poniedziałek, 29 lipca 2013

+38,3 st. C w cieniu!



Dzisiejszy dzień zapisuje się w annałach naszego miasta kolejnym rekordem temperatury – o godzinie 17:15 CEST odnotowano +38,3°C w cieniu! Poprzedni rekord miał miejsce w sobotę, 21.VII.2007 roku, w godzinach popołudniowych. Wtedy to termometry w trzech punktach miasta pokazały równo +38°C. Ten rekord został pobity dzisiaj.


W innych punkach miasta odnotowano – przy ul. Komunalnej było +37,2°C, zaś na ulicy Banacha aż +39°C! należy także odnotować rekordowo niską wilgotność powietrza – jedynie 20%! I chyba tylko dlatego ten wściekły upał był stosunkowo znośny dla ludzi i zwierząt… Tym niemniej o godzinie 20:00 CEST temperatura na ul. Mickiewicza wynosiła jeszcze +30°C. Natomiast ciśnienie atmosferyczne zaczęło powoli spadać od godzin przedpołudniowych z prędkością 1 hPa/3 h, co wróży zmianę pogody do 48 godzin… Zatem czekamy na ochłodzenie!

niedziela, 28 lipca 2013

Czerwienieje jarzębina...



Na niebieskim niebie ani jednego obłoczka. Ciśnienie oscyluje wokół 1008 hPa, natomiast temperatura szybuje w granice +31°C i więcej. Lipcowa kanikuła w pełni. Przedwczoraj było św. Anny – od której maja być zimne wieczory i poranki. Jak na razie, to temperatura w nocy sięga +17,6°C, a należy się spodziewać jeszcze więcej! Wraz z Panem Bednarzem obserwujemy nasze termometry i zastanawiamy się, czy słupek rtęci przekroczy rekordowe +38°C, które osiągnięte zostało trzy lata temu?


Słowo o wiatrach – do przedwczoraj wiało nam z północy i północnego zachodu. Temperatura była letnia – dochodziła do +25°C. Wczoraj nastąpił gwałtowny zwrot cyrkulacji powietrza i zaczęło wiać z południa – temperatura od razu skoczyła o pięć-sześć kresek do góry. Wilgotność z 60% spadła do 24% - to jest wilgotność kartki papieru. Wiatr zacznie wywiewać wodę ze ścioły leśnej i obawiam się, że to będzie koniec grzybowego wysypu.

Tymczasem ze zdumieniem zauważyłem, że już w połowie lipca (Pan Bednarz mówi o 13.VII) pokraśniały jagody jarzębiny – zjawisko, które występuje mniej więcej w połowie sierpnia! Czyżby był to kolejny symptom EGO, którego nie ma? Tak czy owak – niektóre kwiaty kwitną tak, jakby to był wrzesień, a nie lipiec. Wyglądałoby więc na to, że jesień będzie długa… - co do tego nie mam żadnych pretensji. Byle tylko grzyby były! 

sobota, 27 lipca 2013

PAMIĘCI RED. ANDRZEJA ZALEWSKIEGO



ANDRZEJ ZALEWSKI I PIĘKNY GEST PANA NADLEŚNICZEGO NADLEŚNICTWA WOZIWODA

Mariusz Fryckowski


Pana Andrzeja nigdy nie poznałem osobiście, jednak dość często korespondowaliśmy. To po części efekt współpracy z moim przyjacielem literatem – Robertem. Jako zapalony ekolog współpracował z Redaktorem Zalewskim przez sporo lat. Wspomniał wówczas o koledze z Borów Tucholskich, który pisuje felietony poświęcone rodzimej przyrodzie i pięknu natury, prócz tego współprowadzi audycje w radiu Kędzierzyn Koźle ( stare dzieje).

Pamiętam, kiedy jeden z felietonów poświęciłem wyjątkowej rzadkości – gatunkowi grzyba, którego spotkać jest niemożliwością, a mnie się udało. Przesłałem galerię zdjęć do Warszawy i… tak się zaczęło. Kolejne teksty poświecone były „zardzewiałej śmierci” – niewybuchom, których w polskich lasach ciągle nie brakuje. Sporo w tych tekstach było odnośników do Borów Tucholskich i rejonów Dolnego Śląska, które często odwiedzałem przygotowując materiały do książki poświęconej tajnemu poligonowi „Heidekraut” w Borach Tucholskich. Mijały miesiące, lata, aż nadeszła 21 lipca 2011 roku dramatyczna wiadomość, że „słynny radiowiec” odszedł, a wraz z nim zamknięta została pewna epoka…



 ***


Andrzej Zalewski prowadził audycję „Ekoradio” w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Był inicjatorem Dnia Polskiej Niezapominajki. Urodził się 14 kwietnia 1924 roku w Warszawie. W czasie II wojny światowej był zaangażowany w działalność konspiracyjną jako harcerz ZHP, potem jako żołnierz Armii Krajowej. Był uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Od kilkudziesięciu lat tworzył w radiu i telewizji programy o tematyce wiejskiej, rolniczej, ekologicznej i meteorologicznej. Pamiętam te programy, były kapitalne.

W 1964 roku został stypendystą Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa Narodów Zjednoczonych oraz Rządu Austriackiego, w 1978 - Departamentu Stanu USA. Po powrocie odsunięto go od pracy w telewizji. W 1985 roku przeszedł na przyspieszoną emeryturę.

W 1988 zaczął współpracę z Programem Czwartym Polskiego Radia, a w 1990 roku rozpoczął swoje felietony w Ekoradiu, które były jego autorskim pomysłem.


Dzień Polskiej Niezapominajki


W 2001 roku Andrzej Zalewski zaproponował radiosłuchaczom, aby obok Walentynek wprowadzić w Polsce Święto Polskiej Niezapominajki. Był wtedy redaktorem Ekoradia w Jedynce. Do akcji dołączyły inne media, szkoły, Państwowy Instytut Geologiczny i Lasy Państwowe, dołączyła również moja redakcja Close Encounters of The Independent Poland, pod spolszczoną nazwą.

Dzień Polskiej Niezapominajki jest obchodzony 15 maja od 2002 roku. Ma promować polską przyrodę i dbałość o środowisko, ale też przypominać, że warto zachować od zapomnienia ważne osoby, chwile i miejsca.

Od śmierci redaktora Zalewskiego minęły zaledwie dwa lata, pozostał wyłącznie w naszej pamięci – ludzi, którzy od czasu do czasu coś przygotowywali dla Ekoradia. Co z resztą? Szybko zapomniano o tej niezwykłej postaci, tym większą niespodzianką stała się informacja, która napłynęła do nas z pobliskiej Woziwody.

Otóż, 26 lipca (w piątek) o 11:00 nastąpi tam uroczyste odsłonięcie tablicy, która upamiętniać będzie pana redaktora Andrzeja Zalewskiego. Piękny gest i wspaniały pomysł, za który należą się leśnikom i ich szefowi z Woziwody wyrazy najwyższego uznania, co niniejszym czynię.

***

Ja też się pod tym podpiszę i to wszystkimi kończynami. I tylko dziwię się, że władze naszego Miasta, które stało się sławne właśnie dzięki Niemu nawet nie raczyły dostrzec tego, że odszedł On od nas. W dniu Jego śmierci nie powiewała nad Ratuszem czarna flaga - a powinna. Uważam, że za to, co On zrobił dla naszego miasta należy Mu się chociaż tablica pamiątkowa. Przecież Jordanów był na falach eteru JEDYNKI Polskiego Radia i kilku innych rozgłośni od 1994 roku aż niemal do ostatniego dnia Jego życia! Dlatego też przedstawiam PT Władzom Odnośnym i Zarządowi TMZJ propozycję uczczenia pamięci tego wielkiego człowieka tablicą pamiątkową w jakimś eksponowanym punkcie Rynku Jordanowa, bo to Mu się po prostu należy. Drugi raz takiego PR nasze Miasto mieć już nie będzie.  

środa, 24 lipca 2013

Na północno-zachodnim stoku Cioska


Nareszcie mamy piękne, spokojne, polskie lato! Temperatura nie daj się we znaki – dochodzi do +25°C, ciśnienie oscyluje wokół 1008 hPa. Niebieskie niebo, złociste słońce – słowem żyć nie umierać! Ludzie już żniwują, mamy pierwsze wypadki w polach. Lasy czesane są przez grzybiarzy – więc poszedłem i ja.



Tym razem udałem się na północno-zachodni stok Cioska i na Grań, starym szlakiem na którym zazwyczaj zbierałem piękne koźlarze i prawusy, a w najgorszym przypadku chociażby kurki. Wczoraj była pełnia, więc nie spodziewam się jakichś spektakularnych sukcesów. Na Podlaskach wpadam do lasu i od razu zgarniam dwa podgrzybki. Potem idąc duktem podziwiam rozmaite gołąbki, których jednak nie zbieram, bo nastawiam się na coś lepszego. Mijam niemalże wysuszone muchomory różnego koloru i kalibru. I wreszcie znajduję pierwszego prawuska, a w chwilę potem drugiego! Ale w tym miejscu to już wszystko…












Idąc za duktem kieruję się w stronę Grani i od razu wpadam na kilka koźlarzy – i to różnych – od ciemnych babek i szarych różnobarwnych do czerwonych i pomarańczowych. Poza tym trafia się jeden maślak pstry i kilkanaście kurek. Jednym słowem w koszyku mam dla każdego coś miłego… Z kolei Pan Bednarz telefonicznie sygnalizuje mi pojawienie się pierwszych rydzów!





Niestety, istnieje także minus tej całej imprezy – silne zaczerwienie dużych owocników. Takie są uroki lipcowego grzybobrania. Poza tym w lesie zaczyna być sucho, co też jest niedobrym prognostykiem na najbliższe dni. Nawet stanowiska mchów-torfowców są już przesuszone i straciły swą soczystą zieleń! No nic to, czekamy teraz na nów Księżyca, który będzie za jakieś dwa tygodnie i oczywiście na opady. Mogłyby być nawet burzowe…    

wtorek, 23 lipca 2013

ODSZEDŁ OD NAS PROF. ANDRZEJ WALAS


Należy jeszcze dodać, że Profesor Andrzej Walas był długoletnim członkiem 
Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej oraz 
Kapituły Odznaczenia Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej. 
Cześć Jego Pamięci! 

niedziela, 21 lipca 2013

Kwiaty Ziemi


Od małego interesowały mnie kryształy. Nie jakieś tam naczynia z kryształowego szkła, ale kwiaty Ziemi – kamienie szlachetne i półszlachetne, których czyste, mocne lub subtelne barwy, symetria, blask, gra świateł, gładkość i chłód ścian zawsze wprawiały mnie w zachwyt. No i te nazwy: serpentynity, moriony, spinele… - brzmiące jak magiczne zaklęcia, jak pozdrowienia ze świata, którego już nie ma, albo na odwrót – jak zaranie czegoś, co dopiero nadejdzie…  





No i nie dziwiłem się wszystkim tym, którym kamienie podobały się jak mnie – piratom czy poszukiwaczom skarbów, którzy zanurzali dłonie w skrzyniach pełnych drogich kamieni napawali się ich widokiem i dotykiem. Nie chodziło mi nawet o ich materialną wartość, ale właśnie te wrażenia… Zazdrościłem i nadal zazdroszczę geologom, którzy widzą na co dzień takie cuda i dlatego właśnie od czasu do czasu w miarę możności chodzę na giełdy, wystawy i aukcje minerałów, kryształów i kamieni szlachetnych i półszlachetnych.  Ostatnio widziałem piękny zbiór kryształów w Kamieniu Pomorskim – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2012/08/podroz-uczona-do-polskiej-atlantydy-1.html, filmik nr 3. Tym razem taka giełda miała miejsce na suskim Zamku w ten weekend.


















Nie będą opisywał tego, co widziałem – wystarczą zdjęcia. Mam nadzieję, że Czytelnikowi też się będą podobały! A zatem zapraszam do obejrzenia i obczajenia tego, co sami tam widzieliśmy: