sobota, 31 stycznia 2015

70 lat temu: wyzwolenie Jordanowa


W dniu 30 stycznia 2015 roku, w MOK Jordanów odbyła się kolejna prelekcja z cyklu Jordanowskie Spotkania z Historią, Pana Stanisława Bednarza pt. „Walki w styczniu 1945 w okolicy Jordanowa”. Poza miłośnikami historii Jordanowa, prelekcję uświetniła także swą obecnością Pani Burmistrz naszego Miasta.


Prelekcja była bardzo ciekawa – jak zresztą wszystkie prelekcje tego autora – bo rzucała nowe światło na ten epizod historii II Wojny Światowej. Przede wszystkim skupiono się nie na samym fakcie wkroczenia wojsk radzieckich do miasta, ale na to w jaki sposób do tego doszło i jakie toczyły się działania w trzeciej dekadzie stycznia 1945 roku na kierunku marszu Armii Czerwonej na zachód.



Prelegent zwrócił szczególną uwagę na siły radzieckie i niemieckie biorące udział w walkach w naszym rejonie Małopolski. Omówił ich uzbrojenie i wyposażenie, szczególną uwagę poświęcając broni lotniczej i pancernej obu walczących stron. Mówił on także o postawie, motywacji i morale obu walczących stron.




Bardzo ciekawa była również jego prezentacja, w której na mapach rozrysowano poszczególne fazy starć poprzedzających wyzwolenie naszego miasta, a także zdjęcia dowódców, broni, sprzętu oraz terenu, na których toczyły się te boje.



Omówiono także niektóre taktyczne i operacyjne aspekty walk o powiat suski – szczególnie w rejonie Makowa Podhalańskiego i Grzechyni, gdzie Niemcy zaciekle bronili dzisiejszej DK28, która była dla nich strategicznie ważną drogą umożliwiająca transfer wojsk i zaopatrzenia. Ataki na nią kosztowały życie wielu żołnierzy radzieckich – mówi się o 600-700, którzy oddali swe życie właśnie w tych zmaganiach. Wspomniano także o polskich ofiarach tych walk, ludziach, którzy zginęli od wybuchów pocisków artyleryjskich czy przypadkowych postrzałach.







Poza tym prelegent odniósł się do tytułowania Niemców i Austriaków, którzy brali udział w napadzie i okupacji naszego kraju jakimiś  „nazistami”, co tak naprawdę rozmydla prawdę historyczną. Nie ma żadnych „nazistów” - byli to Niemcy, Austriacy i wyznawcy ideologii Hitlera z krajów bałtyckich, Słowacji, Węgier, Rumunii, Francji, Beneluksu i – o czym teraz chce się zapomnieć – z Ukrainy. Na szczęście u nas, w Jordanowie ich nie było.  







Takim samym kłamstwem są legendy rozpowszechniane przez IPN o tym, że żołnierze radzieccy gwałcili polskie kobiety. Nie stwierdzono u nas ANI JEDNEGO tego rodzaju faktu. Zresztą z opowiadań mojej Matki wiem, że dowództwo radzieckie karało tego rodzaju przypadki bardzo surowo – kulą w łeb. Inaczej po prostu nie utrzymałoby dyscypliny…





Ze swej strony dodam tylko, że Armia Czerwona karała śmiercią wszelkiego rodzaju kolaborantów, zdrajców i folksdojczów – bo to im się należało i nie ma się nad nimi co zapłakiwać. Podobnie jak nie ma się co zapłakiwać nad Niemcami, którzy uciekali przed Armią Czerwoną. Bali się zemsty ze strony Rosjan i Polaków za swe zbrodnie, aczkolwiek obecnie niektórzy autorzy (Wołoszański, Szarski) usiłują zrobić z Niemców męczenników i niewinne ofiary rosyjskich prześladowań. Gdyby Niemcy nie napadali na Polskę, ZSRR i inne kraje, gdyby nie dokonywali eksterminacji całych narodów, to nie mieliby się czego bać. Uciekając przyznawali się do winy, którą ponosili ich synowie walczący na froncie, katujący ludzi w obozach zagłady i obozach pracy, w katowniach SD i Gestapo. Nie zapominajmy o tym i nie dajmy się zwieść niemieckiej i żydowskiej propagandzie pragnącej zwalić na Polaków winę za wybuch II Wojny Światowej i Holokaust.   



O wyzwoleniu Jordanowa opublikowałem krótki artykuł na łamach rosyjskiego tygodnika „Tajny XX wieku” (Sekrety XX wieku), gdzie w numerze 30 z 2013 roku na stronach 8 i 9 zamieszczono materiał pt. „Oswobożdienie Jordanowa” w przekładzie na rosyjski, który zawdzięczam uprzejmości Pana Wadima Ilina z Sankt Petersburga, za co Mu tutaj serdecznie dziękuję.  
     

W sumie, prelekcja była bardzo ciekawa i mam nadzieję, że w tym roku będą równie ciekawe, jak w latach poprzednich.

Superniskie ciśnienie i lekkie śnieżenie


Tak ogromnego spadku ciśnienia nie było od dawna, a na pewno od czasu, jak od 1994 roku prowadzę regularne obserwacje pogodowe. Zaczęło się od dnia 28.I, kiedy to ciśnienie zaczęło szybko spadać, by 29.I osiągnąć rankiem poziom 984 hPa przy temperaturze -1,4°C. Następnego dnia rano było już 970 hPa przy zmiennym zachmurzeniu i słabym wietrze z południa. Temperatura w tym czasie wyniosła -1,7°C, a w najcieplejszym punkcie dnia podniosła się aż do +5,4°C i zaczęło się topnienie śniegu. W nocy 29/30 i 30/31.I miał miejsce dramatyczny spadek ciśnienia, który wyglądał tak:

30.I.2015 r.

03:50 – 972 hPa
04:15 – 970 hPa
06:00 – 969 hPa
07:00 – 968 hPa
08:00 – 968 hPa
09:00 – 967 hPa
10:00 – 967 hPa
11:00 – 966 hPa
12:10 – 965 hPa
13:00 – 963 hPa
14:00 – 963 hPa
16:00 – 962 hPa
17:00 – 961 hPa (rekord!!!)
21:00 – 961 hPa

31.I.2015 r.

01:00 – 962 hPa
04:00 – 963 hPa
06:00 – 964 hPa
07:00 – 965 hPa
08:00 – 965 hPa
Na tym obserwacje zakończono.

Przypominam, że norma wynosi 1013 hPa = 1 atm. = 15 PSI. A zatem jak widać, został ustanowiony kolejny rekord spadku ciśnienia atmosferycznego dla naszego miasta i kraju, bowiem ogromny niż wisi niemal nad całym kontynentem. Jednak jego przesunięcie na wschód niewiele daje, bowiem znad wciąż ciepłego Atlantyku nasuwają się na Europę kolejne niże…










Poza tym w nocy przy temperaturze -1,8°C spadło 10-15 cm świeżego śniegu i nasze otoczenie po prostu… wypiękniało, co widać na poniższych zdjęciach, tak więc mamy wreszcie trochę ładnej zimy – jak w wierszu Puszkina:

* * *

Zima. Co robić na wsi? Widzę, jak służący
niesie nam rano szklanki herbaty gorącej.
Rzucam pytanie: Ciepło? Czy zamieć na dworze?
Śnieg prószy czy też ustał? I czy lepiej może
zmienić łóżko na siodło, czy też do obiadu
przeglądać raczej stosy starych pism sąsiada.
Prószy Zatem wstajemy i zaraz na konie
i wczesnym rankiem dalej kłusować przez błonie;
harapy długie w ręku, psy biegną za nami,
patrzymy na śnieg biały pilnymi oczami;
kręcimy się, kluczymy, aż późną już porą,
poszczuwszy dwa zające, wracamy do dworu.
Tu dopiero wesoło ! Już wieczór: wiatr wyje,
świeca ciemno się pali, serce gorycz pije;
wolno, kroplę po kropli, jad nudy połykam.
Chcę czytać, lecz na próżno oczy w kartki wtykam,
myśli moje daleko... A więc książkę chowam,
biorę pióro i gwałtem pragnę wyrwać słowa
u muzy, która drzemie — cóż na to poradzę.
Dźwięk się z dźwiękiem nie łączy... Tracę wszelką władzę
nad rymem, nad pokornym zwykle moim sługą:
wiersz pochmurny się wlecze powoli i długo.
Zmęczony nakazuję lutni swojej ciszę
i idę do salonu; tam rozmowy słyszę
O bliskich już wyborach, cukrowni i płodach.
Gospodyni się chmurzy, właśnie jak pogoda
i zręcznie stalowymi drutami porusza
albo nas do słuchania wróżb karcianych zmusza.
Ach, nuda. Tak samotnie dni za dniami płyną!
Lecz jeśli do wsi smutnej wieczorną godziną,
gdy w kącie od warcabów nie odrywam oczu
przyjedzie nagle z dala w bryczce albo w koczu
rodzina: stara babcia a z nią dwie panienki
(dwie siostry-blondyneczki, smukłe jak sosenki),
jak ożywia się wówczas to głuche pustkowie!
J a k treść przenika życie, ach, któż to wypowie!
Zrazu z boku nieśmiałe uważne spojrzenia,
a potem słówek kilka niby od niechcenia,
a potem zgodna radość, pieśni i swawola
i walce ożywione, i szepty przy stole,
i spojrzenia omdlałe, i śmiech w słów zamęcie,
i umyślne spotkania na schodów zakręcie;
i panna na ganeczek o zmierzchu wypada,
otwarta szyja, piersi i wiatr twarz jej smaga !
Ale róży rosyjskiej zła zamieć nie z warzy.
J a k na szczypiącym mrozie pocałunek parzy !
Jak w pyle śnieżnym świeże jest rosyjskie dziewczę!...

ALEKSANDER PUSZKIN (1829)

spolszczył K. A. Jaworski