nie w sobotę, to przez najbliższy rok też pojawią się szanse na obserwowanie tego zjawiska. Na taką okoliczność warto przygotować aparaty fotograficzne, z dłuższym czasem naświetlania.
Zorza to zjawisko świetlne, które zachodzi na wysokości od 65 do 400 km nad powierzchnią ziemi. Kolory zorzy polarnej są efektem reakcji cząsteczek wiatru słonecznego z cząsteczkami powietrza. Zorze potrafią zakłócać łączność radiową i satelitarną. Mogą też być groźne - z powodu emitowanego promieniowanie rentgenowskie - dla pilotów i pasażerów samolotów lecących na wysokich szerokościach geograficznych. (RZ;KT - Onet.pl)


No i nic z tego nie było. Mimo potężnego wybuchu – zob. zdjęcia, nie zobaczyliśmy niczego. Zorza, owszem się pojawiła, ale słaba, a poza tym cała Polska była pod chmurami i niestety z zapowiadanego widowiska wyszły… nici! Natomiast nie zawiodły nas meteoroidy. Pierwszy pojawił się w Hiszpanii:

Do zdarzenia doszło w niedzielę 14.IV, o godzinie 23:45 czasu lokalnego. Meteoryt, który wszedł w atmosferę dokładnie nad miastem Toledo, spowodował tak silny blask, iż mógł być widoczny niemal w całym kraju.
Jose Maria Madiedo z Uniwersytetu w Huelva powiedziała, że meteoryt wchodząc w atmosferę około 100 kilometrów nad Ziemią natychmiast się zapalił, tworząc kulę ognia. Następnie osiągając prędkość ponad 75 000 kilometrów na godzinę, eksplodował na wysokości 70 kilometrów. Hiszpański Instytut Badawczy sklasyfikował meteoryt jako kawałek komety, która przelatywała niedaleko Ziemi.
Wydarzenie wywołało strach wśród obserwatorów ale na szczęście nikomu nic się nie stało i nie doszło do żadnych zniszczeń. Mimo to, eksplozję meteorytu natychmiast porównano do tego, który spadł w Czelabińsku 15 lutego. Tamtego pamiętnego dnia fala uderzeniowa zniszczyła kilkaset budynków, rozbiła też około 100 tysięcy metrów kwadratowych szkła a 1200 osób potrzebowało pomocy medycznej.


Zaś 16.IV pojawił się…


Jasny bolid nad południową Polską! 16 kwietnia 2013 roku o godzinie 20:26UT (22:26 czasu lokalnego) niebo nad granicą polsko-czesko-słowacką rozświetlone zostało przez wyjątkowo jasne zjawisko. Bolid zarejestrowany został przez bardzo wiele stacji bolidowych PFN oraz z terenu Czech, Słowacji i Węgier. Trwa analiza uzyskanych zapisów. Wstępne szacunki pozwalają na stwierdzenie że było to zjawisko bardzo długie. Przelot zarejestrowany został na długości prawie 250 km! Duża prędkość wejścia w atmosferę oraz wysokość na jakiej bolid się zakończył wykluczają możliwość znalezienia spadku meteorytu. Naoczni świadkowie informują o niebiesko-zielonym kolorze oraz widocznej fragmentacji. Niezwykłe szczęście miał fotograf z Węgier. Zarejestrował ostatnią fazę lotu aparatem z teleobiektywem. Na zdjęciach dostrzec można kolor, pozostawiony pomarańczowy ślad, a na koniec kilka wyraźnie rozdzielonych fragmentów. Wszystkich świadków prosimy o przesyłanie swoich relacji na nasz adres mailowy pkim@pkim.org. Więcej szczegółów podamy po analizie zebranych materiałów. (Blog Pracownia.IV)

Zdjęcie bolidu z 16.IV.2013 roku wykonane na Węgrzech


Meteor ten był widziany także u nas, w Jordanowie - 49°40′N 19°50′E, około godziny 22:26 CEST. Duża, świecąca zielonkawym światłem kula wlokąca za sobą płomienisty „ogon” ukazała się nad Luboniami i lecąc bardzo szybko znikła za północno-zachodnim horyzontem. Jej prędkość była bardzo duża i świadek nie zdążył zarejestrować więcej szczegółów. Ogólnie rzecz biorąc meteoroid leciał z kierunku SE-E w kierunku NW-W. Ciekawym jest to, że po jego zniknięciu od strony osiedla Wrzosy rozległ się stłumiony, ale słyszalny huk, który świadkom wydarzenia kojarzył się z wybuchem. W rzeczywistości był to najprawdopodobniej tzw. grzmot balistyczny – z ang. sonic boom, który towarzyszy ruchowi każdego ciała lecącego z prędkością większą od prędkości dźwięku.


Ciekawe, czy te bolidy znad Hiszpanii i Polski miały coś wspólnego z niedawno widoczną w okolicy Ziemi asteroidą 2012 AD14, która przeleciała wewnątrz orbit wielu sztucznych satelitów Ziemi, a której „towarzyszem podróży” były meteoroidy widoczne nad Syberią, Kalifornią i Kubą? Nie zapominajmy, że komety i asteroidy nie latają solo, więc mieliśmy okazję zobaczyć koniec niebiańskiego kamienia, który towarzyszył asteroidzie, którą już ochrzczono mianem „Latającej Eylafjatlajökull”… - na cześć islandzkiego wulkanu, który narobił tyle bigosu w lotach nad Europą w kwietniu 2010 roku.  


środa, 17 kwietnia 2013

Jordanów w czasach I Wojny Światowej



W dniu 12.IV.2013 roku w jordanowskim MOK odbyła się niezmiernie ciekawa prelekcja mgr inż. Stanisława Bednarza i dr inż. arch. Krzysztofa Wielgusa na temat dziejów Jordanowa w czasach Wielkiej Wojny czyli I Wojny Światowej. Ale przede wszystkim na samym początku złożono najserdeczniejsze życzenia urodzinowe Panu Prof. Jerzemu Semschowi, który obchodził swoje 85. urodziny! Dostojnemu Jubilatowi życzenia w imieniu Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej złożył  prezes TMZJ Stanisław Bednarz. To piękny jubileusz człowieka zasłużonego dla Miasta i Ziemi Jordanowskiej, który swoją miłość do naszej Małej Ojczyzny przelewał na stronice m.in. „Echa Jordanowa”.


Zaraz potem miała miejsce prelekcja Stanisława Bednarza, w której ukazał on przebieg wydarzeń Wielkiej Wojny na Jordanowszczyźnie i samym Mieście ukazane na tle przebiegu jej działań. Na szczęście niszczące działania wojenne ominęły nasze miasto, które znajdowało się wtedy na tyłach i właściwie jedynymi echami wojny był c.k. lazaret (szpital wojskowy), w którym leczono rannych żołnierzy austriackich, a których cmentarz znajduje się na Mąkaczu i dzisiaj oznaczony jest prostym krzyżem oraz mieszkańcy Jordanowa i okolicznych miejscowości polegli na frontach tej wojny. Marzy nam się upamiętnienie tych Jordanowian, których spopieliły płomienie tej wojny, a których groby rozsiane są gdzieś nad Adriatykiem – we Włoszech i Słowenii – a którym należy się nasza pamięć. Dlatego TMZJ proponuje uczczenie ich pamięci jakimś monumentem na Rynku naszego Miasta, tak jak to ma miejsce np. w Zembrzycach.

Rzecz w tym, że w pamięci najstarszych mieszkańców Jordanowa, a właściwie Galicji i Lodomerii, c.k. Imperium Austrowęgierskie zachowało się jako całkiem niezłe czasy i pamiętam jak mój dziadek-ułan wspominając właśnie Wielką Wojnę wzdychał z nostalgią, że „nie było to jak za Austryi…”

Wspomniano także same działania wojenne toczone w okolicach Krakowa i Limanowej, a które stanowiły kontekst tego, co działo się w naszym Mieście.


Następnie dr Krzysztof Wielgus w długim wystąpieniu omówił najważniejsze działania wojenne w Małopolsce, ze szczególnym uwzględnieniem Krakowa i jego fortyfikacji. Poza tym zaznajomił słuchaczy z umundurowaniem, wyposażeniem i bronią c.k. Armii, armii pruskiej i wojsk rosyjskich, które w tychże działaniach uczestniczyły. Wyraził swe ubolewanie z powodu niszczenia zabytków militarnych w Krakowie i okolicy – w tym także w Jordanowie, w okolicy którego znajdują się pozostałości po polowych umocnieniach, których zadaniem było związanie sił rosyjskich i odciążenie tym samym twierdzy Kraków. 

Prelekcji przysłuchiwało się około 30 osób, w tym wice-starosta suski i burmistrz miasta Jordanowa, którzy swoją obecnością nadali tej imprezie jeszcze większej promocji. Kończąc pragniemy bardzo podziękować dr Piotrowi Sadowskiemu za pomoc w sporządzeniu prezentacji zdjęć i map, które ubogaciły tą prelekcję.  


niedziela, 14 kwietnia 2013

Jezioro Bystrzańskie


video

Wystarczyła w miarę słoneczna niedziela i trochę czasu, by wyrypać się nad wiosenną Skawę. Oczywiście mieliśmy zamiar rozejrzeć się także za grzybami wiosennymi, ale długa zima opóźniła rozwój wszystkich roślin i oczywiście także grzybów. Wprawdzie znaleźliśmy jakieś, ale w pierwszym przypadku były to jakieś strojne, czerwonawe huby, a w drugim – jakieś bedłki.

Oczywiście chcieliśmy sobie obejrzeć wiosenne wody. Najpierw poszliśmy wzdłuż potoku Strącze, który był wezbrany po roztopach i toczył swe szarozielone wody. Niestety – jego brzegi i dno były usiane różnymi paskudztwami – szczególnie plastykowym „ciorem” wyrzucanym przez tutejszych mieszkańców… I potem dziwimy się, że mamy coraz gorsze zdrowie i nasze dzieci są coraz słabsze na ciele i umyśle. Zawdzięczamy to właśnie temu, co wyrzucamy na pola, w wody i do lasów.

Spacer wzdłuż Skawy i torów kolejowych nie przyniósł żadnych nowych spostrzeżeń, co do obecności bobrów – najwidoczniej poszły one dalej – w górę Skawy. Tymczasem po torach przejechał 1 (słownie: jeden) pociąg – Express Tatry z Warszawy Wschodniej do Zakopanego. Idąc wzdłuż torowiska znajdywaliśmy co chwilę ślady przejazdów w pociągach przybyszów zza wschodniej granicy – ponoć lubiących Zakopane i jego lokale… Poza tym widzieliśmy jeszcze pierwszą jaszczurkę, która wygrzewała się na słońcu. I - niestety - ryczące quady i motocykle, tą plagę naszych lasów!

I wreszcie dotarliśmy do Pańskiej Ławy – która była mostkiem przez Skawę do czasu Wielkiej Wody sprzed trzech lat. Dzisiaj nie ma tam ławy, ale za to mamy już całkiem duże jezioro, które rozlało się na miejscu przeprawy – jest to jezioro okresowe i proponuję nadanie mu nazwy: Jezioro Bystrzańskie – ładnie brzmi... I pomyśleć, że przez rzekę w tym miejscu przebiega Główny Szlak Beskidzki (czerwone znaki) na Babią Górę! Ponoć zbudowanie tutaj mostku cały czas rozbija się o bariery unijnej biurokracji, która wymaga, by można było przejechać po nim wózkiem inwalidzkim – chciałbym tylko wiedzieć, ilu inwalidów spaceruje po GSB! Głupota nie boli i urzędnicy z Brukseli mogą spać spokojnie, zaś turyści muszą robić dodatkowy kilometr na szlaku…

A zatem TURYSTO! – kiedy będziesz szedł po GSB z Jordanowa do Bystrej lub odwrotnie, pamiętaj – przez Skawę możesz przejść tylko wpław przez rzekę, albo przez mostek Na Podlaskach idąc wzdłuż torów kolejowych. Oczywiście nie ma żadnej informacji czy oznaczenia, i trzeba iść metodą „końca języka”. 

sobota, 13 kwietnia 2013

Nareszcie cieplej!



Wygląda na to, że zima wreszcie skręciła kark. W lasach i na północnych stokach gór leży jeszcze śnieg, ale już zanika, bo całodobowa temperatura jest wyższa od zera i w dzień sięga do +15°C, zaś w nocy spada do +3,8°C, ciśnienie idzie cały czas do góry i za oknami widać coraz więcej niebieskiego nieba.






Ostatnie opady nie były zbyt duże – wczoraj spadło zaledwie 3,16 l/m², a zatem niewiele. Natomiast już zaczyna się wypalanie traw – wczoraj widziałem dymy unoszące się nad Toporzyskiem. Kiedy wreszcie ta polska ciemnota zrozumie, że czasy trójpolówki i wypalenisk już minęły? No, chyba że skoro mentalnie cofamy się do Średniowiecza, to i w kwestii uprawy roli też się cofamy, więc wszystko jest OK. Tylko dlaczego w normalnych krajach śmieją się z nas i słowo „Polak” jest synonimem słowa „głupek”… Mnie to nie dziwi, nawet nie irytuje, tylko przeraża. Jesteśmy dumni ze swych przodków i „świetlanej” przeszłości, natomiast wątpię by nasi Przodkowie byli dumni z nas i naszej głupoty!

video

Ale póki co cieszmy się pogodą i jaskrawym słońcem, bo nadciągają dalsze – wiosenne już - deszcze!