sobota, 30 listopada 2013

Pogodowe podsumowanie jesieni i kometa ISON



Jesień tego roku była – podobnie jak w ubiegłym – dla nas nader łaskawa. I niestety znowu dały się odczuć efekty ocieplenia klimatu w postaci rozmaitych kataklizmów pogodowych, która na szczęście ominęły nasze Miasto i Ziemię Jordanowską.


WRZESIEŃ – po suchym sierpniu, wrzesień nareszcie dał nam trochę więcej deszczu, aliści też niewiele – w ciągu tego miesiąca spadło nam zaledwie 123,27 l/m² wody z nieba. Temperatura maksymalna wyniosła +23,6°C w dniu 10.IX, zaś najniższa wyniosła -1°C w ostatnim dniu miesiąca, tym niemniej pierwsze nieśmiałe przymrozki miały miejsce już 6-8 i 28.IX, kiedy to wiał zimny, północny wiatr. Opady deszczu zabezpieczyły nam wreszcie solidny wysyp grzybów borowikowatych, który pojawił się około 9.IX. W dniu 12.IX spadł pierwszy śnieg w Tatrach, a zaś 18.IX śniegi pobieliły szczyt Babiej Góry. Należy tu odnotować, że w dniu 26.IX miała miejsce ostatnia burza w tym roku! Zmiany ciśnienia i rozkład pola barycznego spowodował, że często wiały dość silne wiatry z kierunków N i NE oraz SW. Te pierwsze przynosiły masy chłodnego powietrza, które doprowadzały do przymrozków. W omawianym okresie nie odnotowano jakichś gwałtownych zmian ciśnienia atmosferycznego, poza spadkiem do 1000 hPa w czasie burzy. W sumie ten wrzesień można uznać za udany.


PAŹDZIERNIK – rozpoczął się 2.X opadami śniegu w Rosji, Ukrainie i Rumunii, co było spowodowane zagonem arktycznego powietrza znad Bieguna Północnego nad Morze Czarne. U nas w tym czasie pojawił się przymrozek nocny do -1,7°C i ujemne nocne temperatury – nawet do -4,8°C – które trwały do 5.X. Po stosunkowo wilgotnym wrześniu, październik okazał się być wyjątkowo suchym miesiącem: suma opadów wyniosła u nas jedynie 23,67 mm! Dnia 11.X zima uderzyła w Austrię i Węgry, gdzie spadł śnieg. Tymczasem u nas temperatury utrzymywały się powyżej zera i mieliśmy piękną polską, złotą jesień. Temperatury maksymalne sięgnęły nawet do +24°C, co zawdzięczaliśmy wiatrowi halnemu dmuchającemu od 23 do 29.X, i w dniu 27.X temperatura w Makowie Podhalańskim dobiła nawet do +25,8°C! Niestety – wiatr halny wysuszył glebę i ściołę leśną, co spowodowało zakończenie masywnego wysypu grzybów borowikowatych. Tym niemniej w lasach wciąż były rydze i inne gołąbki, które zbierano przez cały czas. Ciekawostką był niemal całkowity brak kurek i goryczaków żółciowych, których w innych latach było zawsze pod dostatkiem. Wysypy grzybów borowikowatych zdają się sugerować przyjście ostrej zimy, jak w ubiegłym roku. Będziemy mogli zweryfikować tą ludową przepowiednię. Poza tym ciśnienie było dość wyrównane, poza silnymi spadkami czasie wiatru halnego, co atoli jest zjawiskiem naturalnym.


LISTOPAD – rozpoczął wiatr halny, który wiał do 3.XI. Poza tym halny wiał także w dniach 8 i 9.XI oraz 19-20 i 30.XI. Temperatura maksymalna sięgnęła do +15,5°C w dniu 1.XI, zaś minimalna spadła do -8,6°C w nocy 28.XI. W górach pojawiły się śniegi w dniu 4.XI na Babiej Górze i powyżej 1300 m n.p.m., zaś w następnym dniu śnieg zeszedł do wysokości 850 m. U nas pierwszy śnieg pojawił się w dniu 25.XI. i spadło ok. 5-10 cm świeżego puchu. Jednym słowem – zima pokazała swe forpoczty dość późno. Dość wspomnieć, że wcześniej, bo 24.XI, pojawiła się w Europie Zachodniej i to w Hiszpanii!!!

Listopad obfitował w groźne zjawiska atmosferyczne: tajfun Haiyan, który spustoszył Filipiny, huragan Cleopatra, który zdemolował Sardynię i Środkowe Włochy, a potem przetoczył się przez Rodos… Haiyan wiał z w porywach prędkością 376 km/h! U nas w dniu 19.XI.2004 roku wiało tylko prędkością 173 km/h, a jakie szkody przyniósł nam w miastach i drzewostanach. Ofiar na Filipinach jeszcze nie policzono – na dzień dzisiejszy – 3000 ludzi… Na Sardynii wiało tylko z prędkością 100 km/h, ale wiatrowi towarzyszyły opady deszczu, które Włosi nazwali bomba d’aqua – bomba wodna. Zginęło około 20 osób. Poza tym na Sardynią zawitała zima – temperatura spadła tam do -11°C, co uderzyło wsady oliwne…

U nas opady wyniosły 71,7 mm i grzyby można było jeszcze zbierać nawet 18.XI – wraz ze zmianą fazy Księżyca pojawiły się poćcie oraz koźlarze. I znów przypomina się rok ubiegły, kiedy to potężne maślaki zbieraliśmy 15.XI!


KOMETA C/2012 S1 (ISON)

Sensacją tej jesieni jest kometa ISON, którą być może uda się zobaczyć już w grudniu. Jej przejście przez punkt przysłoneczny – peryhelium – przyprawiło astronomów o palpitacje serca, bowiem nie byli oni pewni – uderzy w Słońce czy nie?  Pisze o tym Clas Svahn:

Teleskop kosmiczny SOHO zdjął obraz komety ISON, kiedy ta przechodziła koło Słońca w czwartek. Kometa ISON nie przetrwała jej niebezpiecznej podróży dookoła Słońca. NASA informuje, że kometa dekady nigdy nie pojawiła się po drugiej stronie Słońca, bowiem rozpadła się i znikła.
Już tydzień temu pojawiły się pierwsze oznaki tego, że kometa ISON zaczęła odczuwać negatywny wpływ silnego promieniowania słonecznego i zaczęła się częściowo rozpadać. Kiedy kometa zbliżyła się do Słońca w czwartek, nasiliła się jej fragmentacja.
O godzinie 21:20 CET, kiedy kometa znikła za Słońcem, w zapisach astronomów z NASA pojawił się zapis „nie widzimy komety ISON”.
Potem ISON znalazła się w peryhelium w odległości 1,2 mln km od powierzchni Słońca, albo cztery razy więcej od odległości Ziemia – Księżyc. I chociaż kometa leciała z prędkością 349 km/s, to i tak groziło jej zniszczenie przez promieniowanie naszej dziennej gwiazdy.
W godzinę później przyszedł raport, że ISON prawdopodobnie nie wytrzymał przejścia wokół Słońca, a o godzinie 23:40 CET nie było żadnych doniesień, że kometa jest dostrzegana. Wyniki obserwacji w miejscu, gdzie ISON powinna się pojawić były negatywne.
- Dziękujemy komecie ISON, bo prawdopodobnie się rozpadła. To było niesamowite, kiedy to się działo! – napisał na Twitterze pracownik NASA o godzinie 23:30.
Biorąc pod uwagę, że komety są opisywane jako „brudne kule śniegowe”  - składające się z lodu i skał – to łatwo zauważyć problemy, jakie pojawiają się, gdy odległość od Słońca jest zbyt mała. Spotkanie ze Słońcem możemy opisać jak wrzucenie śnieżki do ogniska.
Na zdjęciu, które zrobiono przy pomocy teleskopu SOHO w czwartek widać ISON zbliżającą się do Słońca. Czarne koło zasłania Słońce po to, by kamera sondy nie została oślepiona. Jest to jeden z ostatnich obrazów komety ISON.
Mam nadzieję, że ISON wzrośnie do rozmiarów jednej z największych komet, jak to było jesienią. W listopadzie była ona widoczna przez lornetkę nawet w Szwecji, a jej ogon stanie się dłuższy.
Jeśli wszystko poszło tak, jak opisano powyżej, to wielu astronomów profesjonalnych jak i amatorów ma nadzieję, że w czasie oblotu Słońca z głowy komety uwolniło się jeszcze więcej pyłu i być może w grudniu będzie ona jednak widoczna gołym okiem po zachodzie słońca w późnych godzinach popołudniowych.
Ale to nie był pierwszy przypadek połknięcia komety Bożonarodzeniowej przez Słońce.
Kometa ISON, jak sądzono, została w czwartek zniszczona przez Słońce, jednak wierzono w to, że przetrwały jakieś jej fragmenty.
W dniu 30.XI, NASA pisze na Twitterze, że kometa straciła wiele ze swej masy po podgrzaniu jej przez Słońce do temperatury niemal 2000°C w czasie przejścia koło naszej dziennej gwiazdy. Jak się wydaje, eksperci byli gotowi napisać jej nekrolog w dniu wczorajszym. Na obrazach z Solar Satellite widać, jak ISON leci w stronę Słońca z dużym i jasnym warkoczem, natomiast z drugiej strony wychodzi z o wiele słabszym i rozrzedzonym ogonem.
- Wygląda to tak, jakby część „rdzenia” komety ISON przetrwała przejście przez peryhelium i wyszła po drugiej stronie. Kometa wyśle troche gazu i cząstek, ale pytanie brzmi: jak długo przetrwa - mówi badacz komet Karl Battams z Naval Research Laboratory dla CNN.
Być może to oznacza, że kometa będzie widoczna gołym okienna początku grudnia, jak wielu ma nadzieję, ale jest za wcześnie by na to odpowiedzieć. Istnieje ryzyko, że straci ona jeszcze więcej masy.
W ciągu kilku najbliższych dni astronomowie będą mogli powiedzieć na pewno, czy ISON będzie mieć wielkość jakiej się spodziewano, kiedy kometa przejdzie najbliżej Ziemi w odległości 63.000.000 km w dniu 26.XII.2013 roku.

Wywołując ostatnie obrazy komety pisze Wayne Herschel:

- Dziwna koma… Dwa warkocze – jeden ze zjonizowanych gazów a jeden z pyłu wydają się szerokie, ponieważ ogon oddala sie od Słońca i satelity. Koma ma dziwny kształt, ale jej jednorodność sugeruje, że głowa komety nie została naruszona, ale nie ma wątpliwości, że znajduje się w niej masa niebezpiecznych odłamów…


A zatem obserwujmy! 

czwartek, 28 listopada 2013

Śmieci, ścieki i urzędnicza wyobraźnia

Smog nad doliną Skawy

Od pewnego czasu mamy w naszym mieście problem śmieciowy. W teorii wszystko było ładnie i cacy-glacy: jest firma, która zbiera śmieci w wyznaczone dni w zamian pozostawiając worki, jak które się płaci w Komunalce. Ale tak jest na papierze, bo w praktyce jest zupełnie inaczej – firma zbiera worki i zawartość pojemników jak jej się podoba. Albo zbiera, albo nie. Ostatnio nie zabrano mi śmieci z pojemnika na niesegregowane i ktoś uznał, że wszystko jest OK., a ja i tak zapłacę w dwójnasób, bo do starych – tych pozostawionych – dojdą przecież nowe, za które też zapłacę, bo nie mam żadnego innego wyjścia. Praktyki monopolistyczne, czy może zwykłe oszustwo i wyciąganie mieszkańcom dodatkowej kasy za usługę, której nie wykonano?

A tak jeszcze à propos śmieci, to plastyki nadal się pali w paleniskach i mało to kogo obchodzi. Po zapadnięciu zmroku na ulicach czuć smród palonych polietylenów, poliwinyli, poliuretanów, itd. itp. – więc to całe gadanie o utylizowaniu plastyków jest zwykłym biciem piany. Na Rynku, na miejscu do parkowania wylewają się całe litry oleju z silników i nikt tego nie zauważa i nie reaguje. Może jak kiedyś ktoś złamie nogę i wytoczy Miastu proces o odszkodowanie, to problem zostanie dostrzeżony…?

Kolejna śmierdząca – dosłownie i w przenośni – sprawa: ścieki miejskie. Ciekawy jestem, kiedy wreszcie do urzędników z Magistratu i PT. Radnych dotrze prosty fakt, że większość domów zbudowanych w latach 20., 30., 40. i 50. odprowadza swe ścieki do burzówki, bo wtedy nie budowano szamb. Kiedy wreszcie dotrze do PT. Decydentów to, że zamiast narażać mieszkańców na koszty budowy dużej ilości szamb trzeba po prostu skanalizować ulice i zbudować oczyszczalnie ścieków. I to jest jedyny sensowny kierunek działania, a nie jakieś księżycowe projekty na które większość mieszkańców po prostu nie stać! Nie każdy bierze po 10.000 PLN na miesiąc. Na ulicy Mickiewicza mieszkają emeryci i renciści, którzy mają maksymalnie 1000 - 1300 PLN miesięcznie swych emeryturek, co ledwie starczy im na przeżycie. A za to mają jeszcze wybudować szamba i drogi dojazdowe do nich! Dlaczego nie zajmie się tym Miasto? - przecież można dostać na to dotacje z Unii Europejskiej! Pieniądze na to są, tylko trzeba się wokół tego zakręcić! Tak jest w całej Polsce, ale nie w Jordanowie. Wracając jeszcze na ulicę Mickiewicza, kiedy wreszcie zostaną naprawione tamtejsze chodniki? – kornie naszą Zwierzchność o to kwestionuję. Zaiste ulica ta jest zapomniana przez Boga i Ojców naszego Miasta!

Urzędnicza wyobraźnia: „nie da się”, „niemożliwe do zrobienia”, „nie ma na to środków”, „nie ma na to pieniędzy”… - a co do licha ciężkiego! Jak to nie ma??? W sąsiednich miastach i wsiach jakoś były i się dało i było do zrobienia – tylko trzeba było chcieć. Sąsiednie miejscowości skanalizowano, zgazyfikowano, odnowiono co się tylko dało odnowić: budynki publiczne, drogi, zbudowano chodniki… No, ale jak cały czas dba się tylko o swój wizerunek – modnie teraz nazywany „piarem”, to nie ma się czasu na konkretne działanie, poza rozdymaniem do wielkich sukcesów jakichś śmiesznych mikro-osiągnięć, prawie jak za Gierka. Tylko że Edward Wspaniały coś robił konkretnego, zaś dzisiejsza władza nie robi niczego, poza obcinaniem kuponów z tego, co ktoś kiedyś zrobił dla nas, dla Miasta, dla kraju wreszcie. Tak jest w skali lokalnej i globalnej. Oczywiście najlepiej jest pójść po najprostszej linii i trzepnąć obywatela po kieszeni. Tak jest najłatwiej. Tylko że to potrafi byle głupek. Ale przypominam – to wszystko jest DO CZASU! A jak pokazuje praktyka – NIE MA takiej władzy, której nie można by odwołać. Dlatego też władza chce na gwałt zmienić prawo o referendach, bo zaczęła się wreszcie bać, że ludzie wystawią jej słony rachunek.


A mogą go wystawić już w następnych wyborach…   

poniedziałek, 25 listopada 2013

Pierwsze uderzenie zimy


Wczoraj po południu obserwowaliśmy przez kamerki internetowe, jak zima skradała się do naszego kraju. U nas było pochmurno i deszczowo, ale wciąż ciepło – temperatura trzymała się +7,4°C. natomiast w Świnoujściu wiało i niebo było już pogodne, zaś na Helu wiało i śnieżyło oraz deszczyło, a śnieg leżał na molo tamecznej Mariny. Nie było tego wiele, ale zawszeć to coś…








U nas zaczęło się w nocy. Najpierw padało, potem wiatr stężał i powietrze się ochłodziło do -1,8°C, a z nieba zaczęły poza kroplami deszczu spadać białe płatki. O godzinie 03:30 pobieliło dachy, a o 06:00 zasuwałem do sklepu brodząc w śniegu. Nie było tego wiele, jakieś 8-10 cm, ale było! No i ciśnienie ruszyło do góry, a w miarę upływu dnia koło południa zabłysło słońce. Nie ma co narzekać – jak na razie to i tak Pani Aura potraktowała nas łagodnie w porównaniu z tym, co się działo w reszcie Europy: śniegi w Hiszpanii, wichura na Rodos, cyklon na Sardynii i środkowych Włoszech. Coraz gorsze i silniejsze zaburzenia atmosferyczne, ale oczywiście ekologiczni analfabeci wciąż twierdzą, że nic się nie dzieje i że to jest normalne. No cóż – głupota nie boli! 

video

video
  

niedziela, 24 listopada 2013

Magia jesiennej mgły


Pogoda nas wciąż jeszcze rozpieszcza. Temperatura plusowa w dzień i w nocy, ciągle jeszcze nie ma śniegu. Pierwszy śnieg zatrzymał się na 800 m n.p.m. i niżej nie zszedł. A przecież w 2004 roku było już biało po straszliwej wichurze, która spustoszyła TPN i TANAP i „wywiała” ponad 30 km² lasu. Wtedy wiatr wiał z prędkością 173 km/h i zerwał w Jordanowie kilka dachów. Natomiast w ubiegłym roku było jeszcze ciepło i grzybowo!    




Parę dni temu przejechałem się na Wysoką – dzień był mglisty, uroczo szary i wygaszony. Na zdjęciach widzimy wysoczański Dwór. W lesie drzewa już bezlistne, romantyczne i reumatycznie. Grzybów brak – niestety…





Jednakże ta sielanka się już kończy – dzisiaj rano temperatura wynosiła jeszcze +7,6ºC, ale wieczorem już spadła do +4,1ºC i nadal spada. Z szarego, chmurnego nieba pada deszcz, który w każdej chwili może przejść w deszcz ze śniegiem. Cóż – wszystko co dobre kiedyś się kończy. Na pocieszenie dodam, że zima też ma swe uroki!




sobota, 23 listopada 2013

Monasteriologia małopolska



W dniu 22.XI.2013 roku, w jordanowskim MOK miała miejsce bardzo ciekawa prelekcja prowadzona przez mgr Stanisława Bednarza na temat klasztorów i życia klasztornego na terenie południa Małopolski. W czasie swego półtoragodzinnego wystąpienia, Pan Bednarz omówił wszystkie istniejące w naszym regionie klasztory i zgromadzenia Franciszkanów, benedyktynów, Cystersów, Jezuitów, Klarysek, Bożogrobców i innych, a także poruszył problematykę istnienia pustelni i pustelnictwa na naszym terenie, a także zwrócił uwagę na osobliwości architektoniczne klasztorów, w których oni zamieszkiwali.

Poza tym omówione zostały niektóre aspekty polityczne towarzyszące życiu monastycznemu w naszym kraju na przestrzeni od Chrztu Polski aż do czasów rozbiorów, kiedy to władze CK Monarchii Austrowęgierskiej za czasów józefińskich dokonały kasacji niektórych zakonów i zgromadzeń motywując to „próżniaczym trybem życia zakonników” ergo ich nieprzydatnością dla K. u. K. Monarchii. Poza tym wspomniano niektóre epizody historyczne towarzyszące powstaniu opactwa benedyktyńskiego w Tyńcu, cysterskiego w Szczyrzycu czy w Suchej Beskidzkiej, gdzie widać także ślady działalności zakonników do dziś dnia. Ze Szczyrzycem wiąże się ciekawa legenda na temat Diablego Kamienia, który znajduje się w odległej o 2 km Smykalni, a obok którego znajduje się pustelnia. Sam teren jest mocno obstawiony krzyżami i dewocjonaliami, by diabelskie siły nie przeniknęły do stojących nieopodal domów… 


Omówiono także pozostałości po zakonie Cystersów w Ludźmierzu, gdzie dzisiaj znajduje się sanktuarium Matki Boskiej Królowej Podhala. Szczególną uwagę zwrócono na klasztor i sanktuarium Matki Boskiej Zielnej w Kalwarii Zebrzydowskiej, które są celem mnogich peregrynacji odbywanych przez grzesznych Polaków, i nie tylko, a które słynne jest ze swych pięknych kaplic i zabytków sztuki gromadzonych tam od 1600 roku.

Notabene z tym sanktuarium wiąże się legenda o diable, który chciał je zniszczyć i w czasie jego budowy w latach 1606-1610 chciał zbombardować głazem zabranym z Babiej Góry. Aliści nie udało mu się, bo na przeszkodzie stanął mu kogut, który swym pianiem wytrącił mu ten głaz, który spadł na grzbiet góry Chełm, gdzie wytrysło źródło Zimna Woda, które bije tam do dziś dnia… I tam także znajdują się krzyże i kapliczki, których zadaniem jest chronienia ludzi od wpływu Złego.

Spotkanie było bardzo ciekawe dla miłośników historii, lokalnych osobliwości i podróży. Mamy nadzieję, że takich interesujących spotkań o takim wysokim poziomie będzie jeszcze więcej!      

piątek, 22 listopada 2013

KTO MOŻE, NIECH POMOŻE!!!



Drogi Przyjacielu WWF,

Pilnie potrzebujemy Twojej pomocy.

W piątek, 15 listopada, wieczorem, wolontariusze Błękitnego Patrolu WWF odebrali
zgłoszenie o wyrzuconym na brzeg wielkim martwym morskim ssaku. Okazało się,
że jest to ponad siedmiometrowej długości wal butelkonosy. Obecnie pracownicy
Stacji Morski Instytutu Oceanografii Uniwersytety Gdańskiego próbują się dowiedzieć,
jak żył i co doprowadziło do jego śmierci.

W Bałtyku pozostało zaledwie około stu morświnów  –  małych, bałtyckich kuzynów
delfinów i butelkonosego wala. Próbujemy je chronić w ramach Konwencji Bońskiej -
o ochronie wędrownych gatunków dzikich zwierząt.

Dzięki Błękitnemu Patrolowi WWF monitorujemy polskie wybrzeże, niesiemy  pomoc
potrzebującym ssakom morskim, szybko reagujemy w przypadku wszelkich
przyrodniczych zagrożeń, by móc zapobiegać im w przyszłości.

Pomóż nam chronić Bałtyk i zamieszkujące go ssaki!

Prosimy, wspomóż nas swoją darowizną: http://goo.gl/c6ZQBU

Każda przekazana złotówka ma znaczenie!

Dziękuję,

Katarzyna Pietrasik
Koordynatorka Błękitnego Patrolu WWF

czwartek, 21 listopada 2013

Oszpecanie naszego Miasta – ciąg dalszy


Nasze Miasto ma szczególne nieszczęście – jest pięknie położone, ma piękny śródmiejski park – coś à la Central Park w Nowym Jorku, tyle że mniejszy – i jest w ogóle pełne zieleni. Nie wiem tylko, komu ona przeszkadza. Od kilku lat obserwuję eksterminację drzew przeprowadzaną przez kolejnych tzw. "ojców" Miasta: najpierw jeden wytrzebił drzewa przy drodze na Skotnicę, potem była rzeź drzew wzdłuż DK 28, następny burmistrz wyciął dwie okazałe topole rosnące przed Magistratem i na szczęście nie zdążył więcej. W tzw. międzyczasie wycięto kilka zdrowych lip na cmentarzu. Nie ruszyli ich Niemcy, nie ruszyła ich komuna, wyciął je polski proboszcz. Wstyd i hańba – słowo używane namiętnie przez tzw. „środowiska narodowo-patriotyczne”. Kolejny burmistrz się już wycwanił i prowadzi pełzającą wycinkę: tu jedno drzewo, tam dwa… teraz zabrał się za szpecenie ulicy Słowackiego. Wygląda to okropnie! No cóż, niektóre natury uważają, że najlepszym i najnowocześniejszym rozwiązaniem urbanistycznym są gołe, bezdrzewne, wyasfaltowane i wybetonowane przestrzenie, gdzie latem słońce wypala ludziom mózgi, a zimą hulają śnieżne zawieje… Gdzie hałas sięga granic bólu, a smród spalin kręci w nosie i otępia. Ale przecież najważniejsze jest to, że nie ma liści do sprzątania!!! Taki jest tok myślenia tych ekologicznych analfabetów.  


Owszem, chore i stare drzewa powinny być usunięte – ale niech na miejsce wyciętego zostanie wsadzone nowe. Czy tej prawdy nie chce zrozumieć Magistrat i jego urzędnicy decydujący o wyglądzie Miasta? Owszem, wsadzono kilka na zachodniej pierzei i wzdłuż ul. Piłsudskiego, ale to wszystko mało. A odgałęzianie drzew jest wstępem do ich wycięcia. Tak się składa, że jeżdżę od czasu do czasu po Europie, i w każdym normalnym kraju dba się o miejską zieleń – oczywiście poza Polską, gdzie tnie się klony, jesiony, lipy, dęby, buki i graby z uporem maniaka nasadzając na ich miejsca jakieś cyprysy, żywotniki i jałowce, które pasują do polskiego krajobrazu, jak pięść do nosa. Ale to akurat jest normalne w społeczeństwie, które małpuje obce wzorce bez ładu, bez składu, a nade wszystko bez smaku i dobrego gustu. Polska była pawiem i papugą Europy – teraz stała się małpą kopiującą bezmyślnie obce wzorce. Przykre to jest i mało zabawne. Cieszmy się zatem tym, co jeszcze pozostało, bo wkrótce i tego nie będzie…

piątek, 15 listopada 2013

Listopadowy spacerek


Pogoda dzisiaj typowo listopadowa – mgła, bezwietrznie, ale wciąż nawet ciepło – temperatura dobiła nam do +7,9°C. Ciśnienie idzie powoli do góry, ale to taki zgniły, mokry wyż – 85% wilgotności powietrza. Ale idę w las – niedaleko, do Lasu Starego Majerza, gdzie zazwyczaj chodzę po zakończeniu sezonu.





Koloryt już późnojesienny, szarości i brązy przełamane zgaszoną zielonością – oto barwy Beskidów. Przekraczam Strącze i wchodzę do lasu. Teraz, kiedy jest już bezlistny wygląda przerażająco – teraz widać, ile drzew wycięto. Te lasy Gina i to w przerażającym tempie. Złodzieje kradną, co tylko się da, bo kradzieże drewna z lasu to nie są przestępstwa, zresztą kto by je ścigał?











Rozglądam się za grzybami i po chwili widzę dość dużego, ale pogryzionego poćca. Potem drugiego. Po przebyciu pół kilometra napotykam na pięknego szmaciaka gałęzistego, a w chwilę potem – czubajkę! A zatem grzyby jeszcze są – wprawdzie nie takie, jak rok temu, ale zawsze. Ale to już chyba ostatnie podrygi, bo choć jest jeszcze ciepło, to czuje się coraz ostrzejszy zapach powietrza. Zbliża się zima.  



czwartek, 14 listopada 2013

piątek, 8 listopada 2013

Halny w beskidzkiej Szamballi…


Dzisiejszy dzień zaczął się od pięknej pogody – na niemal bezchmurnym niebie świeciło słońca, a i noc była ciepła - +9,7°C! ciśnienie powoli leciało w dół, znakiem tego należało się spodziewać wiatru i to od południa.

video

Wyruszyłem w góry o 09:45 i udałem się najpierw na północno-wschodni stok Cioska, a następnie na Grań, by w końcu znaleźć się pod szczytem Hyćkowej Góry, gdzie doszedłem na godzinę 11:20. Niestety, mimo tego, że mamy trzeci dzień po nowiu i w Krakowie na Kleparzu Pan Bednarz widział ogromne borowiki i kurki oraz – w mniejszej ilości - podgrzybki, a tych naszych lasach grzybów na lekarstwo. Ciekawa rzecz – na Kielecczyźnie sypnęło zdrowo grzybami (zgodnie zresztą z moimi przewidywaniami) a pod Krakowem i u nas już nie…

video

Tym niemniej coś się znalazło – przede wszystkim stare poćce i „mleczaki” oraz nowe gołąbki. Na Stoku Grani znalazłem duży okaz szmaciaka gałęzistego vulgo siedzunia sosnowego – na oko mającego jakiś kilogram. Wspaniały okaz „mózgu”! Cieszy mnie to, że jest ich coraz więcej, bo ludzie tego nie zbierają, ale czasami niszczą… Gatunek ten jest pod ścisłą ochroną!!! Poza tym znalazłem także 1 (słownie: jedną!!!) kurkę! No i oryginalne porosty. Ciekawa rzecz - na dębach nie zauważyłem ani jednego żołędzia, natomiast buki uginały się od bukwi! Ciekawym, co to wróży?

video

No i widoki! Jesienne Beskidy są cudowne, nawet kiedy przyjdzie już ostatni miesiąc jesieni. Na szczycie Grani zaczęło wiać ciepłem od Tatr. Termometr od razu podskoczył do +16,9°C. W powietrzu zatańczyły złote liście brzóz. Nad górami pojawiły się prześwietlone słońcem chmury… Dla mnie tak właśnie powinna wyglądać mityczna kraina mędrców – legendarna, święta Szamballa!

video

Wygląda na to, że po ustaniu halnego zmieni się pogoda - zacznie lać i może nawet śnieżyć. Na Babiej Górze śniegu prawie nie było, ale znów ja może pobielić, jak wiatr zmieni kierunek i przejdzie chłodny front atmosferyczny. Śnieg był najpierw na 1300 m n.p.m., dwa dni temu już na 850 m, teraz może już zejść niżej…  

video
      

Matrix



Szanowni Państwo,

- poniżej dwie ważne informacje. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby je przeczytać i zdecydować co dalej...

1. Nowa kukurydza GM dopuszczona w UE...a więc i w Polsce.
6 listopada 2013 Komisja Europejska autoryzowała kontrowersyjną, genetycznie modyfikowaną kukurydzę SmartStax do stosowania w żywności i w paszach.  Decyzja zapadła pomimo tysięcy protestów wysłanych do Komisji...Choć kukurydza SmartStax została zmodyfikowana genetycznie do wytwarzania sześciu białek owadobójczych i jest odporna na dwa herbicydy, nie zbadano w ogóle (!) skutków połączenia się pozostałości oprysków i toksyn owadobójczych. EFSA nie zleciła też badań nad żywieniem tymi roślinami pod kątem ich oddziaływania na zdrowie. 
Razem z kukurydzą SmartStax wprowadzono już do UE w sumie 49 genetycznie modyfikowanych jednostek do stosowania w żywności i paszach, w tym dwie do upraw...WIĘCEJ na końcu, za stopką.

2. Matrix to współczesny, fikcyjny świat wykreowany po to aby ukrywać prawdę... ZAPRASZAMY na spotkania podczas których pokazujemy jak wychodzić z tego Matrixa i budować niezależność:
a) 17 listopada pokażemy Wam inną, młodą twarz (a właściwie twarze) ruchu spółdzielczego. Nasi goście z Anglii, Joanna Bojczewska i Adam Payne opowiedzą o swojej pracy w Kooperatywie Spożywczo-Ogrodniczej "Organiclea" w Londynie, podzielą się też sprawdzonymi pomysłami na efektywne działanie spółdzielni, która dobrze sobie radzi, konkurując na komercyjnym rynku. Tytuł spotkania WSPÓŁPRACA MIASTO - WIEŚ. Jak działają spółdzielnie w Anglii.
b) 01 grudnia odbędzie się spotkanie pt. "Wyjść z Matrixa - zbudować Arkę" poświęcone tworzeniu samowystarczalnego stylu życia. Sir Julian zaprasza:  http://youtu.be/8E8kYZQC0w8

Szczegóły wydarzeń można znaleźć na stronie: 
http://eko-cel.pl/warsztaty

Z pozdrowieniami, 
Jadwiga Łopata i Julian Rose
==========================
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114  biuro@icppc.pl
www.icppc.pl   www.gmo.icppc.pl   www.eko-cel.pl
WEŹ UDZIAŁ W WARSZTATACH W EKOCENTRUM ICPPC www.eko-cel.pl

czwartek, 7 listopada 2013

Co to za grzyby?


Jeden z moich znajomych znalazł coś podobnego w okolicach Wielunia i sfotografował a następnie posłał do mnie z prośbą o pomoc w identyfikacji. Ponieważ nie jestem zbyt kompetentny, zwracam się do Czytelników: może ktoś z Was potrafi powiedzieć, co to za grzyb czy roślina, która wygląda jak skrzyżowanie piestrzenicy, lepiężnika ze szmaciakiem gałęzistym vel siedzuniem sosnowym?




Zaznaczam, że padły już różne propozycje: a to mutant poczarnobylski czy po Fukushimie, a to jakaś krzyżówka czegoś z czymś, a to jeszcze coś innego…




Czekam na odpowiedzi! 

środa, 6 listopada 2013

Jesienny deszcz i pociąg-widmo


Wszystko co dobre kiedyś się wreszcie kończy i tak skończyła się pogoda. Po pogodnym dniu Wszystkich Świętych i ciepłym acz pochmurnym Dniu Zadusznym, spadło ostro ciśnienie atmosferyczne i zrazu dmuchnęło wiatrem halnym, ale jednocześnie pojawiły się chmury. Temperatura maksymalna dobiła nam do +15,4°C, zaś minimalna spadła do +3,2°C, aliści w czasie dwóch nocy temperatury minimalne wynosiły +8,4ºC i aż +9,8°C. Tak było do wczoraj. Przez cały wczorajszy dzień padał deszcz i suma opadów wyniosła 19,24 l/m²/24 h. Przedwczoraj i wczoraj padał śnieg w górach i to nie tylko w Tatrach, ale także na Babiej Górze oraz Złotej Grapie, Okrąglicy i innych górach do wysokości najpierw do 1300 a potem już do 850 m n.p.m.





Dzisiaj pochłodniało – mamy już tylko +8,2°C i wciąż niskie ciśnienie, które trzy dni temu spadło do 985 hPa, ale to jeszcze nie był rekord. W tej chwili ciśnienie idzie w górę w tempie 1 hPa/2-2,5 h.

Księżyc jest po nowiu, a zatem w lasach powinny pojawić cię znowu grzyby. W zeszłym roku w ciepłym listopadzie około połowy miesiąca pokazały się ogromne i zdrowe maślaki czekoladowe. W dniu jutrzejszym ma być cieplej i pogodniej, więc trzeba będzie do lasu zajrzeć – bo a nuż a widelec cos się trafi. Nasz sąsiad opowiedział mi, że w Skarżysku Kamiennej na bazarze były ponoć duże i zdrowe borowiki prawusy a 20-25 PLN/kg! A zatem jutro w las – o ile pozwoli Pani Aura!

video


I jeszcze jedna ciekawostka. Dzisiaj linią kolejową z Krakowa do Zakopanego przejechał pociąg-widmo. Był długi, złożony z jakichś dziwnych wagonów i najzupełniej nieoświetlony! Ani przednich ani tylnych – a przecież powinny się palić 2-3 białe światła na lokomotywie i 2 czerwone tylne światła na ostatnim wagonie, tymczasem nie paliło się żadne światło. Przyznaję, że poczułem się nieswojo…! Na wszelki wypadek sfilmowałem ten przejazd – niestety w gęstniejącej ciemności pociąg ten tylko słychać, a nie widać. No po prostu pociąg-widmo!