niedziela, 31 sierpnia 2014

Pożegnanie lata…


No i lato klimatyczne się skończyło. Wprawdzie dzień był dość pogodny, z temperaturą +22,6°C, przy ciśnieniu 1006 hPa i słabym wietrze halnym, ale w powietrzu czuje się chłodny oddech nadciągającej jesieni. Mieliśmy jechać do Bałtowa do Dinoparku, ale zrezygnowaliśmy z dwóch powodów: pogody, która była niepewna i ruchu drogowego na koniec wakacji… Postanowiliśmy tedy pójść w las.











A w lesie na Majerzówce i na Końskich Ugorach mimo penetrujących je grzybiarzy grzybów było w brud. Dokładnie tak. Początkowo nam nie szło – napotykaliśmy tylko na „badziewiaki” (niektóre prześliczne wprost, jak np. zasłonaki fioletowe wyglądające jak ametysty na brunatnym igliwiu!!!), których nie zbieraliśmy, ale jak mówi stare polskie przysłowie – im głębiej w las, tym więcej grzybów – i tak właśnie było. Przede wszystkim koźlarze czerwone i babki. Potem podgrzybki, kanie, czubajeczki (ich nie zbieraliśmy na wszelki wypadek) i kurki. Ania raz po raz pakowała dorodne grzyby do naszej „anuszki”.











Na Końskich Ugorach poszliśmy wzdłuż duktu, przy którym rosną dęby i sosny. I po chwili Ania zaczęła wyciągać z trawy dorodne prawdziweczki. W końcu wyszliśmy na krajową 28-kę mając co najmniej 7-8 kg grzybów!















No i kolejne wakacje mamy z głowy. Musimy przyznać, że takich wielkich grzybów dawno tutaj nie mieliśmy – przede wszystkim ze względu na dość dużą ilość opadów – jakieś 80 mm/miesiąc i ciekawą termikę, która w II połowie miesiąca przypominała jesień. Ciekawy jestem, czy grzybami będzie sypało we wrześniu i październiku, czy na tym się skończy? Pożyjemy, zobaczymy.   

Zapraszam!


czwartek, 28 sierpnia 2014

„Do lasu z kosą…”



…tak powiedział mój ojciec, kiedy pokazałem mu serię zdjęć z dzisiejszego grzybobrania. Po dwóch deszczowych i chłodnych dniach nad Jordanowem i miejscowymi lasami wreszcie rozbłysło słońce i można było pójść na grzybasy.

















Pogoda przez te dni była paskudna – temperatura nocna w granicach +10°C, w dzień niewiele więcej. Deszcz i mżawka dała w sumie 8,84 l/m²/48 h – całkiem niezły wynik. Oczywiście nie dla letników i innych wakacjuszy, którzy przebywają u nas. Poza tym ciśnienie wreszcie poszło w górę – z 996 do 1006 hPa. Niestety, wciąż wieją wiatry z N i N-NW niosąc zimne powietrze znad Skandynawii.

















Wracając do grzybów – rzeczywiście – w lasach Majerzówki i Końskich Ugorów rośnie ich tyle, że miejscami można je kosić kosą. Oczywiście, jak ktoś lubi bedłki i inne badziewiaki. Ale poza nimi też trafiają się piękne borowiki: szlachetne i ceglasie, podgrzybki, koźlarze i czekoladowe maślaki. Nieco mniej jest kurek, za to ogromna ilość gołąbków brudnożółtych. Nie widzę gołąbków brunatnych i winnych, których o tej porze zawsze było dużo w tych lasach.  Poza nimi znalazłem także bokówki – białe grzyby nadrzewne, które ostatnio spowodowały kilka śmiertelnych zatruć w Japonii – dlaczego? – tego nadal nie bardzo wiadomo. Niestety przed wyjściem stwierdziłem, że padły mi akumulatory w obu aparatach, więc zdjęcia robiłem kamerą - dlatego są niezbyt udane...


















Dziwi niewielka ilość goryczaków żółciowych – w poprzednich latach spotykało się całe ławice tych proteańskich grzybów. Poza tym napotkałem tylko na jeden okaz grzybca purpurowozarodnikowego i siedzunia sosnowego/szmaciaka gałęzistego – przypominam, że oba te gatunki są pod ochroną!!! Może jeszcze urosną – wszak jesienny sezon dopiero się zaczyna!