środa, 29 października 2014

I jeszcze raz w las…


Już miało być po sezonie – co ogłosiłem już wszem i wobec, ale kiedy dzisiaj zobaczyłem błękitne niebo nad górami i ani jednego kłaczka mgły w dolinach, to nie zdzierżyłem – porwałem aparat i koszyk – a potem poszedłem jeszcze raz w las…





Pan Bednarz uprzedził mnie, że w lasach na Bani wreszcie pokazały się opieniasy. Znęcony i zachęcony tą opowieścią postanowiłem udać się do Majerzowego Lasu i na Końskie Ugory. W lesie nie było widać śladów przymrozków, które nawiedziły naszą okolicę. Jak na razie temperatura spadła w nocy do -3,8°C, zaś temperatura powietrza w najcieplejszym momencie dnia podniosła się do +9,9°C, tym niemniej w zmrozowiskach leżał szron… 





Początkowo w Majerzowym Lesie nie było niczego poza widmami mleczajów bieli, ale po dokładniejszym spenetrowaniu zarośli znalazła się spora garść kurek i pięć pogryzionych, ale zdrowych podgrzybków brunatnych. Poza nimi trafił się prawdziweczek i trzy poćce. Nie było więc źle, jak na godzinne bobrowanie po lesie. 




Wracałem do domu w doskonałym humorze. Słońce grzało, niebo błękitniało nad głową… Niestety – ciśnienie atmosferyczne leci w dół i w ciągu doby spadło o 10 hPa, co nie wróży kontynuacji dobrej pogody. Mam jednak nadzieję, że na Wszystkich Świętych będzie w miarę pogodnie – potem może lać i śnieżyć…   

video

video

NASI KANDYDACI






Masz dosyć starych układów?
Masz dość obiecanek-cacanek? 
Chcesz czegoś nowego?
Chcesz wreszcie zmian w tym mieście? 
- głosuj na nich!
Pamiętaj - nieobecni głosu nie mają! 
Idź i głosuj - TO NIE BOLI! 

niedziela, 26 października 2014

Ostatni prawdziwek sezonu





Niedziela wstała obrzydliwie mglista i zimna – temperatura na 2 m wynosiła jedynie +0,8°C, zaś mgła ograniczała widoczność do 50 m. Tym niemniej postanowiłem wybrać się w lasy na Ciosku i Grani, by zobaczyć, co też takiego wyrosło tam po zmianie fazy Księżyca. Nie liczyłem zbytnio na nic, poza opieniasami, które powinny się pojawić.












Poszedłem wzdłuż zniszczonego przez motocykle i quady duktu. Grzyby – owszem, były same blaszkowe i to w dużej ilości. Niestety, większość z nich nie nadawała się do zbioru, ale tworzyły ciekawe widoki, jakże cieszące oko miłośnika lasu!












Co znaleziono? Na rozkładzie mam jednego prawdziweczka, jednego pocieca, kilka podgrzybków i jednego „sitaka”. No i kilka kurek. Opieniek – na lekarstwo. Znalazłem trzy czy cztery… Ale naprawdę to liczył się spacer i przepiękne widoki – Jordanów i okolica jest piękna w ostrym, jesiennym słońcu. Nad głową samoloty i jakiś helikopter krakowskiej drogówki, w krzakach rajcują sikory czubate. Gdzieś przebiegł jeszcze jeden nie zamordowany przez dwururkowych bandytów zając…




















Niestety – nastrój psuje ryk silnika jakiegoś motocrossowca, któremu mało „adrenalyny” i rusza na leśne dukty – mimo, że ma aż dwa tory do takiej jazdy. To plaga i przekleństwo terenów wokół Jordanowa. Oczywiście służba leśna i policja nie robią niczego, by to ukrócić, bo i po co? Kogo to obchodzi, poza paroma miłośnikami beskidzkiej Przyrody, która i tak niedługo zginie pod piłami i toporami chciwych kmiotów, którym wiecznie mało kasy. Tylko że potem ziemia wreszcie ruszy i pokażą się gołe skały, jak na pustyni Nevada…

Ale tego już polskie ciemniactwo nie jest w stanie zrozumieć, więc na razie cieszmy się tym, co mamy póki jeszcze jest!