sobota, 31 sierpnia 2013

Pogodowe podsumowanie lata



Klimatyczne lato rozpoczęło się u nas chłodno i deszczowo. Ja przed tym chłodem uciekłem na Hel, gdzie pracowałem w tamecznym Fokarium. Przez dwa tygodnie mieliśmy tam cudowną, letnią, słoneczną pogodę z rześkimi nocami i cieplutkimi dniami. Natomiast z przerażeniem wsłuchiwałem się w doniesienia z domu i z południa kraju, gdzie pogoda wprost oszalała: powódź w Sudetach, powodzie w Niemczech, Austrii i Czechach, podtopienia w Miechowie i pn. Małopolsce…


CZERWIEC - wedle zapisków Pana Stanisława Bednarza, przez I połowę czerwca pogoda w naszym regionie była koszmarna. Przez większość czasu było pochmurno i padał deszcz. Nieco lepiej było w II połowie czerwca, kiedy lało nieco mniej. Temperatura najwyższa +36,0°C została odnotowana w dniu 21.VI, zaś najniższa +6,0°C w dniu 2.VI. W dniu 10.VI uderzył w nasze miasto wiatr szkwałowy. Dnia 21.VI o godzinie 17:25 w mieście rozległ się przeraźliwy huk jakby wybuchu, ale nikt nie był w stanie stwierdzić, co było jego źródłem – czyżby jakiś meteor à la ten z Czelabińska??? Jedno jest pewne – coś się działo wokół Ziemi w tym okresie, bowiem będąc na Helu wieczorem 10.VI zaobserwowałem pojawienie się tzw. srebrzystych obłoków – zawieszonych na wysokości 80 km nad ziemią drobnych cząstek żelaza z pyłu pometeorytowego. A przecież w tym czasie zaledwie 5 rojów meteorytowych: omega-Skorpidy z częstotliwością 5 błysków/h; tau-Herkulidy – 2 b/h; Arietydy – 54 b/h; Sagittarydy – 5 b/h, theta-Opiuchidy – 2 b/h. Czyżby miało to związek z wydarzeniami w Czelabińsku, nad Kubą i Kalifornią na początku roku? Tymczasem dzięki obfitym deszczom rzęsiście sypnęło grzybami! – tylko w dniu 17.VI Pan Bednarz znalazł 60 borowików, ja – tylko 20… Sumarycznie w czerwcu spadło nam 133,77 l/m² wody w czasie 17 deszczowych dni i 10 burz.


LIPIEC – ten miesiąc był już o wiele łaskawszy, jeżeli idzie o ilość opadów, która wyniosła 61,06 l/m², które spadły w czasie 10 dni z deszczem i w czasie tylko 3 burz! Po 15.VII odnotowałem kolejny wysyp grzybów oraz pojawienie się czerwonych jagód na jarzębinie… Co do temperatury, to najwyższa i rekordowa zarazem miała miejsce w dniu 29.VII o godzinie 17:15 i wyniosła +38,3°C, co pobiło rekord odnotowany w dniu 21.VII.2007 roku, kiedy to termometr pokazał 38 kresek powyżej zera. Najniższa temperatura +11,0°C pojawiła się w dniach 8 i 22.VII.  Należy dodać, że w czasie dni z temperaturą powyżej +25°C, a których odnotowałem 16, wilgotność powietrza spadła do 20% - czyli mniejszej niż kartka papieru! Co jeszcze ciekawsze – nie odnotowano drastycznych skoków ciśnienia, które trzymało się średniego poziomu 1013 hPa. Według amerykańskiej agencji NOAA ten lipiec był 341. miesiącem z temperaturą wyższą od średniej wieloletniej – co stanowi kolejny dowód na istnienie Efektu Globalnego Ocieplenia. No i…

Anomalie temperaturowe na lądzie i oceanach w lipcu 2013 roku (NOAA)

…SIERPIEŃ – który rozpoczął się kontynuacją słonecznej i letniej pogody. Jeszcze w lipcu w Internecie pojawiła się głupawka puszczona przez jakiegoś półmózgiego panikarza, że jedna z rosyjskich bądź ukraińskich elektrowni jądrowych eksplodowała i mamy powtórkę z Czarnobyla. W I dekadzie przeprowadzałem regularne pomiary skażeń promienistych i nie stwierdziłem żadnych – wartości skażeń utrzymywały się na poziomie 0,05 – 0,18 μSv/h czyli na poziomie radioaktywnego tła Ziemi w naszym rejonie. W I dekadzie Pani Aura znowu zaszalała i w dzień mordowała nas wysoką temperaturą w granicach +28…+37,9°C. W dniu 6.VIII na terytorium naszego kraju ogłoszono – po raz pierwszy w historii – ALARM UPAŁOWY! – i skrócono godziny pracy niektórych urzędów… Wściekłe upały uspokoiły się trochę w dniu 9.VIII, kiedy to przeszły dwie burze, które po dwóch kolejnych burzach 10.VIII dały razem 18.72 mm deszczu. Potem temperatura znów poszybowała w górę, a wilgotność powietrza spadła.  Dnia 21.VII NASA zaalarmowała media o gigantycznym wybuchu na Słońcu, z czego miała powstać straszliwa burza magnetyczna, która z kolei miała spowodować koniec naszej cywilizacji. Oczywiście świat nadal istnieje – wbrew nie-pobożnym życzeniom dziennikarskich półmózgów. Za to można było obserwować wspaniałe deszcze meteorów z rojów: Perseidów i Akwarydów – czyli tzw. łez św. Wawrzyńca… Za to w III dekadzie miesiąca powiało jesienią – temperatury nocne spadły poniżej +10°C, zaś dzienne nie przekraczają +20°C. Chmury, mgły i wciąż wiejące wiatry z północy – północnego-wschodu. W dniu 25.VIII doniesiono mi o tym, że w lasach Przykca pomimo upiornej suszy pojawiły się borowiki ceglastopore zwane pociecami i prawdziwki! – sprawdziłem na Ciosku i Końskich Ugorach, i faktycznie – miał miejsce pojaw borowikowatych w naszych lasach, niewielki ale zawsze to coś...


Ogółem lato jak lato, bywało gorzej – że wspomnę lipcowe powodzie i mordercze susze. Możemy się tylko cieszyć, że Natura oszczędziła nam tego, co było udziałem reszty kraju: powodzi, podtopień, gradobić czy trąb powietrznych, co wydaje się być zasługą Ojca Założyciela naszego miasta, który lokował Jordanów we wcale – jak się okazuje – bezpiecznym miejscu. Miejmy nadzieję, że wskutek przesunięcia pór roku nie dojdzie do opadów śniegu w środku jesieni, jak to ostatnio bywa i że jesień będzie w miarę normalna: deszczowa i pochmurna, ale także ciepła – czego sobie i Wam życzę.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wspaniały siarkowiec!


Aktualny, dosyć skąpy pojaw grzybów borowikowatych ma również swój nieoczekiwany aspekt. Otóż poza wspomnianymi już borowikowatymi, na jesionie obok naszego kościoła parafialnego pokazał się wspaniały okaz żagwi siarkowej vel żółciaka siarkowego alias huby siarkowej – Laetiporus ex Polyphorus sulphureus.






Okaz jest rzeczywiście piękny i widziany był na tym miejscu już od dwóch lat. Ciekawą rzeczą jest przede wszystkim to, że w naszej części kraju okazy tego gatunku pokazują się na wiosnę – głównie w maju i na początku czerwca, natomiast ten pojawia się pod koniec lata.





Poza tym pięknym i malowniczym grzybem pojawiły się także pieczarki w ogródkach mieszkańców naszego miasta. Ale w tym akurat nie ma niczego dziwnego - a jeżeli nawet, to tylko to, że się pojawiły pomimo panującej suszy glebowej…  

środa, 28 sierpnia 2013

Przenikając wzrokiem leśne głębiny…


Zachęcony powodzeniem z dnia wczorajszego, skierowałem swe kroki tym razem do lasów na Majerzówce i Końskich Ugorach. Na polach i w lasach widać i czuć jesień. Spadają z drzew pierwsze kolorowe liście, czerwieni się jarzębina, z pól posprzątano wszystko z wyjątkiem ziemniaków. Ale ja idę w lasy.





Nie jest zbyt sucho i stoją tu i ówdzie kałuże wody, w których pluskają się żaby. Ale co ciekawe – z bagna nieopodal Harcerskiej Polany wypływał strumień, który teraz znikł, po prostu pozostało po nim suche koryto. Bagno jest niemal suche. Niestety – ta susza ma także swe paskudne konsekwencje: TOTALNE BEZGRZYBIE STRUKTURALNE – jak określa to Pan Bednarz.






Idę dalej czesząc las wzrokiem – na próżno. Nie ma nawet „trujaków”. Pierwszego muchomora znajduję dopiero za Harcerską Polaną. Potem trafiam na pogryzionego gołąbka… Po chwili znajduję pięknie rozwijający się okaz korzeniowca wieloletniego. Przez moment miga mi dziwna myśl, że jak tak dalej pójdzie, to będą w lasach tylko korzeniowce, stroczki i inne grzyby, które same sobie wytwarzają wodę z rozkładu celulozy… Przerażająco wyglądają małe dęby z omączonymi przez mączniaka liśćmi – znak, że susza wkroczyła w swą krytyczną fazę i dęby nie mogą się przed mączniakami obronić zwiększając turgor w komórkach liści. Potem trafiam na grzyby, które rosną tylko na buku – te mają się dobrze, jak widać na obrazkach. W chwilę potem przyłapuję czerwonego ślimaka na czynie zbrodni – zżerającego jakiegoś gołąbka.







Idę dalej – udaje mi się znaleźć jakieś twardzioszki na drodze ku Końskim Ugorom. Przy okazji fotografuję piękne dziewięćsiły bezłodygowe – podhalańskie chronione osty. I wreszcie – w sośninie natrafiam na pierwszego maślaka czekoladowego a za nim całe stadko! W chwilę potem napotykam na coś bardzo ciekawego – czekoladowy maślak i gołąbek (chyba gryszpanowiec) rosnące w braterskim uścisku! Dotychczas widziałem tylko borowiki i muchomory czerwone rosnące parami… - a zatem i inne grzyby też mogą robić coś takiego!






Czeszę las dalej i po kilku minutach napotykam na ładne, młode koźlarze czerwone. Biorę te śliczności do koszyka. I tu ciekawa rzecz – rosną one tam, gdzie gleba jest stosunkowo wilgotna. Niestety – jest ich tylko kilka.






I na tym koniec. Las jest suchy jak pieprz i nie ma w nich niczego, co nadawałoby się do zebrania. Wracam do domu z nosem na kwintę. Pogoda jest wciąż pochmurna, wiatr wiejący z NE wykręcił się na S, i podniosła się temperatura do +20°C, a wilgotność utrzymuje się w granicach 53%. Może wreszcie przyjdzie jakaś burza z opadem? W mediach są zapowiedzi, ale na ile się sprawdzą – tego nie wie nikt… Czekamy więc na deszcz! 

Filmiki:

video


video

video

video



wtorek, 27 sierpnia 2013

Pojaw późnoletni!


Mając zewsząd sygnały o pojawieniu się grzybów, zdecydowałem się na krótki wypad do lasów Na Podlaskach. Pogoda była już typowo jesienna: zachmurzenie 100%, temperatura zaledwie +14,5°C, wilgotność 65%, ciśnienie w granicach 1009 hPa, no i Księżyc idzie do nowiu, a zatem warunki wprost idealne. Tylko wciąż mamy za mało wody, ale w lesie na Ciosku nie było znów tak sucho, jak się obawiałem.




Najpierw znalazłem jakąś olszówkę czy coś olszówko-podobnego. Potem było długo, długo nic – aż wreszcie natknąłem się na pierwsze podgrzybki-zajączki.

Po kilkunastu krokach napotkałem pierwszą ławicę pocieców-wszystkich-grzybów-ocieców, a potem drugą. Wszedłem na północny stok Cioska i znalazłem pierwszą parę prawusów.  Potem drugą, trzecią i czwartą…





Niestety – w tej beczce miodu jest także potężna łyżka dziegciu: lasy są trzebione przez miejscowych i jest ich coraz mniej, a co gorsze – nie ma żadnych dosadzeń, a jeżeli nawet, to są tylko naturalne… Jak tak dalej pójdzie, to będziemy mieli taka sytuację jak w Kalwarii Zebrzydowskiej czy Tarnawie Górnej i Dolnej, gdzie obłędne wyręby doprowadziły do tego, że uruchomiły się zbocza gór i po każdym deszczu grożą osuwiska… Poza tymi przyjemnymi „wynalazkami” znajduję także dowód zbrodni dokonanej przez jakiegoś kłusownika – łuskę po naboju-samodziale kalibru 16. Kilka dni temu słyszałem tam strzały oddane późnym wieczorem, zatem jakiś skurwysyn kłusował i mordował jakieś zwierzę. Mam nadzieję, że ten łajdak pójdzie za to wprost do Piekła…







Czekamy nadal na deszcz – jak popada, to jest szansa na pojawienie się jeszcze czekoladowych maślaków, rydzów i podgrzybków brunatnych. A zatem modlimy się o deszcze!  





I kilka ujęć filmowych:

video

video

video

video