niedziela, 30 czerwca 2013

„Muszorowa” niedziela


Niedzielny ranek był mglisty, ale przed południem mgły się rozwiały i pokazało się słoneczko, więc korzystając z niego pognaliśmy do naszego ulubionego Majerzowego Lasu. Z gór spływały chmurzyska, ale postanowiliśmy i już, nie mogliśmy się wycofać.





Najpierw przeczesaliśmy Majerzówkę, ale niczego poza bogatym asortymentem brązowych muchomorów czerwieniejących – Amanita rubescens (które są ponoć jadalne, nawet kiedyś je jadłem na którymś spotkaniu Darz Grzyba była to tzw. zupa z dreszczykiem – bardziej pyszna – ale wolałem nie ryzykować) tam nie było. Szukaliśmy złota polskich lasów – kurek. No i faktycznie – na północnych obrzeżach Majerzówki znaleźliśmy około 30 sztuk. Prawie na jajecznicę z kurkami – nasz przysmak #1!!!










Poza kurkami trafił się nam ładniutki pociec (wszystkich grzybów łociec) czyli ceglaś i prześliczny koźlarz pomarańczowożółty. A do tego dwa egzemplarze podgrzybka zajączka – grzyba, którego dawno na Majerzówce nie widziałem – mniej więcej od końca lat 60. ubiegłego stulecia! Wygląda na to, że jest to kolejny gatunek powracający na swe siedlisko po zamknięciu wszystkich największych trucicieli Małopolski.












Pogoda całkiem dobra zepsuła się i na niebo wypełzły paskudne chmurzyska, zaczęło wiać przenikliwym chłodem z NW, wiec zrezygnowaliśmy z dalszego polowania, choć szło nam całkiem nieźle. Tymczasem temperatura z +18,8°C spadła do zaledwie +13°C i zrobiło się nieprzyjemnie. Tym niemniej wróciliśmy do domu zupełnie zadowoleni. Pan Bednarz także był w przykieckich lasach i twierdził, że poza kurkami niczego godnego tam nie było. Czekamy zatem na polepszenie pogody i nów Księżyca! 
  
  

Burza nad Tatrami


Dzisiaj (czyli 28.VI) przejechaliśmy się do Nowego Targu. Niby nic ciekawego, ale czekając na dilera Fiata mieliśmy okazję zobaczyć ciekawe widowisko: burzę szalejącą nad Tatrami Bielskimi i Wysokimi oraz Spiszem. Burza była o tyle spektakularna, że wlewała się znad Słowacji nad Spisz i Tatry, a potem powoli spłynęła nad Podtatrze i Podhale.







Pojechaliśmy do nowotarskiego Rynku. Boże, co z nim zrobili jacyś idioci! Wychlastano niemal wszystkie drzewa a powierzchnię Rynku wyłożono płytami. To jest chyba jakiś urbanizacyjny pierdolec! Chore to, jak i cała polska rzeczywistość w RP nr III i 1/2. Ale nie to najbardziej śmieszy w tym wszystkim – najśmieszniejsza jest stojąca w rogu Rynku obskurna buda z wyszynkiem piwska. Za coś takiego bym zlinczował kretyna, który dał na nią zezwolenie! No cóż – my Polacy lubimy ohydę – niestety.


W czasie powrotu wpadliśmy na pizzę do przydrożnej knajpki „U Agnieszki”. Pizza była niezła, a my odpoczęliśmy podziwiając ruch na „zakopiance”.  Przy okazji obejrzeliśmy sobie ewolucje helikopterów na coraz bardziej zachmurzonym niebie. Deszczowe chmury nasuwały się od południa, ale nie grzmiało – burza wyszalała się nad górami. U nas padał tylko deszcz.  Temperatura oscyluje koło +17 st. C, i od czasu do czasu coś popaduje z nieba.    

wtorek, 25 czerwca 2013

W deszczowym lesie Podhala


Po duszących i męczących upałach nastąpiło załamanie pogody i wczoraj w nocy około godziny 22. zaczęła się potężna burza z wyładowaniami atmosferycznymi i „norymnym” deszczem – napadało nam 18,72 mm – na szczęście bez gradu – mniej więcej tyle samo napadało w dwa poprzednie, burzowe dnie. Pan Bednarz twierdzi, że Jordanowowi dostało się najmniej – w innych rejonach powiatu suskiego stadło o wiele więcej! W tej chwili skończyła się kolejna burza i zrobiło się duszno. Znowu!





W przerwie pomiędzy burzami skoczyłem do lasu zwabiony tam wieściami o wielkich grzybach – tzn. wielkim wysypie borowików, które rosną w wielkich ilościach. Na początek – jako że pogoda pewna nie była, a góry „dymiły” jak w Afryce czy podzwrotnikowej Azji, postanowiłem wyskoczyć do Majerzowego Lasu i na Końskie Ugory. Tymczasem w mieście obrodziły znowu uszaki bzowe...!







Powiem krótko: grzybów było tam niewiele – o wiele mniej niż na Przykcu czy w lasach koło Łętowni, ale za to komarów!!! – jak w Świnoujściu! NB, na Kosie Helskiej w ogóle nie było tej plagi. Albo je wytruli, albo nie miały gdzie się rozwijać – Hel jest otoczony morskimi wodami, w którym to plugastwo nie może się rozwijać. W Świnoujściu komary lęgną się w stojących wodach starorzeczy Odry i w Zalewie Szczecińskim, stąd jest ich tam tyle…




Wracając do grzybobrania: po dwóch godzinach złapałem cztery dorodne pociece „rosołowe” i miskę kurek. Co do tych ostatnich, to w lesie natrafiłem na całe ławice maciupeńkich kureczek, więc trzeba będzie pójść tam za parę dni – nie ma to jak jajówa na kurkach! Pan Bednarz twierdzi, że rosną przede wszystkim ciemne, świerkowe borowiki, a nie jasne – dębowe. No i oczywiście poćce – jak zwykle od maja do grudnia. Jeszcze nigdy grzyby z tych gatunków nie pokazywały się tak wcześnie i w takiej obfitości, co należy przypisać dużej wilgotności ścioły spowodowanej obfitymi deszczami i wysokiej temperaturze oraz wilgotności powietrza – wszak grzyby to kochają…


Sezon zastartował, więc trzeba korzystać z jego dobrodziejstw i jak długo się da.

piątek, 21 czerwca 2013

Piekielne upały...

Przesycona wodą atmosfera i chmury jak z rycin Gustave Dore'a...

Po niemal dwutygodniowych deszczach i chłodnej pogodzie i powodzi w Polsce, mamy tydzień tropikalnych upałów. Powodzi udało mi się uniknąć, bo w tym czasie przebywałem na Helu, gdzie akurat była piękna i słoneczna pogoda, natomiast piekielne upały dopadły mnie po powrocie znad morza.



Wszystko zaczęło się 16.VI, kiedy to temperatura poszybowała do wartości +28°C, przy ciśnieniu 1012 hPa. Miała wtedy miejsce słaba burza termiczna, która dała minimalny opad wody.



17.VI, temperatura podskoczyła po raz pierwszy do +30,8°C, a Pan bednarz w czasie swego wypadu na Przykiec „złapał” 60 prawdziwków. Grzyby poczuły ciepło i sypnęły nader obficie…



18.VI, temperatura dzienna znów podskoczyła do +35°C i zrobiło się koszmarnie duszno. Sercowcy i astmatycy poczuli się bardzo źle. W mieście słychać jodłowanie syren karetek Pogotowia.



19.VI, temperatura utrzymuje się na poziomie +30,1°C, ciśnienie powróciło do normy 1013 hPa, po chwilowym wahnięciu w dół o 2-3 hPa. Duchota nie do opisania. I tu rzecz najciekawsza – od północy nadchodziły dwie burze, które obeszły nasze miasto i poszły – jedna na wschód, gdzie wylała się nad Bieszczadami, druga nad Cieszyńskie i Morawy. Pan Bednarz melduje 30 prawdziwków.



20.VI – żar leje się z nieba, temperatura dzienna podskoczyła znowu do +34,4°C, a ciśnienie spadło do 1011 hPa. Wiatr – podobnie jak w poprzednich dniach – wiał z kierunku NE, a potem z S. To jest osobliwość, bowiem jak widać wskutek EGO zmieniła się cyrkulacja gorącego powietrza napływającego do nas z południa via Białoruś i Litwa… I znowu, jak w dniu poprzednim groziły nam – symultanicznie! – dwie burze idące od południa. Na szczęście jedna z nich poszła na Kraków, druga na Pieniny i obie wylewały się nad m.in. Nowym Targiem… Pan Bednarz znalazł się w oku jednej z nich w Harbutowicach, gdzie zaobserwował silny opad gradu wielkości fasoli! I znowu, jak poprzednio, na Jordanów nie spadła ani kropla deszczu!



21.VI, od godziny 07:04 CEST mamy lato… I rzeczywiście – temperatura nadal jest letnia, dzisiaj było +36,1°C! Ciśnienie spadło do poziomu 1008 hPa, na niebie po południu pojawiły się chmury, ale na razie z nich nic nie spadło… Z osobliwości mogę podać fakt, że o godzinie 17:25 mieszkańcy naszego miasta usłyszeli donośny trzask, jakby zamkniętych z hukiem gigantycznych drzwi. Nikt nie potrafi określić miejsca, w którym to coś huknęło… Może to był jakiś meteor, który – jak w przypadku Czelabińska – eksplodował na niebie? Pisze Onet.pl:

Potężny bolid nad północno-zachodnią Polską

Minionej nocy nad północno-zachodnią Polską pojawił się bolid o jasności Księżyca w kwadrze - informuje Pracownia Komet i Meteorów (PKiM).
Pierwszy o wizualnej obserwacji jasnego bolidu doniósł Tomasz Lewandowski, jeden z członków PKiM i operatorów Polskiej Sieci Bolidowej, który obserwował zjawisko spod Warszawy. O godzinie 23:55 naszego czasu, w kierunku północno-zachodnim dojrzał on potężną ognistą kulę, która przemknęła nisko nad horyzontem i zakończyła się efektownymi rozbłyskami.
Obserwacja ta została błyskawicznie potwierdzona przez Pawła Zarębę z podwarszawskiego Błonia, który prowadzi stację Polskiej Sieci Bolidowej wyposażoną w cztery kamery. Jedna z nich zarejestrowała to zjawisko w pełnej krasie.
Bolid zarejestrował się też na falach radiowych, o czym doniósł prezes PKiM - Przemysław Żołądek.

Aby dokładnie obliczyć trajektorię zjawiska i jego orbitę, a także miejsce potencjalnego spadku meteorytu potrzebne są dane z jeszcze jednej stacji. (jsch)