wtorek, 28 lipca 2015

BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA!


Witajcie,


rozpoczynamy intensywniejszą kampanię pt. BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA. Potrzebujemy Waszej pomocy i zaangażowania!


Celem kampanii jest zwrócenie uwagi na jawną niesprawiedliwość obecnych przepisów odnośnie sprzedaży bezpośredniej żywności przetworzonej w gospodarstwie rolnym czyli tzw. "nielegalnej żywności". Przepisy, które Sejm i Senat ostatnio zmienił NA GORSZE (!) a Prezydent w świetle reflektorów podpisał, służą tylko większym i wielkim przedsiębiorstwom, supermarketom i innym międzynarodowym korporacjom. Zagrożonych jest ponad milion małych i średnich gospodarstw rolnych. 

CZAS POWIEDZIEĆ DOSYĆ! Polacy muszą mieć łatwy dostęp do dobrej jakości żywności a rolnicy muszą mieć możliwość sprzedaży żywności wyprodukowanej w domowych warunkach tak jak to jest w innych krajach UE.


UWAGA1!
Pierwszy etap kampanii BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA to 15-25 kluczowych wydarzeń w całej Polsce: DNI OTWARTE W WYBRANYCH, PRZYKŁADOWYCH GOSPODARSTWACH pod hasłem BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA. 

Prośba do Was abyście pomyśleli kiedy moglibyście zorganizować taki dzień w swoim gospodarstwie. Wydarzenia muszą odbyć się w okresie od 20 sierpnia do końca września. My zapewniamy Wam ulotki, plakaty i loga BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA w ilościach jakie możecie wykorzystać. Wspólnie z Wami zapraszamy na Wasze wydarzenia konsumentów z okolicznych miast, polityków oraz koniecznie(!) media. Chodzi o maksymalne nagłośnienie tematu. Można zaprosić do współudziału innych rolników z sąsiedztwa. Podczas tego wydarzenia prowadzimy promocje:
1. loga BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA, 
2. produktów żywnościowych zrobionych w gospodarstwach rolnych,
3. sprzedży bezpośredniej od rolnika, 
4. domagamy sie zakazu grabieży ziemi i ustawowego zakazu GMO.


My robimy również stronę z mapą na której będą umieszczone gospodarstwa w których odbędą się DNI OTWARTE pod hasłem BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA, opisy tych gospodarstw oraz opisy wydarzeń. 


UWAGA2!

Aby rozpocząć nagłaśnianie tej kampanii (a od tego zależy jej sukces) musimy jak najszybciej wiedzieć w którym dniu będzie Wasz Dzień Otwarty oraz jaki jest program tego dnia. Poniżej podajemy opis wydarzenia w naszym gospodarstwie dla przykładu.
PROSIMY O SZYBKą ODPOWIEDŹ oraz TEŻ PODPOWIEDŹ DO KOGO JESZCZE POWINNIŚMY SIĘ ZWRÓCIĆ Z TĄ PROPOZYCJĄ BOWIEM CHCEMY ABY TYCH WYDARZEŃ BYŁO JAK NAJWIĘCEJ.



Serdecznie pozdrawiamy, 

Jadwiga i Julian



Przykładowe opisy wydarzeń:




==========================
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114  biuro@icppc.pl


WEŹ UDZIAŁ W WARSZTATACH W EKOCENTRUM ICPPC www.eko-cel.pl

Pełzająca wycinka, pełzające kłamstwa…



Postępująca, czy jak nazywa to Pan Bednarz - pełzająca wycinka drzew w Jordanowie trwa. Oczywiście ofiarami jej są drzewa zdrowe, a nie jak się to oficjalnie głosi – chore i usychające bądź uschnięte. Tym też uzasadniono kolejną wycinkę lipy i dębu rosnących przy Szkole Podstawowej.

Oczywiście najpierw je obrzydliwie obsmyczono i nazwano to oczywiście „cięciem pielęgnacyjnym”, co jest jeszcze jednym urzędniczym frazesem, bo jak można pielęgnować żywy organizm odcinając jego część? Rozumiem, że można odciąć zagrzybioną czy uschniętą gałąź, a nie całe konary i to jeszcze w okresie wegetacyjnym!

To była lipa...

Tak zatem opowiastki o tym, że te drzewa były chore są bujdą na użytek naiwnych. Jak widać po ich pniakach – nie ma tam ani śladu sinizny czy próchnicy i w momencie ścięcia drzewa te były względnie zdrowe – względnie, bo przecież wcześniej okaleczono ich korony, ale pnie nie były porażone przez grzyby czy inne patogeny.

...a to dąb. Obydwa drzewa były zdrowe...

Ciekawy jestem, co będzie po nich? Może dałoby się tam posadzić jakieś drzewa na miejsce wyciętych? Jest tyle gatunków i odmian ładnie kwitnących na wiosnę i dających ochronę przez skwarem i hałasem w lecie… Po ostatniej masowej wycince Droga na Skotnicę, gdzie były dorodne topole, wygląda tam wręcz okropnie. Pewnie wkrótce tak będzie na ul. Gen. Maczka. A co będzie? - pewnie jak zwykle – asfalt i beton… Czy wycinanie, asfaltowanie i betonowanie jest stanem umysłu urzędników odpowiedzialnych za wizerunek Miasta? Skoro tak, to może do licha zabiorą się za zrobienie porządnych chodników i jezdni na ul. Mickiewicza??? Idąc po nich wieczorem można złamać nogę czy nabawić się innej kontuzji! Przecież ta ulica położona przy Głównym Szlaku Beskidzkim jest wizytówką naszego Miasta!


Wizytówką jego najgorszego stanu zaniedbania…  

niedziela, 26 lipca 2015

Zakopianka i koszmar ul. Gen. Maczka



Od pewnego czasu często podróżuję do Krakowa. Przyznam się szczerze, nic mnie tak nie wkurza, jak jazda Zakopianką. Irytację powoduje fakt, że pomimo tego, że jest to dwupasmówka, to co kilkaset metrów straszą ograniczenia prędkości do 70 i 50 km/h z powodu przejść dla pieszych przeprowadzonych po jezdni, i umieszczone przy nich fotoradary co powoduje, że właściwie mimo dwóch pasów ruchu nic to nam nie daje. Jak się jechało wolno, tak się jedzie. A fotoradary tłuką tylko łatwy szmal dla urzędasów, bo w końcu stoją one tylko w ich własnym interesie, a nie kierowców. Dotyczy to odcinka pomiędzy Myślenicami a Krakowem. Nazwałbym go „szlakiem fotoradarów”, a jazdę tym odcinkiem „drogą przez mękę”, tak już nawiasem, to jest to prawdziwa droga śmierci – ze względu na ilość zabitych zwierząt: psów, kotów, jeży – dla których nie ma przejść pod jezdnią. Ale kto w tym chorym krasu ekologicznego ciemniactwa zajmuje się zwierzętami?...

Zakopianka - koszmar kierowców: ograniczenia, przejścia i fotoradary. Czy nie najwyższy czas to zmienić?...

Zastanawia mnie to, że można było budując tą dwupasmówkę do tego dobudować albo przejścia podziemne dla pieszych, albo kładki jak na zdjęciu. Można było, ale oczywiście nikt o tym nie pomyślał – kogo ja oszukuję – myślenie pro publico bono jest w Polsce démodé i to totalnie. Mieszkamy w kraju, w którym nie warto myśleć, bo to po prostu nie popłaca. Przepraszam – oczywiście nie popłaca myślenie społecznikowskie, nie dla siebie, ale dla kogoś…

...i zbudować kładki dla pieszych, a kierowcom dać nieco oddechu i prędkości?

Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy zobaczyłem kładkę dla pieszych oraz kolejną w budowie. Nie wiem, kto to wymyślił, ale nareszcie ktoś ruszył głową. Jej futurystyczny kształt powinien pójść w parze z funkcjonalnością, bo ktoś pomyślał nawet o niepełnosprawnych – co wydaje się być szczytem nowoczesności w tym nieszczęsnym, zapyziałym kraju!

I jeszcze à propos dróg, niestety – niedawno dowiedziałem się, że komuś strzeliło do łba uszczęśliwienie Jordanowa i jego mieszkańców poszerzeniem ul. Gen. Maczka. Samo w sobie nic groźnego – poza budynkami, które rażone wibracjami gruntu od przejeżdżających TIR-ów będą się powoli rozsypywać, i oczywiście – jak zwykle w takich wypadkach – groźby wycięcia 70 drzew. No cóż – urzędnicza głupota i obojętność na sprawy naszego Miasta jeszcze raz wezmą górę nad jego estetyką i nade wszystko – komfortem życia w Jordanowie. Hałas, smród, gorąco, a w zimie nawiane śniegi… Kto to lubi? – na pewno nikt normalny!

Czy naprawdę trzeba wycinać drzewa, bo komuś nie chce się zamiatać liści jesienią? I chciałbym tylko jeszcze zapytać, co na to miejscowa LOP? Gdzie są miejscowi tzw. patrioci? Wszak jak mówił na antenie Polskiego Radia mój Mistrz – ś.p. Andrzej Zalewski – Przyroda Ojczysta jest najwyższym dobrem, którego należy chronić i bronić za każdą cenę. Tak, to brzmi pięknie, tylko że w Polsce zupełnie nie ma to zastosowania, a szczególnie w takich miejscowościach jak Jordanów, gdzie każdy ma wiele do powiedzenia na wiele tematów – po kątach czy przy kielichu, ale kiedy przyjdzie co do czego, to nie ma nikogo – każdy chowa się za piec i udaje, że go nie ma…


Jak zwykle. 

czwartek, 23 lipca 2015

Nareszcie deszcz!!!



Ostatni tydzień męczył nas upałami – temperatury dzienne przekraczały +30°C, zaś nocne oscylowały przy +20°C, co odczuwali szczególnie sercowcy i inni ludzie z chorobami układu krążenia: omdlenia, zapaści, a w najlepszym przypadku złe samopoczucie… Najwyższą temperaturę odnotowałem w dniu 23.VII – wynosiła +36,7°C, ale jeszcze nie była to temperatura rekordowa.
Od dnia 18.VII w całym kraju odnotowano wichury, nawałnice i trąby powietrzne, które dokonały spustoszeń i dewastacji. Na szczęście nasz Jordanów wciąż był poza trasami tych kataklizmów. Niestety – cały czas męczyła nas susza, a w gablotach ukazały się takie oto ogłoszenia, jak na zdjęciu. Niestety, także woda z ulicznych zdrojów też nie nadaje się do picia z powodu jej skażenia…


W dniu 21.VII klimatolodzy orzekli, że 2015 rok jest NAJCIEPLEJSZYM ROKIEM WSZECH CZASÓW i że należy się spodziewać związanych z tym anomalii pogodowych – tych najgroźniejszych, które uderzą z ogromną siłą i z coraz większą częstotliwością.




W dniu 23.VII w Jordanów uderzyły trzy następujące po sobie burze z silnymi wyładowaniami atmosferycznej energii elektrycznej i potężnym, szkwałowym wiatrem, który na szczęście nie spowodował większych szkód. Nie było także gradu, czego się obawiałem. I niestety – zaobserwowałem pojawienie się początku tworzenia się trąby powietrznej, około godziny 13:00. Na szczęście złowroga formacja chmur rozwiała się po jakichś 5 minutach, zanim trąba powietrzna zdążyła się rozkręcić…
W rezultacie tych trzech burz spadło 27,04 l/m² wody opadowej – na szczęście tylko w postaci deszczu. Pan Bednarz odnotował tylko 16,7 mm co może być spowodowane tym, że znajdował się on w cieniu opadowym Przykca.
 Gradobicia nie było. Bardzo zapylona deszczówka nie zawierała cząstek radioaktywnych – skażenie trzymało się w normie: 0,10-0,14 μSv/h.



I wszystko byłoby OK., gdyby nie kolejne pełzające wycięcia drzew w mieście – tym razem komuś padło na mózg i wycięto trzy drzewa koło Szkoły Podstawowej. Nie wiem, kiedy wreszcie dotrze do urzędniczych łepetyn prosty fakt, że im mniej drzew, tym więcej gorąca, kurzu, smrodu i hałasu w mieście. Kiedy wreszcie dotrze do ludzi tkwiących mentalnie Bóg wie gdzie, że wycinka drzew to likwidowanie jedynej konkretnej zapory przed szaleństwami pogody, które w coraz większym stopniu nękają ten kraj i tak już niszczony przez kolejne „reformy i urządzenia” ludzi chciwych, głupich, sprzedajnych, a nade wszystko niekompetentnych na zajmowanych stanowiskach, które obejmują najczęściej z klucza partyjnego. Przez ich chybione decyzje cierpią zwykli ludzie, którzy im zawierzają. Ktoś powie – to tylko trzy drzewa. W skali miasta to niewiele, ale w skali kraju? To już jest pokaźny las!

video

video


A nasze lasy giną. A jak nie będzie lasów, to nie będzie nas. A kto nie rozumie tej prostej zależności powinien jak najszybciej przestać pracować, bo tylko tak może pomóc Ojczyźnie i nam wszystkim. 

czwartek, 16 lipca 2015

Pieta wróci jesienią





Zaniepokojonych mieszkańców ul. Gen. Maczka pragniemy powiadomić, że znana rzeźba z 1833 roku – Pieta – jest w dalszym ciągu w konserwacji i wkrótce powróci na swe miejsce. Aktualnie w ramach prac konserwatorsko-renowacyjnych w krakowskiej ASP odnawiana jest tablica z napisami oraz polichromowany herb maryjny. Rzeźba powróci na swe miejsce jesienią bieżącego roku, więc nie ma powodów do niepokoju.

Zarząd TMZJ


środa, 15 lipca 2015

Widmowy agroznak i tajemniczy pociąg

Sieć linii kolejowych na Słowacji

W dniu 15 lipca, w 605. rocznicę grunwaldzkiej Victorii oręża polskiego i słowiańskich narodów sprzymierzonych nad niemieckim zakonem rycerzy-zbójcerzy na polach Grunwaldu pojechałem na spotkanie z dr Milošem Jesenským za tatrzańską „miedzę”.

Zazwyczaj jeżdżę przez przejście Chyżne – Trstena i zmiany, jakie tam zobaczyłem naprawdę mile mnie zaskoczyły. Jeździ się teraz jak z województwa do województwa, nie ma budynków służb granicznych, a o tym, że to jest granica świadczą tylko tablice informujące i znaki drogowe. To jest ten plus Zjednoczonej Europy – można jechać i jechać aż do Atlantyku nie stresując się na granicach… I tylko stojące samochody „krokodylków” z Inspekcji Transportu Drogowego przypominają o pazernym fiskusie.

Przejeżdżając obwodnicą Orawskiego Podzamku patrzę na ponurą sylwetę tamtejszego zamku, w którym kiedyś mieszkali Templariusze sprawujący rolę średniowiecznych Niebieskich Hełmów, ówczesnych sił ONZ, strzegących traktów kupieckich i spokoju mieszkańców. Zjeżdżając w kierunku Širokiej mimochodem rzucam okiem w lewo i…

...gdyby nie kilka TIR-ów jadących za mną, to przydusiłbym hamulec. Na polu złocistej pszenicy widzę dziwne łuki. Trwa to ułamek sekundy, ale pomyślałem, że widzę jakiś agroznak… Postanawiam obejrzeć go w drodze powrotnej. I faktycznie – wracając z powrotem staję przy polu spoglądam i wybucham śmiechem – rzekome łukowate formacje są po prostu ścieżkami technologicznymi i niczym innym. Ale jakże to efektownie wyglądało z samochodu jadącego 100 km/h! Niestety – tylko efektownie…

Ale naprawdę coś ciekawego przydarzyło mi się z Kral’ovanach. Jako że pochodzę z kolejarskiej rodziny i od najmłodszych lat mam bzika na punkcie pociągów i w ogóle transportu kolejowego, to nie omieszkałem obserwować ruchu kolejowego na tej stacji węzłowej, gdzie szlak z Żyliny rozdziela się na szlak do Trsteny i do Rużemberga – a dalej do Liptowskiego Mikulasza i dalej na wschód do Popradu, Koszyc i Preszowa…

Tak więc siedzę na stacji, spozieram na perony… Ludzie czekają na pociągi. Na Słowacji transport kolejowy działa i ma się dobrze – to tylko w Polsce kolej utrupiają sprzedajni i durni politycy – bo może się opłacać i nawet generować zysk!

I naraz coś się dzieje – na stację wjeżdża pociąg, ale jakże osobliwy! Najpierw lokomotywa – żółto-czarna, siemensowska, o dużej mocy. A za nią dziesięć wagonów, nie mniej osobliwych – pomarańczowo-czarne, z czarnymi oknami. Całość jak z kolejowego horroru Grabińskiego, tylko że Grabiński opisywał swe wizje sto lat temu, a tu jasny dzień, XXI wiek i w ogóle…


Pociąg przetoczył się przez stacje i nie zatrzymując się pomknął w kierunku wschodnim. Na ludziach nie wywarł żadnego wrażenia, jakby był jakimś ultranowoczesnym widmem. Najciekawsze było to, że nie miał on żadnych oznaczeń, nawet tablic informujących o relacji… Na lokomotywie ujrzałem tylko napis REGIO-JET, a na ostatnim wagonie napis BUSINESS. I to wszystko.

Widziałem różne tajemnicze pociągi, w tym takie z początków Kolei c.k. Monarchii Austowęgierskiej. Wojskowe eszelony z czasów Polski Ludowej i NATO. Wtedy jeździły ponoć nawet kolejowe „atomowce” z rakietami balistycznymi na pokładzie. A ten…?

- Z całą pewnością jest to pociąg specjalny NATO wiozący Szaraków – oświadczył dr Jesenský z właściwym sobie poczuciem humoru – nie widziałeś jakiegoś w oknie? A może to Ludzie w Czerni?

Ze swej strony rzuciłem hipotezę, że w ogóle to jest jakaś rządówka wioząca strasznie-ważnych-oficjeli-z-NATO-i-UE nad granicę z Ukrainą. Alternatywą był transport Kosmitów do ultratajnego ośrodka badawczego gdzieś w słowackich górach, następnie rzuciliśmy kilka innych pomysłów z Archiwum X. Potem pośmialiśmy się serdecznie aczkolwiek nieżyczliwie, a potem zaczęliśmy dyskutować o ważniejszych tematach i zapomnieliśmy o tajemniczym pociągu.


W domu okazało się, że są to ekspresy jeżdżące z Pragi do Koszyc należące do czeskich linii LEO-JET oraz REGIO-JET, które weszły właśnie na kolejowe szlaki Słowacji. Te pociągi wyglądają naprawdę niezwykle, co widać na zdjęciach z Internetu…  



sobota, 11 lipca 2015

Zimny front

Zwiastuny zimnego frontu atmosferycznego

Ufff... - skończyły się suche upały, których temperatura podskoczyła do +35,1 st. C i wilgotność spadła do 20 procent i nocami nie przekraczała 50 procent. Oczywiście wywołało to kataklizm suszy glebowej, który dopiero został przerwany w dniu 9.VII przejściem chłodniejszego frontu, który dał w sumie 13,52 l/m kw. Nie jest tego wiele zważywszy, że poprzedni miesiąc był też suchy i spadło w nim zaledwie 39,31 mm deszczu. No i temperatury minimalne spadły do +6 st. C przed wschodem słońca.




Czarniawe chmury frontu i szara ulewa nad górami Beskidu Wysokiego...

Ciekawym jest fakt, że mniej więcej w tym samym czasie w okolicach Workuty na Syberii spadł śnieg, a zagon chłodu spod bieguna sięgnął także do Moskwy. U nas sypnęło w Tatrach – ale powyżej 2000 m n.p.m.

A oto, jak wyglądało u nas przejście chłodnego frontu z opadami deszczu w dniu 09.VII o godzinie 16:00 – 16:30 CEST. Najbardziej spektakularnym był spadek temperatury – z +26 st. C do zaledwie +13 st. C!




...i już po deszczu, te chmury to ariergarda frontu...


Ale już wraca ciepła i letnia pogoda, deszczu ni widu ni słychu, grzybów więc nie będzie, chociaż Księżyc zmierza do nowiu… 

środa, 8 lipca 2015

Nareszcie „norymniok”!

"Bourzowa kalamita"

Ostatnie dni dały nam do wiwatu swymi upałami – temperatura w cieniu dobijała do +34°C, a w dniu wczorajszym było +35,1°C (co jeszcze nie stanowi rekordu, bo ten wynosi +38,3°C) na szczęście przy niskiej wilgotności powietrza – 20%. Pod wyżem Anna było ciepło i słonecznie. Niestety, a może na szczęście, Anna odpłynęła powoli na wschód, a na jej miejsce przeszedł wreszcie chłodniejszy front, za którym znajdowało się powietrze polarno-morskie. Wszystko to odbyło się w nocy 7/8.VII.2015 roku. Przez kraj przetoczyły się potężne burze i nawałnice. Front szedł od Wysp Brytyjskich i Niemcy. Śledziłem jego ruch w Internecie na stronie WWW.burze.dziś.net






Przejście frontu burzowego przez Polskę w dn. 7/8.VII.2015 r.

Dla mnie ta przygoda zaczęła się 8 lipca, o godzinie 03:30 CEST, kiedy wstałem, by poczynić obserwacje meteo. Pogoda była dziwna: temperatura +23,6°C, wilgotność 36%, wiatr z kierunków zachodnich, porywisty, zaś ciśnienie leciało na łeb na szyję. Front burzowy szedł z zachodu łamaną linią od Opolszczyzny do Warszawy. Intensywność wyładowań atmosferycznych była znaczna. Od piorunów na mapie było czerwono.

Ale u nas było jeszcze w miarę pogodnie. Na niebie świecił księżyc, kiedy o godzinie 04:45 wyruszyłem z domu wraz z Panem Bednarzem do geologicznej odkrywki w okolicy Targoszowa – 36 km na NW od Jordanowa. Jadąc do Suchej Beskidzkiej widzieliśmy wciąż pogodne niebo, ale po wyjeździe z Suchej nad Beskidem Małym ujrzeliśmy piętrzące się dziko ciemne chmurzyska, a kiedy dojechaliśmy do Kukowa, ciemnoszary granat chmur przecięła pierwsza błyskawica. Dojechaliśmy do odkrywki i wtedy zaczęło regularnie grzmieć, a jednocześnie zapadała coraz gęstsza, hucząca gromami ciemność. Szybko zeskakujemy na dno Targoszówki w miejscu odległym o parę metrów od poprzedniego miejsca, które eksplorowałem. Szybko robimy pomiary i obserwacje. Pstrykam kilka zdjęć.

Robi się coraz ciemniej, a w powietrzu pojawiają się pierwsze krople deszczu. Szybko wracamy do samochodu i kiedy otwieram drzwi na głowy runęła nam kaskada wody! W kilka sekund jesteśmy całkiem mokrzy. Jednocześnie uderza w nas potężna fala wiatru. Potężne smreki miotane wiatrem wyglądają, jakby miały zaraz paść… Trzeba uciekać, bo zaraz mogą polecieć na nas drzewa!

Z ulgą zatrzaskuję drzwi, zapinam pas i odpalam silnik. Wycofuję mojego Caspera na drogę i… z przerażeniem stwierdzam, że drogi nie ma. Wokół nas jest szara, hucząca wiatrem i piorunami przestrzeń. Niesiony wiatrem deszcz jest tak intensywny, że wycieraczki nie nadążają ze zbieraniem wody z przedniej szyby. Temperatura spada z +24°C do +17°C.

Jedziemy powoli w kierunku Kukowa. Przez zalewane deszczem szyby mało co widać, więc wleczemy się jakieś 30 km/h, dopiero na Trakcie Suskim przyciskam gaz i stwierdzam, że deszcz słabnie. Wlokąc się wjeżdżamy do Suchej Beskidzkiej, gdzie na głównej ulicy leży potężna akacja. Objeżdżamy ją i po drodze widzimy pourywane konary innych drzew.

Na DK 28 pomiędzy Suchą a Makowem Podhalańskim zatrzymuje nas korek. Przez CB-radio dowiadujemy się, że koło Drewdomu powalone drzewo zatrzymało ruch, zaś dwa inne zatarasowały drogę w innych miejscach, więc przychodzi nam czekać jakieś pół godziny. Przez radio dowiadujemy się, że strażacy pracują już na miejscu. Czekając słuchamy także JEDYNKI i RADIA PLUS, gdzie mówią o przechodzących nawałnicach i trąbach powietrznych, które dały się we znaki na Opolszczyźnie, Ślasku i Wielkopolsce. Ponoć 4000 miejscowości jest bez prądu, a spadające drzewo zabiło kierowcę… 1000 razy wzywano Straż Pożarną do interwencji, w tym 700 razy w Małopolsce. To coś mówi o skali kataklizmu.




Korek na DK-28 i...

Tymczasem deszcz powoli ustaje i robi się jaśniej. Burza odchodzi w kierunku Jordanowa i Rabki… Zator zlikwidowano, więc ruszamy dalej. Po drodze obserwujemy mgły wiszące na szczytach gór – niezawodny znak dalszych opadów. Wszędzie widać ślady przejścia silnego wiatru: połamane gałęzie, zerwane liście, pozrywane i połamane reklamy… Na szczęście nie widzimy zerwanych dachów czy zrujnowanych budynków.

W Jordanowie jesteśmy o 07:00. Na Plantach widzimy połamane wierzby ozdobne – potężne uderzenia wiatru zerwały im wierzchołki. Podobnie okaleczona została wierzba koło Biblioteki Publicznej. U mojej siostry wiatr złamał sumaka octowca. Poza tym większych strat nie było.






...dewastacje na jordanowskim Rynku

W południe mamy znów upał – temperatura podskakuje do +31,5°C, wilgotność spada do 53%, ale ciśnienie oscyluje z częstotliwością 1 hPa/2 h, wokół wartości 1005 hPa. Mam nadzieję, że coś jeszcze spadnie, bo z moich pomiarów wynika, że „norymny” deszcz, który spadł rano, wylał u nas 10,4 l/m² wody, Pan Bednarz meldował 8,4 mm. „Tylko” albo „aż”, dla letników – „aż”, dla rolników, leśników, plantatorów i grzybiarzy – „tylko”. A przydałoby się tego deszczu tak dwa-trzy razy więcej…   
   

wtorek, 7 lipca 2015

Most, pociąg i „balunio”


W czasie ostatnich wojaży po kraju mam okazję zobaczyć, że jednak coś w nim się dzieje, coś się robi mimo powszechnego zastoju liberalno-cebulackiego. Niedawno wspomniałem o tym, że most na Białce w Juszczynie wreszcie zostaje odnowiony i naprawiony. I rzeczywiście – jest on malowany i odnawiany, a poprzez niego jeżdżą pociągi! Udało mi się to nawet sfotografować!!!



Drugą ciekawostkę ujrzałem w Krakowie. Jadąc do domu koło Mostu Dębnickiego ujrzałem coś, co zrazu wydawało mi się być UFO. Ale nie, to nie było UFO, ale aerostat o znakach SP-BNV, który od kilkunastu lat unosi się nad Krakowem. I słusznie – przynajmniej jest to polski balon, a nie niemiecki czy austriacki sterowiec!







Co jeszcze ciekawego zobaczymy w te wakacje?