czwartek, 31 lipca 2014

Drogowy klincz: koszmaru ciąg dalszy

Miejsce wypadku od strony Jordanowa

We wtorek, 29.VII na ul. 3 Maja czyli tzw. Zakrętach doszło do koszmarnego (ze względu na następstwa) wypadku. Zderzyły się dwie ciężarówki, z których jedna przewoziła butelki na 30 paletach – w sumie 16 ton, a druga drewno. W rezultacie tego kilkaset butelek zamieniło się w szklane drzazgi, które dodatkowo zablokowały oba pasy jezdni i to na 6 godzin.

Widok na trzeci zakręt, na którym doszło do przemieszczenia się ładunku butelek

Nie byłoby w tym nic dziwnego – takie wypadki się zdarzają wszędzie, ale to, co było ich następstwem – przeraża. Kiedy wyszedłem na miasto ok. godziny 14:00, to w oczy rzuciły mi się przede wszystkim unieruchomione TIR-y blokujące skrzyżowanie na Rynku i kierowcy osobówek kręcący się jak błędne owce w poszukiwaniu drogi wyjścia z korka, który utworzył się tymczasem na kierunku do Suchej Beskidzkiej. Niektórzy po prostu stanęli i klęli w żywy kamień. Ani jednego policjanta, ani jednego strażaka, który pokierowałby ruchem, policja dopiero pojawiła sie, i jadąc o 16:00 do Toporzyska widziałem radiowóz i policjanta kierującego ruchem pod Ratuszem. No i można było w miarę spokojnie przejechać.

Po raz któryś z kolei na Zakrętach doszło do wypadku, który zablokował przejazd – szczególnie powodują to duże ciężarówki TIR, które są trudne do ominięcia i jeszcze trudniejsze do wyprzedzenia. Ich kierowcy mają się za królów szos, którym nikt nic nie zrobi, z racji wielkości ich pojazdów. Tymczasem – jak widać – umiejętności tych „królów” nie wystarczają do bezpiecznej jazdy – szczególnie na górskich serpentynach. No i wreszcie jakiś „król” może wreszcie trafić na drugiego „króla” i wtedy mamy to, o czym powyżej.

Feralny zakręt i odcinek DK-28 wiodący do Jordanowa


Kiedyś były propozycje wyłączenia z ruchu tranzytowego Rynku i wybudowania lub przeprowadzenia obwodnicy dla naszego miasta. Oczywiście nie ma na to ani chęci, ani pieniędzy. Innym razem zaproponowano przebicie tunelu pod miastem. Pomysł niezły, ale czy realny? Też wątpię, bo nie ma na to kasy i nade wszystko chęci. Wiec wszystko pozostanie po staremu.


A skoro nie ma kasy na obwodnicę czy tunel, to niechże chociaż służby ruchu robią to, co do nich należy, by nie powtórzył się drogowy klincz sprzed paru dni…


niedziela, 27 lipca 2014

„Ponuraki” na jordanowskich Plantach




Starodrzew jordanowskich Plant Szubertowskich...

Ostatnie deszcze i burze, choć mało obfite i suche, spowodowały to, że wraz ze zmianą fazy Księżyca - co miało miejsce w dniu 26.VII – grzyby pojawiły się także na Plantach jordanowskiego Rynku. Szczególnie pod tym względem jest bogaty starodrzew parkowy Plant Szubertowskich, gdzie – jak widać na zdjęciach – pojawiły się przepiękne wbrew swej nazwie borowiki ponure, gołąbki i … kurki! Poza tym inne jeszcze jakieś grzybki, które nie oznaczałem.






...i urocze "ponuraki" w jego cieniu

Niestety – starodrzew ten jest wciąż zagrożony przez „ojców” naszego miasta, którym te drzewa bardzo przeszkadzają – najpierw wycięto topole, potem lipy szerokolistne i klony… Doprawdy można tylko siąść i płakać nad bezdenną głupotą tych ludzi, którym wydaje się, że tylko wielkie i puste przestrzenie na Rynku to krzyk idiotycznej mody lansowanej przez rozmaitych „speców” od urządzania zieleni miejskiej. Zieleń jest naturalną ochroną w upalne dni od rażącego słońca, kurzu, dymu i hałasu. Pozbawienie Rynku zieleni zmieni go w wielką patelnię. A nie ma nic gorszego od smrodu spalin i ryku silników samochodowych na słonecznym placu bez odrobiny cienia i temperaturze powyżej +30°C!  







...oraz inne grzybki naszych Plant.

Zaś co do grzybów w „normalnych” lasach, to oczywiście są, ale jest więcej grzybiarzy, niż grzybów, więc ich ilość spada. Tak czy inaczej mamy na razie ładny wysyp borowikowatych – szczególnie borowików szlachetnych, „ceglasiach”, ale także i „ponurakach” i goryczakach żółciowych, które pojawiły się w lasach Na Podlaskach. No i już od co najmniej tygodnia mamy tu rydze - które pojawiaja sie dopiero we wrześniu!  

czwartek, 24 lipca 2014

30 mm deszczu


Ostatnie dwa dni były deszczowe i stosunkowo chłodne. O ile jeszcze 21.VII mieliśmy +30°C i duszny upał, to już następnego dnia temperatura spadła o 5°C, a dzisiaj do +23°C w najcieplejszym momencie dnia. No i 21.VII zaczęły się opady: najpierw 2,08 l/m², potem 0,01 mm mżawki i wreszcie w dniu wczorajszym otwarły się niebiosa i lunęło – w ciągu 24 godzin spadło 30,68 l/m². Ziemia odetchnęła, a my także odetchnęliśmy od wilgotnego skwaru. W lasach cały czas są grzyby, więc nie jest źle…



Tymczasem na Słowacji deszcze te spowodowały powódź w okolicach Terhovej, gdzie zginął polski turysta. W Tatrach pioruny zabiły dwóch turystów. Robi się niebezpiecznie, na szczęście aeria się uspokoiła i dzisiaj już nie padało i było stosunkowo chłodno. Można było oddychać i nie pocić się jak spod tuszu. Księżyc idzie do nowiu, a zatem czekamy na kolejny wysyp. TV zapowiada +25°C i burze, weekend zapowiada się upalnie i znowu powyżej +30°C! No i znowu burze…  

video

video

video
Oberwanie chmury 24.VII.2014 r.  

wtorek, 22 lipca 2014

W Kotlinie Nowotarskiej


W niedzielny poranek, przy pięknej letniej pogodzie, pojechaliśmy na przejażdżkę po śladach ojca Ani, który zanim sprowadził się do Jordanowa to mieszkał w Sieniawie. Najpierw pojechaliśmy na Wysoką, a następnie objazdem przez wodę do Spytkowic, bo mostek jest w naprawie i można jechać drugim mostkiem odległym o jakieś pół kilometra, albo brodem odległym o 200 m, potem pojechaliśmy do Sieniawy po wspaniałej drodze DK-958 wiodącej przez Rabę Wyżną – wieś z której pochodzi kard. Dziwisz, a którego pomnik widać już z daleka.




W Sieniawie nie udało nam się znaleźć domu ojca Ani – nie dziwota, przecież to przedwojenny dom, więc już może nie istnieć. Z jego opowieści wynikało, że jeździł rowerem na jarmark w Nowym Targu, ale nie przez Pyzówkę i Klikuszową, ale przez Bielankę – Pieniążkowice – Długopole – Ludźmierz. NB, przez Bielankę kilka lat temu przeszła trąba powietrzna, dziś nie ma po niej śladu.

I tu rzecz ciekawa – opowiadał on, że jak jeździli wcześnie rano rowerem czy furmanką i powracali późną nocą, to w lasach pomiędzy Bielanką a Pieniążkowicami ich „straszyło”. W ciemnościach nocnych słychać było brzęk łańcuchów, w głębinach leśnych mżyły światłem jakieś ognie… także w samej Kotlinie Nowotarskiej pokazywały się błędne ogniki – co akurat jest zrozumiałe, bo to tereny bagienne i torfowiska. A wedle niektórych autorów tam właśnie „straszyło” na potęgę! Ale mu jechaliśmy tam w ciepły lipcowy dzień i noc nas nie „strachało”.





Po drodze podziwialiśmy krajobrazy – widok na Tatry od południa i na Pasmo Babiogórskie i Pasmo Żeleźnicy od północy. No i te łąki porośnięte wierzbówką tworzące malinowo-różowe kobierce ciągnące się całymi hektarami. Po drodze zwiedzamy Pyzówkę, gdzie bywało się tylko przejazdem – koleją do Nowego Targu i Zakopanego, a także Morawczynę i Trute. Parę lat temu przez Morawczynę przeszła trąba powietrzna dewastując kilkanaście zagród. Do domu wróciliśmy via Ludźmierz i Czarny Dunajec. Wracając widzieliśmy nad Pasmem Babiogórskim, Tatrami i Gorcami rosnący klaster burzowy, ale nie było paliwa dla burzy – pary wodnej. Kiedy wróciliśmy do domu, to na termometrze było +32,6°C, a wilgotność powietrza wynosiła 12% przy ciśnieniu 1010 hPa. Tak więc burza termiczna nie miała szans się rozwinąć.




Dopiero wczoraj przy temperaturze +30°C nad Jordanów nadpełzły ciemne chmury znad Orawy i usłyszeliśmy grzmoty, ale burza ominęła nas od południa – nad Orawą i Tatrami grzmiało i błyskało, a według wskazań z internetowej Mapy Burz, potężne burze szalały nad słowacką Oravą i Kysucami. U nas spadło zaledwie 2,08 l/m²! I tylko tyle…  




sobota, 19 lipca 2014

Nieudany agroznak pod Jordanowem?

video

Kilka dni temu jedna z mieszkanek Jordanowa, Pani A. Ś. zawiadomiła mnie, że obok drogi krajowej nr 28, pomiędzy Jordanowem a Osielcem, na polu owsa po jej wschodniej stronie, znajduje się coś, co przypomina piktogram zbożowy, jakie widziała w TV. Rzecz zainteresowała mnie po wydarzeniach, które miały miejsce w Jordanowie w nocy 21/22.VI.2014 roku, a co opisałem w artykule pt. „Nocne Światła nad Jordanowem” – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2014/07/nocne-swiata-nad-jordanowem.html.

Udałem się tam w dniu 11.VII.2014 roku w celu obejrzenia tego zjawiska. Faktycznie – legi owsa przypominały z grubsza tzw. „nieudane” agroznaki, które występowały m.in. w Wylatowie, jednakże nie układały się one w żaden konkretny agrosymbol.

Opis agroformacji:

W dniu 19.VII.2014 roku udałem się tam ponownie w celu przeprowadzenia oględzin i stwierdziłem, co następuje:

Agroglif znajduje się na polu owsa znajdującym się w odległości ok. 100 m na NW od punktu wyznaczonego współrzędnymi: 49°39’50”N - 019°47’57”E, 490 m n.p.m. (wg pokładowego GPS), po zachodniej stronie DK-28, w odległości ok. 2,5 km od m. Jordanów.

Agroznak znajduje się na SE zboczu Osielskiej Góry/Brodaniec. Od wschodu znajduje się DK-28 od której pole to oddziela rów o szerokości 1,8 – 2,0 m zarośnięty trawą. Od południa znajduje się kośna łąka. Od zachodu porośnięta trawą nieużytkowana łąka, a od północy – świerkowy las.

Agroznak ma kształt w przybliżeniu podobny do litery „Y”. Tworzą go aleje położonego owsa. Wszystkie źdźbła są położone w dół zbocza. W kilku miejscach widać miejsca po wykoszonym lub wyjedzonym zbożu.

Źdźbła są wyraźnie zgięte, ale w niektórych miejscach złamane. Być może spowodowały to zwierzęta, które przychodziły się tam paść. Część agroformacji składa się z mierzwy – złamanych i zgiętych źdźbeł ułożonych w różne strony.

Ciekawą rzeczą jest to, że nie widać żadnych śladów na łące, po zachodniej stronie agroznaku. Znajdują się tam jednak ścieżki wydeptane przez zwierzynę płową.

Wniosek końcowy:


Mamy do czynienia z naturalną formacją spowodowaną przez synergiczne działanie spływającej deszczowej wody, wiatru i deptania przez zwierzęta. W tej okolicy widziano kilkakrotnie formujące się wiry powietrzne, które byłyby w stanie przekształcić się w trąby powietrzne. Niemniej jednak kształt agroglifu i to, że nie widać żadnych zmian na sąsiadujących z nim łąkach sugeruje działanie jakichś „nieziemskich” czy tellurycznych sił, które spowodowały takie a nie inne wyleganie owsa.    

piątek, 18 lipca 2014

Nareszcie deszcz!


Po trzech dniach omijania nas wreszcie w dniu wczorajszym dotarła do nas porządna burza! Poprzedniego dnia ominęły nas kolejne dwie burze, które poszły na Nowy Targ i Spisz. Mogliśmy podziwiać tylko je z boku…




Natomiast wczoraj zaczęło się wczesnym popołudniem, kiedy to nad nasze miasto podpełzła sina chmura znad Orawy i rozległy się pierwsze grzmoty, a potem zaczęło – wreszcie! – padać. Padało około 5 godzin, a potem na miasto spłynęła gęsta mgła, która wisiała do rana.



Prawdopodobnie to była ta sama burza, która szła do nas z kierunku S-SW, a na którą natknął się Pan Bednarz w czasie swego wojażu do Bułgarii. Tam, w Sozopolu, dwa dni temu dopadła go burza, która trwała od godziny 18. do 10:30 dnia następnego! W tym czasie napadało około 60 mm deszczu, a częstotliwość wyładowań wynosiła 6/min.! U nas ona była znacznie słabsza, ale napadało nam 7,8 l/m²/5 h. I dobrze!




Z lasów sygnalizują mi potężny wysyp borowika - i faktycznie, widziałem ludzi niosących całe kosze grzybów. Niestety zaczerwionych…  

wtorek, 15 lipca 2014

Przedziwna pogoda lipca’14



Od kilku dni mamy przedziwną pogodę - niby lipcowa, bo ciepła i parna – ale jednocześnie pada u nas, w Jordanowie, bardzo niewiele deszczu. Odnosi się wrażenie, że Jordanów jest jakąś „suchą” wyspą. W TV opowiada się o przelotnych deszczach i burzach, straszy się norymnymi opadami do 30 mm na jeden sztos, w podkarpackim była znowu powódź, a w Jordanowie… - nic.

W dniach 6-8.VII obeszło nas 5 burz, które szły na północ – w kierunku Myślenic i Krakowa i na południe – na Nowy Targ i Zakopane. W dniach 9-13.VII mieliśmy zachmurzenie całkowite i trochę opadów, które szacuję na 18-19 l/m², dzięki czemu w weekend sypnęło nam grzybami.

Aktualnie znowu zaczęła się zabawa w kotka i myszkę z burzami – w dniu wczorajszym burza poszła w kierunku Krakowa – a wyglądała bardzo widowiskowo i niektórzy nasi mieszkańcy zaczęli się obawiać trąby powietrznej – na szczęście do niej nie doszło.


Dzisiaj mieliśmy powtórkę z wczoraj – po południu grzmot piorunów, spadło kilka kropel i… i burza powędrowała sobie nad Kotlinę Nowotarską. A u nas dalej +27°C i duchota. Ciśnienie atmosferyczne utrzymuje się w granicach 1005-1010 hPa. To zaczyna być niepokojące. Oczywiście fajnie mieć ochronę z płaszcza Matki Boskiej Pani Jordanowskiej – jak mawia Pan Bednarz – ale deszcz by się przydał, choćby do odświeżenia atmosfery…

A najciekawsze jest to, że w USA lipiec jest najzimniejszy od kilkunastu lat, a Wschodnie Wybrzeże zalewają deszcze. Wygląda na to, że południowe wybrzuszenie jet stream’u nie zeszło z USA i Kanady, dzięki czemu zamiast lata maja oni tam coś na kształt jesieni… Chociaż u nas tez stwierdziliśmy pojawianie się już jesiennych grzybów – w Rabce znaleziono ponoć rydze, a na Ciosku znalazłem kolczaki obłączaste, które zazwyczaj pojawiały się z końcem lata!      

niedziela, 13 lipca 2014

Borowiki we mgłach


Najpierw obudził się Argos, potem wstał z legowiska i trącił mnie zimnym i mokrym nosem w kark. Czwarta rano. Wstałem z posłania i spojrzałem w okno. Ogród spowijała nieprzejrzysta szarość mgły. Pomyślałem coś nieżyczliwego pod adresem św. Piotra i poszedłem wypuścić psa na podwórze. Na szczęście spojrzałem w zenit i ujrzałem niebieską łachę nieba. - Będzie pogoda – pomyślałem. - No i Księżyc idzie do pełni, grzybasy powinny być!




Błyskawicznie się ubrałem, potem łyk kawy na rozruch, kozik grzybiarza do kieszeni, koszyk w rękę i hajda w las! Była piąta siedem. Pognałem Na Podlaski, a potem na stoki Cioska i szczyt Grani.




Idę we mgle, która jednak opada, i coraz więcej błękitu nad głową. Wpadam do lasu i wspinam się pod górę. Grunt jest rozmiękły, wilgotny. Przydały się deszcze – ostatnio spadło jakieś 10 l/m², więc w lesie jest mokro. No i na pierwszy sztos łapię ładnego koźlarza, z zaraz potem pokręconego borowika i dwa pociece. „Dobrze się zaczyna!” – myślę. W lesie kłębi się mgła, którą coraz bardziej rozświetla słońce. Grzybasy są i im wyżej, tym więcej, tak że kiedy staję na siodle przełączki pomiędzy Cioskiem a Granią mam już zapełniony cały koszyk!




Idę na szczyt Grani rozglądając się dookoła. Niestety – tam już ktoś był, bo spotykam tu i ówdzie kopnięte grzyby i łapię tylko dwa małe koźlarze pomarańczowoczerwone. Wracam z powrotem i po drodze spotykam znajomych „grzybiarzy z szóstej rano”. Radzę im pójść w kierunku Bystrej Podhalańskiej, gdzie nie słyszałem innych grzybiarzy.




Mgła opada coraz niżej i robi się coraz bardziej słonecznie. Wracam do domu z zapełnionym koszykiem: prawdziwki, poćce, koźlarze i kurki. Jest dobrze – kurkowa jajecznica zapewniona!





No i jeszcze korzystając z okazji filmuję przejazdy pociągów na szlaku Kraków – Zakopane. Pociągi – jak widzę – są pełne, a zatem może wreszcie ich ruch będzie się opłacać…?    








 I na koniec fantazje kolejowe…    

video

video