środa, 30 września 2015

Zawodowi Polacy protestują!



Mariusz Fryckowski


Bycie zawodowym Polakiem jest trudne, tego uczy nas historia. Kim jest ów zawodowiec? To ktoś taki, który wie, na czym polega patriotyzm i wie też jak i kiedy chronić swoją Ojczyznę. Jeżeli jednak ktoś sprzeniewierzy się oczywistym wartościom, nie zawaha się jej bronić.

Obecny obóz rządzący z nieudolną premier w tle, która odziedziczyła schedę po politycznym cwaniaku, zachowuje się jakby zwariowała z rozpaczy. Pokrytymi lakierem pazurami trzyma się strzępów steru władzy i marzy o tym, aby przetrwać przedwyborczą burzę i wypłynąć na fali społecznego poparcia. Wybrała swoją starą i zdezelowaną broń: łże, łże, jak najęta. Oszustwo i kłamstwo ciągle procentuje, jednak odbiorców ubywa w tempie tonącego kajaku – błyskawicznie. Czy goryczy dodało ostatnie najgorsze z możliwych kłamstwo, które ufundowała Polakom w swoim ostatnim orędziu? Mowa ciała jest najlepszym wykrywaczem kłamstw, a podczas tego występu przed kamerami, widzowie czytali jak w otwartej księdze.

Zaskoczenia nie było, tradycyjnie mówiła o czyś innym, zrobiła coś przeciwnego. Bez wątpienia w porozumieniu ze swoim kumplem: „królikiem Europy”, ustaliła najgorszy z możliwych dla nas scenariusz: wysłała na debatę o uchodźcach najgorszego w dziejach współczesnej Polski ministra Spraw Wewnętrznych – osobę, za którą Bydgoszcz wstydzić się będzie przez długie lata. Nam również nie jest do śmiechu.

Co gorsza, Polska miała swoją szansę na wykorzystanie unijnych przepisów, gdzie kretyńska ustawa o liczbie potencjalnych terrorystów, mogła przez nasz kraj zostać zablokowana na czas praktycznie nieograniczony. Kopacz nie zna przepisów, czy gra do jednej, PO – wskiej bramki? Jeżeli tak, to podpisała cyrograf z diabłem, wpisując się do historii Polski, jako pospolity zdrajca.

Ilości tzw. imigrantów, które Polska ma przyjąć są niedorzeczne, muzułmanie znani są z tego, że mnożą się jak króliki i w ten sposób podporządkowują sobie tereny, które chcą opanować.

Europa? Czemu nie, z Koranem między nogami, z tasakiem w jednej, a z odciętą głową niewiernego (dla nich) w drugiej, sieją strach i wściekłość. Strach w części zachodniej Europy, wściekłość na wschodzie.

Muslimi wiedzą o tym, że z Rosją i Polską mają problem, pewne normy, do których się przyzwyczaili u nas nie działają. Przekonali się o tym i oni i rządzący skorumpowanym krajem sprzedawczyki, podczas dzisiejszych marszów protestacyjnych. Media nabrały wody w usta, jak przystało na tuby mocodawców, pozostaje dziennikarstwo obywatelskie i materiały filmowe w światowej sieci, których ocenzurować się zwyczajnie nie uda.

Sitwa ciągle żyje w ułudzie, że Internet jest tak wirtualnym narzędziem, że nikt go nie śledzi. Bazują na ludziach starszych, którym do głów wciskają głupoty. Młodzież tego nie łyka, wychodzi na ulice polskich miast.

Transparenty, patriotyczne hasła, które reżimowe media w szczątkowych relacjach komentują, jako ekstremistyczne. Bóg, Honor, Ojczyzna – to według nich prowokacja. Już to samo świadczy o tym, jak dalece ta władza jest zdemoralizowana i służy mafii brukselskiej.

85 procent rodaków nie życzy sobie w swoim kraju obcych kulturowo dziwolągów, którzy prócz roszczeń nie wnoszą niczego. Jednak trzeba mieć świadomość tego, że Kopacz godząc się na przyjęcie tych dzikusów, podpisuje kolejny pakt z kolejnym diabłem, wiedząc lub nie o tym, że za tysiącami uchodźców, którzy pojawią się w naszym kraju, pojawią się również ich krewni. Z kilku tysięcy zrobi się armia darmozjadów, którzy o asymilacji z goszczącym ich krajem, nie mają pojęcia. Asymilacji nie ma i nie będzie, dokładnie tak, jak od wieków dzieje się to z Cyganami, ups, poprawność polityczna nakazuje użycie nazwy – Romowie.

Nie chcą i nie muszą, wystarczy im socjal. Czyim kosztem? Odpowiedź jest oczywista.

Najgorszym jednak jest to, że Polacy przewidując swoją przyszłość, chcą się bronić sami przed nawałnicą, która dopadła Francję, Anglię, Szwecją, czy ogłupiałych Niemców. Oficjalnie żądają dostępu do broni, bez tysięcy papierów, próśb, podań i innych ograniczeń. Skoro podobno jesteśmy wolni, a rząd nie potrafi zapewnić nam bezpieczeństwa, a tym bardziej własnej premierzycy (rzekomy zamach na Ukrainie), to my dziękujemy, obronimy się sami, łaski bez.

I tutaj rodzi się problem, o którym nie usłyszymy z tub medialnych, czy ze strony tego, czy innych polityków. Stanowcze „nie” w tej sprawie odczytać należy w jeden sposób, rząd boi się tego, że pierwsze serie z karabinów skierowane byłyby wpierw w nich, a później w bandytów.


A to nie to samo?

Nareszcie jaka-taka Europa…


Tak powiedział jeden z mieszkańców ul. Mickiewicza na widok odnowionego odcinka jezdni pomiędzy sklepem JAG a rozjazdem wiodącym do tartaku Pana Solowskiego, koło domu Pana Gwiazdonika.

Drogę wreszcie naprawiono, położono nowy asfalt i nowe krawężniki, co spowodowało, że ulica uzyskała wygląd ulicy miejskiej, a nie drogi z jakiegoś galaktycznego zadupia.



Tak więc nareszcie ulica Mickiewicza pozbyła się jednego z wielu problemów, które gnębią jej mieszkańców, mam nadzieję, że będzie to dobry początek nowych rządów w Mieście. Teraz pozostało oznakowanie wszystkich ulic Mickiewicza – a jest ich już 12! – zaś przede wszystkim skanalizowanie, bo to jest najważniejsza potrzeba. Idąc w upalne dni ulicą czuć było smród bijący z kratek burzówki. To cud, że Miasta nie nawiedziła jakaś dżuma czy inna cholera…!


Cieszymy się bardzo, dziękujemy i prosimy o dalsze usprawnienia i inwestycje w naszej 12-krotnej ulicy Mickiewicza!   

wtorek, 29 września 2015

Słońce poboczne


W dniu wczorajszym, 28.IX, spacerowałem po ulicy Mickiewicza i oglądałem niezwykle ciekawe chmury, które kojarzyły się z osławionymi chemtrails, które pozostawiają na niebie niektóre samoloty.


Patrząc w kierunku zachodnim zauważyłem ciekawe i niezwykłe zjawisko: dwóch słońc, albo fałszywego, pobocznego lub obocznego słońca. Bierze się ono z odbicia promieni słonecznych od zawieszonych w powietrzu kryształków lodu tworzących chmury Cirrus, które znajdują się powyżej 10.000 m nad ziemią.








Jak widać jest to piękne zjawisko, które niektórym kojarzy się z UFO, ale nim na pewno nie jest…  

A tak już nawiasem, to chciałbym pokazać jak to spadło nam na Jordanów 42 mm deszczu w ciągu dwóch dni:



  
Tak to wyglądało - dane z DWD

poniedziałek, 28 września 2015

To już 130 lat!


To już 130 lat nasza jordanowska Ochotnicza Straż Pożarna czuwa nad bezpieczeństwem obywateli jordanowskich. Wiem, że brzmi to jak kiepski slogan, ale z drugiej strony tak właśnie jest! I to właśnie w dzisiejszą niedzielę miała miejsce kulminacja uroczystości obchodów tej okrągłej rocznicy.




Mógłbym tu napisać wiele różnych ciepłych i miłych słów pod adresem naszych strażaków, ale i tak nie byłyby one adekwatne do tego, co ci ludzie zrobili dla naszego Miasta w te trzynaście dekad, w czasie których mieszczą się trzy wojny – w tym dwie światowe, stan wojenny, rozbiór Polski, dwudziestolecie międzywojenne, II Rzeczpospolita, Polska Ludowa, III Rzeczpospolita, IV Rzeczpospolita… Kawał historii naszego kraju i naszego narodu! To jednak jest mocna rzecz! Zmieniały się ustroje, zmieniali się ludzie u steru władzy, a oni zawsze trwali na posterunku czekając na wezwanie, a kiedy takowe nadeszło, rzucali wszystko i biegli ratować ludzi i mienie! Jak powiedziano w sprawozdaniu z działalności naszej OSP – rocznie uczestniczy ona w ponad 100 akcjach ratowniczych, ratowniczo-gaśniczych i przeciwpowodziowych, a w roku ubiegłym ich ilość przekroczyła już 200!





No i sama uroczystość była godna tego, by nazwać ją młodzieżowo - totalnym super mega-splendorem. Przede wszystkim uczestniczyło w niej – poza lokalnymi władzami i duchowieństwem - trzech generałów-nadbrygadierów Państwowej Straży Pożarnej, w tym jeden w randze ministra, dwoje posłów na Sejm, jeden senator, jeden marszałek województwa, przedstawiciele władz wojewódzkich i powiatowych. W sumie takiej ilości wysoko postawionych ludzi Jordanów nie widział w czasie swej całej historii! A do tego jeszcze delegacje z okolicznych miejscowości, „honorówka” ze Szkoły Aspirantów PSP z Krakowa – młodzi, wspaniali chłopcy oraz najmłodsi druhowie – nasza przyszłość.





Co tam było? Przede wszystkim paradne przemarsze – z Domu Strażaka do kościoła, Msza św., przemarsz na Rynek i główna uroczystość wręczenia odznak, medali i innych znaków zasługi dla strażaków, którzy szczególnie zasłużyli się w służbie dla społeczeństwa. Potem poświęcenie trzech nowych wozów bojowych (mam nadzieję, że św. Florian będzie je miał w szczególnej opiece) i wreszcie defilada wszystkich pododdziałów.




O godzinie 15-tej, na Rynku zaczęły się pokazy strażackiego sprzętu – szczególne zainteresowanie wzbudził podnośnik, którym można się było przejechać w górę, pokaz starej strażackiej drabiny na samochodzie będącej szczytem możliwości technicznych I połowy XX wieku, pokaz nowoczesnych wozów bojowych i technicznych, quadów ratunkowo-gaśniczych, i innych pojazdów. Poza tym były kultowe pojazdy takie jak: osobowa warszawa, mercedes z czasów wczesnego Bonda, superkultowy motocykl Junak, łaziki: jeep i gaz z kuchnią polową.




Dla dzieci były strażackie tory przeszkód, „bojówka”, dmuchany strażacki „małpi gaj” i ściana wspinaczkowa.




No i gwóźdź programu – koncert orkiestry dętej naszej OSP. W koncercie wysłuchaliśmy utworów z repertuaru popularnego i rozrywkowego – wszak nie mogło być innego w takie święto! Cieszy to, że orkiestra stanowi całkowicie odmłodzony zespół składający się w dużym procencie z młodych muzyków i przede wszystkim grający coraz lepiej, co jest szczególną zasługą kierującego nią kapelmistrza.







Kończąc życzę naszym strażakom kolejnych 130 lat dobrej służby dla Miasta i jego mieszkańców i nade wszystko… jak najmniej pracy!  
     


piątek, 25 września 2015

BÓG, HONOR, OJCZYZNA i jej…

zdrajcy, czyli… strzelając ZeZeM  (felieton)



Mariusz R.Fryckowski

Trwa niezwykle gorący okres bezpardonowej wojny o stołki w polskim parlamencie. Do godności senatorów i posłów garną się ludzie głęboko wierzący w ideę gruntownych zmian w życiu Polek i Polaków, jak również zwykłe kanalie, które bez władzy nie potrafią żyć. Skoro demokracja nie radzi sobie z odsiewem ziarna od plew, czarno widzimy wszelkie zabiegi o to, aby podobny mechanizm zastosować w stosunku do potencjalnych terrorystów, którzy dzisiaj są jeszcze „uchodźcami”.

Jeszcze gorzej jest z kandydatami, którzy chcą nam służyć, obejmując ministerialne teki. Minister, to inaczej nasz sługa – człowiek od brudnej roboty, który ma wykonywać moje polecenia. Jeżeli tego nie robi, należy go usunąć, ponieważ złamał obietnice, które złożył, a które ja ( oczywiście w domyśle Naród) zaakceptowałem. Póki, co, takiego mechanizmu nie ma, choć sięgając do historii, ze zdziwieniem stwierdzimy, że nihil novi sub sole i tutaj również ma to zastosowanie. Większość z nas ma dosyć rządów złodziejskiej koalicji, która łupi nas od ośmiu lat. Czara goryczy się przelała i w efekcie, z wielkim hukiem, miejsce lokatora z Ruskiej Budy zajął kompletnie nam nieznany młody, uśmiechnięty „chłopak”, który choć daleki jest od wzorca Piłsudskiego, może nieźle namieszać w polskiej (i nie tylko) polityce.

Owszem, rodząca się nowa, śmiercionośna w stosunku do nowego prezydenta opozycja, którą wkrótce stanie się Platforma „Antyobywatelska”, nie do końca wie, jak rozprawić się z kimś „bez Szoguna”, dlatego na wszelki wypadek, poprzez zakamuflowane w Polsce niemieckie media, wali w nowego lokatora Pałacu jak w przysłowiowy bęben.

Przypomina to trochę pęd ptaków dodo do samozagłady, ponieważ straszenie Dudą i PiS-em może miałoby i sens w innej rzeczywistości, ale obecna w kontekście jaskiniowców, którzy za wszelką cenę chcą wyrżnąć pół Europy, traci sens. Obraz Platformy w świadomości wyborców jest już ustalony – obecne sztandary zostały skompromitowane lub splamione krwią ( Smoleńsk i niewytłumaczalne zgony osób publicznych).

Alternatywą jest…?


Bóg


Kompletnym nieporozumieniem jest szarganie „Bytu”, którego istnienie potwierdzają miliardy wyznawców na całym świecie. Sprawy „jedynie słusznej wiary” muszą pozostać na piedestale, ale co z innowiercami? Właśnie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, choć „siedzenie” podpowiada nam, że każda wiara ma sporo krwi za uszami. Zostawmy Boga w spokoju, a zajmijmy się przez chwilę Kościołem, a tutaj od lat dzieje się źle. Eksodus zaczął się z chwilą odejścia polskiego papieża – autorytetu, pod którym obecnie powszechnie się ryje. Wojtyła był nie tylko namiestnikiem Boga na ziemi, ale również zręcznym politykiem, który potrafił rozdzierać serce na wiele części. W ten sposób każdy naród po Jego wizycie, czuł się w jakimś sensie wybranym, a jeżeli kogoś razi ta analogia, to wystarczy stwierdzenie – docenionym.

Obecności polskiego papieża brakuje dzisiaj zwłaszcza Polakom, zabrakło spoiwa, które łączyło, miast dzielić. Niestety, Franciszek jest tego najlepszym przykładem. Bycie do pewnego stopnia liberalnym w tak konserwatywnej instytucji, którą jest Kościół, to nie wyzwanie, a samobójstwo. Jednak i to można zrozumieć, mieszanie się do i w… polityce świata, to już głęboka niestosowność, podrasowana przedziwnymi pozorami ascezy.

Bo jak nazwać obrazki, gdzie papież – głowa Kościoła zachowuje się jak kloszard? Czy to efekciarstwo, czy przyzwyczajenie z faweli? Cała ta poza, z Asyżem w tle, ma niewiele wspólnego.

Polacy nie mają większego wsparcia od Franciszka, z wyjątkiem rozpatrywania spraw o pedofilię i zmuszanie polskiego Kościoła do przyjmowania troglodytów z krajów, których nawet nie potrafimy wskazać na mapie, choć dobrze wiemy, że ich historia pisana jest ściętymi głowami i potokami przelanej krwi. Ot, taka kultura lub jej brak w dodatku ukazywana w TVN-ie i Republice ( wreszcie mówią jednym, zafałszowanym głosem?).

Papież Franciszek jawi nam się, jako osoba skromna, oddana wierze i ludziom, często w połatanych buciorach i cudzej piusce, ( bo akurat ktoś ją mu podmienił) na głowie. Osoba ta, ma też umiejętności dodatkowe, o które do niedawna trudno było go posądzać. Być może tę naiwność świetnie wykorzystał „Golfista” zza Wielkiej Wody, który raptem pokapował się, że rezydent Kremla może zaanektować również Hawanę wraz z prowincjami i pokrytym plamami wątrobowymi słynnym Fidelem. Jako forpocztę wysłano wpierw sygnał – zdejmujemy embargo i zgłaszamy gotowość do współpracy. Później, jako „wunderwaffe” wysłano właśnie papieża, który przygotował i przyklepał sprzyjający klimat. Wizyta Franciszka w USA była już tylko formalnością. Powitano go tam z najwyższymi honorami i wytrzymano nawet „bajdurzenie” o wartościach rodziny w kontekście gejów, lesbijek i  innej swołoczy.

Kościół Polski jednak z przerażeniem odnosi się do pomysłów papieża w kwestii przyjmowania tzw. „uchodźców” do każdej parafii, bo to nie wiadomo, czy czegoś nie zwędzą, albo kogoś nie „ubiją” w przypływie „wiecznej szczęśliwości” w imieniu kolegi „Bah-ometa” lub innego „Ałłacha”.

Na wszelki jednak wypadek zachowują pozory uległości, bo a nóż stracą robotę?

Skoro tak, to niech powstają meczety, niech polskie ulice okupują zgięci wpół muzułmanie, modlący się na polskich dywanach z Wólczanki ( o ile jeszcze jej nie rozkradziono lub nie sprzedano) lub innych Kowar.

Poprawność polityczna, ta usprawiedliwia wszystko i wszystkich, ale czy ma coś wspólnego z… honorem?


Honor


Przeciętny Polak podobno bogaci się w zawrotnym tempie, tak przynajmniej twierdzi obecny koncentracyjny obóz rządzący naszym Krajem. Oczywiście ci prości ludzie wyznający kult kradzieży cudzego pieniądza mówiąc i myśląc o dobrach doczesnych, niestety, ciągle zapominają, że każdy, a zwłaszcza Polak, kieruje się w życiu i to często nieświadomie dobrem, którego w żaden sposób wycenić nie można – to nasza zaleta i przekleństwo – HONOR. Nie można go zapakować do puszki, czy butelki, to się albo ma, albo nie, Jeżeli nie, wtedy jest się zwykłą… kanalią.

W imię honoru, Polak da się nawet zabić, pod warunkiem, że wpierw na łono Abrahama wyśle trzydziestu (lub więcej) wrogów. I to jest nasza nadzieja, zwłaszcza teraz, gdzie jak wciskają nam lewackie „telewizory” - jesteśmy bezpieczni i nic nam nie grozi z wyjątkiem histerii Kaczyńskiego, który jeżeli jeszcze nie zwariował, to z pewności temu stanowi się podda.

Tymczasem obywatel tego wycieńczonego kraju myśli zupełnie inaczej, choć temu błogiemu stanowi poddaje się tylko w obecności kiełbachy z grilla ( dawniej rożno), importowanego piwska ( bo w modzie) lub podczas oglądania ulubionego programu, gdzie Jego ziomek właśnie robi z siebie durnia ( reality show).

Już nikt nie wierzy Pytiom z Sejmu, Senatu, czy przydupasom pani Premier, szybciej wokaliście z ambicjami, bliźniakowi, który w imieniu brata marzy o normalności, dziennikarzowi, który złamał psychicznie legendę i faktami strzelił ją w pysk, czy też człowiekowi z muszką, który już wie, że ten element garderoby łatwo zmienić na zakończenie lufy tyciego pistolecika. Ci wydają się mieć honor, a reszta? Reszta to wybrańcy mniejszości, czyli tych, którzy są święcie przekonani o tym, że tak dobrych czasów jak dzisiaj już nigdy nie będzie. Największe grono wyznawców stanowią tutaj ludzie kultury, tacy światli, wspaniali, obyci, a moralnie… tyci.

Na szczęście to ciągle margines, który w obliczu niechybnych zmian szybko się skurczy, albo przejdzie na… zasiłek, a na to okradzionej z wszelkich wartości Ojczyzny nie stać.


Ojczyzna


Czym jest Ojczyzna? Dla tych, którzy w poszukiwaniu chleba, albo inaczej… wygody, (bo przecież życie ma się tylko jedno) wyjechali w świat, to pojęcie łączy się z jednym – zapewnieniem sobie i rodzinie godnych warunków bytowania. Kiedy poczują się już zabezpieczeni, wtedy zaczynają tęsknić do macierzy. Tak dzieje się od zawsze, nawet nasze rządy na uchodźctwie, z wielką troską podchodziły do swojej ojczyzny, ale jakoś nigdy nie zaryzykowały walki bezpośredniej w swoich dawnych granicach. Czy w razie potrzeby miliony Polaków daleko od  Najjaśniejszej powrócą i chwycą za broń? Śmiem wątpić, lepiej przecież z pozycji obserwatora i utyskującego na „niewdzięczną ojczyznę” popijać kolorowe drinki, mocząc tyłek w swoim basenie. Stary Kraj pozostał daleko, na skrajach świadomości i jest tylko wspomnieniem, ponieważ teraz walczą w nim o normalność nieudacznicy i ofermy, którzy zamiast być cwanymi i wyjechać, kiedy był jeszcze czas, walczą o swoją przyszłość we własnym kraju z ludźmi, których nieroztropnie wybrali, a którzy okazali się być pospolitymi oszustami i… zdrajcami!


Zdrajcy


Nie ma większej obelgi? Okazuje się, że w życiu bywa tak, że bycie „zdrajcą” może okazać się w mniemaniu mniejszości rządzącej Narodem – zaletą! Bez wątpienia ludzie ci powinni na samym początki swojej politycznej drogi zostać zbadani przez psychiatrów. Niestety, konstytucja tego nie precyzuje, no i mamy teraz rozpasanych wariatów, którzy utracili kontakt z rzeczywistością, poprzez wielomilionowe wynagrodzenia, do których dopuścił „uśmiechnięty facecik” z Kaszub, przez co jego ziomkowie już wkrótce przebiorą się w burki, ale nie z powodu zmiany religii, a… wstydu.

I trudno się im dziwić, podobnie jak ocenie, że Polska jest tworem czysto teoretycznym, za to z upodobaniami na poziomie: ośmiorniczek i drogich win. To ostanie akurat jest chwalebne, ponieważ na świecie wyznacznikiem kultury jest właśnie ilość spożywanego wina. Prawda, jak przez chwilę zrobiło się przyjemnie? Niestety, to tylko iluzja, ponieważ do dzisiaj z tych trunków w rodzimym wydaniu nie pozbyto się siarki i jej pochodnych. Tak, właśnie, elity władzy zgłupiały od tego, że piją pospolite „buzony”. Pozostawmy to jednak w sferze teorii spiskowych.

Tak, czy inaczej, tylko zdrajca mógł dopuścić do tego, że z mapy przedsiębiorstw i to dobrze prosperujących zniknęły kluczowe nazwy, a te, które jeszcze „zipią”, znikną, zanim dojdzie do wyborów. Po co komu węgiel prawda? Ups, najgoręcej przepraszam, trochę jednak trzeba go wydobyć, bo to w Naszym Kraju nie jest tak skwarnie jak w Syrii, Iraku, czy innej republice bananowej. A my chcemy być gościnni, mili, opiekuńczy i chwaleni przez… Berlin, Brukselę, wszak kilka kolejnych wydojonych z unii srebrników się przyda, a to ma się nijak do… zdrady? Grupa Wyszehradzka twierdzi inaczej.
Nic, tylko womitować.




czwartek, 24 września 2015

Leśny mózg


Dzisiaj mając dzień przepięknej, jesiennej urody, wybrałem się na rekonesans w Majerzowy Las i na Końskie Ugory, gdzie zwabiły mnie opowieści Pana Bednarza o dużych ilościach maślaków czekoladowych, które tam występują.

Wybrałem się zatem koło siódmej rano. Pogoda – cudownie jesienna: mgły, temperatura +10,2°C, ciśnienie idące w górę i nieco zachmurzone niebo, słowem – jesienna idylla. Wchodzę w las i nie znajduję tam niczego, poza mleczajami bielami, które wskutek suszy są niewielkie i nie tak mięsiste, jak zazwyczaj.






Po przejściu kilkuset metrów trafiam na pierwszego „jadalniaka” – prześlicznego koźlarza rosnącego solowo pod świerkiem, co mnie nieco dziwi.

Idąc w stronę Końskich Ugorów napotykam na pierwszy leśny mózg – czyli siedzunia sosnowego vel szmaciaka gałęzistego. Tych grzybów pojawia się w naszych lasach coraz więcej, mimo tego, że od października 2014 roku przestał być pod ochroną.








Pojawiły się także muchomory czerwone, które stwarzają jesienny, fantazyjny nastrój. Po polach chodzą chmarki saren. Jesień pomyka rudością lisiego futerka…





Poza nimi pojawiły się także gołąbki winne i jakieś bedłki. Podsumowując, grzybów jest mało i rosną tylko tam, gdzie znajdują się wilgotne miejsca. Zresztą ścioła leśna jest wilgotna do jakichś 5 cm, a pod nią jest sucho jak pieprz. Nie ma co mieć nadziei na grzyby póki nie spadnie deszcz i to taki na 60-90 mm w ciągu 2-3 dni.


Czekamy zatem na deszcz jak kanie…