piątek, 25 listopada 2016

Jaka będzie zima tego roku?





Na to pytanie usiłują odpowiedzieć uczeni od dłuższego czasu. Wiadomo, że wciąż pogłębiający się efekt globalnego ocieplenia (EGO) powoduje, że lata są coraz dłuższe i cieplejsze, a zimy mniej śnieżne i mroźne. To oczywista oczywistość, ale jakoś to nie chce dotrzeć do rządzących nami „geniuszy od siedmiu boleści” i „wybrańców narodu”, którzy gładko przechodzą ponad tym do porządku dziennego uchwalając coraz to głupsze i oderwane od rzeczywistości ustawy, rujnują gospodarkę naszego kraju. I teraz w tą zrujnowaną gospodarkę będą uderzały skutki EGO, boż wcale nie jest powiedziane, że w Polsce wyrosną palmy i pomarańcze, ale przede wszystkim nawiedzą nas różne katastrofy klimatyczne: długotrwałe deszcze, męczące upały i susze, niszczące burze, trąby powietrzne i tornada… 

Jak na razie średnia temperatura Ziemi wzrosła o 2°C. Kiedy wzrośnie o 4°C przez nasz kraj przewalą się katakliktyczne zjawiska atmosferyczne, które będą porównywalne z plagami egipskimi. Podwyżka o dalsze dwa stopnie będzie równoznaczna z końcem istnienia naszej cywilizacji. Dlatego tak bardzo niepokoi mnie wykres opublikowany przez amerykańską National Oceanic and Atmospheric Administration – NOAA, ukazujący powierzchnię lodów na akwenach Wszechoceanu w latach 1978-2016. Jak widać wyraźnie, powierzchnia pól paku lodowego spada z każdym rokiem, ale najbardziej drastyczny spadek odnotowano właśnie w roku 2016. Jak widać, różnica pomiędzy areałem lodów w listopadzie 2012 a listopadzie 2016 wyniosła prawie 3 mln km²! Tyle właśnie mamy mniej lodu na północnej czapie polarnej i to właśnie niepokoi uczonych i klimatologów. 

Jakie są prognozy? Jak na razie nieciekawe: łagodna zima, niemal bez mrozów i śniegów. Wszystkiemu są winne potężne wyże nad Syberią – 1076 hPa w centrum, które spychając aktywne niże atlantyckie powodują to, że zagarniają one masy ciepłego powietrza znad Afryki i kierują je na północ, nad Europę. W efekcie mamy u nas coś na kształt jesienio-wiosny, zaś w Kanadzie i USA – zimę i trzaskające mrozy… 

Jedno jest pewne: będzie ciekawie. Za zimą płakać nie myślę i nie będę, jednakże musimy się przygotować na różne niespodzianki w rodzaju posuchy lub powodzi. Wraz z moimi Kolegami-naturalistami obserwujemy coraz więcej niezwykłych anomalii Przyrody w naszych lasach i na polach, których nie widziano tu wcześniej i nie bardzo wiemy, co one wróżą. Tak czy inaczej, cokolwiek będzie, będzie to NIEZNANE. 

niedziela, 20 listopada 2016

Ognie wiatru halnego




Każdy z nas mniej więcej orientuje się, jak działa wiatr fenowy, czyli w naszym przypadku wiatr halny. Powietrze znad Słowacji wypychane wyżem płynie na północ, gdzie znajduje się niż nad Polską, ale po drodze jest przegroda Tatr, przed którą następuje sprężanie i co za tym idzie – nagrzewanie mas powietrznych, które potem spływając po północnych stokach Tatr rozprężając się oddają ciepło. Dlatego właśnie w czasie wiatru halnego temperatura wzrasta – i tak np. w dniu wczorajszym mieliśmy +13,0ºC, zaś dzisiaj +11,9ºC. W nocy temperatura trzymała się aż +8ºC! i – co ciekawe - przeszła nad nami krótka burza z wyładowaniami atmosferycznymi, która dała opad rzędu 1,5 l/m². Nie jest to dobry prognostyk – grzmoty na suchy las – na ciężki czas, czyli na długą i ciężką zimę… Cała nadzieja w EGO!











W niedzielę pogoda była ciepła i nieco chmurna, ale zachód słońca pokazał nam wspaniałą feerię barw – od głębokiego karminu aż po siarkową żółć – na niebie i na chmurach. Chwilami wydawało się, że wewnątrz chmur szaleje gigantyczny pożar, od którego zaraz zapali się cicha ziemia. 











Całe to barwne widowisko trwało kwadrans, potem Słońce zeszło niżej pod horyzont i chmury pociemniały. Ciekawie wyglądała chmura wisząca nad Osielcem, która generowała się nad Narożem i rozwiewała nad Grapą. Powoli ta dziwna chmura zmieniała swe kolory od ciepłych brązów pomarańczowych, poprzez malinowy aż do ołowianej siności.Poza nimi zaobserwowałem niewielkie mammatusy – charakterystyczne chmury frontu chłodnego, ale… - nie przechodził teraz żaden front! Czyżby kolejna osobliwość pogodowa tej jesieni?  

video

video

video

Warto było spacerować w tym czasie, co widać na załączonych zdjęciach i filmikach…   

wtorek, 15 listopada 2016

Atak zimy i wilcza pełnia




Listopad tego roku upodobnił się do listopadów z lat 60. ubiegłego stulecia, kiedy to zima zaczynała się właśnie w tym miesiącu i to czasami już na Wszystkich Świętych.


Tym razem zima przyszła 3.XI, kiedy to temperatura zaczęła spadać, i 4-go osiągnęła poziom -3,8°C. spadł także śnieg, który dał wodę w ilości 1,04 l/m². Potem były dwa dni przerwy i 6.XI znów zaczęło padać deszczem ze śniegiem – przy temperaturze +8,8°C, która w ciągu dnia poszła w dół, bo wiatr z południowego wykręcił się na północno-zachodni, przeszedł front chłodny i 8.XI temperatura nocna spadła do -3,8°C. Dnia 9.XI zaczął padać deszcz ze śniegiem, a w następne dni śnieg. 12 i 13.XI minusowa temperatura była przez cała dobę, zaś w nocy 14/15.XI spadła aż do -8,1°C. W dniu 15.XI wiatr wykręcił się na południowy, a temperatura poszła w górę, a ciśnienie z wartości 1016 hPa w dół, i znów z południa powiało ciepłem, a z zachodu nadciągają opady śniegu i deszczu ze śniegiem…



Noc 14/15.XI była nocą „wilczego księżyca”, superpełni, kiedy to Srebrny Glob zbliżył się do Ziemi na odległość 356.512 km o godzinie 12:23 CET. Jego wielkość na niebie zwiększyła się o 14%, zaś jasność o 30%. I faktycznie – noc była bardzo jasna, aczkolwiek około godziny 22-giej nadeszła mgła, która zestaliła się w godzinach przedporannych, w związku z czym udało mi się sfotografować zachodzący Księżyc. Tak jasny Księżyc był w 1948 roku!




Poza tym przed wschodem Słońca jest widoczny doskonale Jowisz w konstelacji Panny (13° Wagi) jako obiekt o jasności -1,29 mag.   

  

środa, 9 listopada 2016

KWIATY KSIĘŻYCA






Kiedy w  lipcu, sierpniu i wrześniu w dolinach Skawy i wpadających do niej potoków zaczynają się gromadzić przedporanne mgły, kiedy już po św. Annie ranne powietrze w Beskidach jest chłodne, a sosnowo-świerkowe bory pachną w jedyny i niepowtarzalny sposób, który rasowego grzybiarza wprawia w stan oszołomienia – wtedy trzeba wstać przed świtaniem, chapnąć byle co „na ruszt” i z koszykiem w ręku ruszyć w lasy.

Kiedyś, nieoceniony redaktor Andrzej Zalewski z „EKO Radia” PR-1, tak powiedział w swym antenowym wejściu: „Kwiaty są dziećmi Słońca, a grzyby – Księżyca”, zastrzegając się przy tym, że jest to stara mądrość ludowa. Oczywiście – ludowe mądrości mają to do siebie, że sformułowano je w oparciu o wieloletnie obserwacje i doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie i nie dadzą się zamknąć w ciasne ramki wzorów matematycznych, nie da się ich wepchnąć w dyski komputerowej pamięci.

Podobnie rzecz się ma z grzybami. Kiedyś uważano je za rośliny niezielone, bo nie mają chlorofilu, a zatem nie mogą czerpać związków chemicznych potrzebnych im do życia w procesie fotosyntezy, aliści rychło okazało się, że grzyby w ogóle nie są roślinami, więc wybrnięto z sytuacji i stworzono dla nich osobne królestwo grzybów – Fungi.

Od najmłodszych lat fascynowały mnie te organizmy, tak niezwykłe w biosferze Ziemi. Początkowo poznawałem je dzięki temu, że zbierałem ich owocniki z dziadkami i rodzicami, a potem samemu. W technikum leśnym poznałem je dokładniej na lekcjach botaniki, ale mimo tego, że osiągnąłem już wiek dojrzały, młodzieńcza fascynacja pozostała... Przecież to są jedne z największych organizmów świata! Bez kawału – taka purchawica olbrzymia – Langermannia gigantea – to twór, który potrafi przerosnąć 2 – 3 i więcej metrów gleby do skały macierzystej i to na obszarze do 2 ha! Kudy do niej ma taki wieloryb – płetwal błękitny ze swymi 135 tonami wagi i „zaledwie” 33 m długości?...

Grzyby mają wiele tajemnic. Zacznijmy od ich wysypów, które podlegają pewnym prawom. Doświadczeni grzybiarze wiedzą, że największe wysypy owocników grzybów zdarzają się od pełni do nowiu Księżyca, zaś, kiedy Księżyc idzie do pełni, to do lasu nie ma po co iść, bo niczego się nie znajdzie. Reguła ta wszakże stosuje się do grzybów z rurkowatym hymenoforem – borowików, maślaków, podgrzybków, itd.itp. - natomiast grzyby z blaszkami pod kapeluszem - pieczarki, gołąbki, kanie, itd. – na odwrót, rosną od nowiu do pełni Srebrnego Globu... Stąd właśnie wzięło się powiedzenie zacytowane przez red. Zalewskiego.

Drugą tajemniczą cechą jest ich toksyczność. Na dobrą sprawę wszystkie grzyby – poza pieczarkami – są niestrawne dla człowieka. Ściany ich komórek są zbudowane z substancji zbliżonej składem chemicznym do chityny, ergo zjadając dajmy na to 20 dag leśnych grzybów w potrawce, de facto zjadamy 20 dag smażonych chrząszczy... Tylko pieczarka ma ścianki komórek rozpuszczalne i przyswajalne przez układ trawienny człowieka! Ale i nie wszystkie pieczarki są bezpieczne, bowiem taka pieczarka polowa – Agarica arvensis – ma paskudny zwyczaj kumulowania  soli metali ciężkich: rtęci, kadmu czy szczególnie niebezpiecznego strontu-90, który spada na nasze pola i lasy po katastrofach jądrowych i testach nuklearnych w Rosji, Chinach czy USA.

Podobnie niebezpiecznym jest smaczny podgrzybek brunatny – Xerocomus baldius, – który kumuluje w skórce kapelusza wyjątkowo niebezpieczne radionuklidy cezu-136 i cezu-137 – po katastrofie w Czarnobylu i Fukushimie oraz próbach jądrowych w ZSRR i Ameryce. Odkładają się one w kościach i porażają szpik kostny, co może prowadzić do białaczki.

Z kolei krowiak podwinięty – Paxilius involutus – zwany tu i ówdzie olszówką, zawiera w sobie toksyny, które nie rozpoznano do dziś dnia, mimo intensywnych badań nad nimi. Wiadomo jedynie, że toksyny te kumulują się w wątrobie, a głównie niebezpieczeństwo tkwi w tym, że uaktywniają się one dopiero po 15 – 20 latach! Wyjątkowo wredny ten grzybek był uznawany za jadalny jeszcze w latach 70.!

Mój dziadek - Franciszek Baranowicz – który swą burzliwą młodość spędził na Syberii, gdzie w 1905 roku bił się z Japończykami w Mandżurii, i był jednym z niewielu Polaków na miejscu katastrofy tunguskiej w 1908 roku, opowiadał mi do poduszki, jak to wraz z Rosjanami jadali wspaniałe muchomory... – oczywiście chodziło tu nie o muchomory czerwone – Amanita muscaria czy muchomory sromotnikowe – A. phalloides, ale o muchomory czerwonawe – A. rubescens i muchomory cesarskie – A. caesarea, – które są smacznymi grzybami jadalnymi, a które przez niewprawnych grzybiarzy są mylone z trującymi muchomorami czerwonymi. NB, stąd poszło, że Rosjanie i inne nacje WNP zbierają i jedzą wszystko, co znajdują w lesie, zgodnie z zasadą: Что в лесу, это гриб, – co w lesie, to grzyb – w tym także wszystkie najzjadliwsze muchomory... To nie tak. Tylko te muchomory, które są jadalne. I ponoć bardzo smaczne! A to, że popijano je wódką, to już wkładam między bajki, bo zdecydowana większość grzybów nie idzie w parze z alkoholem i picie wódki pod takiego czernidłaka kołpakowatego – Coprinus comatus – może się skończyć paskudnym zatruciem kopryną. Obronną ręką wychodzi się po spożyciu borowików i rydzyków, a także opieńków, aliści nie radzę mieszać alkoholu i grzybów...

I jeszcze à propos czernidłaków – w drugiej dekadzie września 1999 roku, w okolicach Jordanowa zaczął się wysyp ogromnych owocników czernidłaka kołpakowatego. Rozmiary niektórych owocników dochodziły aż do 30 – 35 cm wysokości – przypominam, że „normalne” rozmiary owocników tego grzyba wynoszą jakieś 8 – 12 cm wysokości – a zatem nasze czernidłaki były niemal trzykrotnie większe! W lipcu 2000 roku, pomimo silnych deszczów, które spowodowały nienormalne rozmiary owocników borowików szlachetnych – Boletus edulis i borowików ceglastoporych – B. erythropus, które na Sądecczyźnie osiągały rozmiary kapelusza 43 x 32 cm i 3,1 kg żywej wagi, a owocniki o masie 1 – 1,6 kg były na porządku dziennym – nasze czernidłaki osiągały już jedynie swe „normalne” rozmiary... Oczywiście ludzie znaleźli przyczynę – „z pewnością wybuch w Czarnobylu” – orzeczono i nikt rzeczonych czernidłaków nie ruszył, mimo iż wiadomo było, że są one w smaku podobne do kani – Macrolepiota procera.

Na zakończenie jeszcze apel do Czytelnika:, kiedy będziesz w lesie i zobaczysz grzyba, którego nie znasz – nie niszcz i nie zrywaj go. Pozwól mu rozsiać zarodniki, lub by zjadły go leśne zwierzęta. Grzyby są ważnymi komponentami biocenozy, bez nich las nie może istnieć! A my nie możemy istnieć bez lasów!... Grzyby są ozdobą lasów i najlepszym indykatorem czystości środowiska! – To ostatnie potwierdziło się po zamknięciu kilkunastu zakładów-trucicieli na Śląsku i Małopolsce – np. Huty Aluminium w Skawinie pod Krakowem. Po jej zamknięciu, w jordanowskich lasach pojawiły się ogromne ilości grzybów i to gatunki takie, o których czytałem tylko w książkach, np.: borowik grubotrzonowy – Boletus calopus czy borowik korzeniasty – B. radicans, które w okolicach Jordanowa nigdy nie występowały! – a raczej występowały przed II wojna światową... I nie tylko one, bo w czasie wilgotnych lat 1997 i 1998 stwierdziliśmy bujny rozwój śluzowców – jedynych grzybów obdarzonych ruchem przez Naturę. No i stwierdziliśmy coraz więcej tzw. „czarcich kręgów”, które poprzednio widziałem jedynie w kompleksie laso-parkowym przy pałacu hr. von Donnesmarcka w Brynku k/Tarnowskich Gór, gdzie mieściło się za moich młodych lat Technikum Leśne. Tamtejsze „czarcie kręgi” były nad wyraz okazałe i składały się głównie z gołąbków i jakichś niejadalnych grzybów... Ich średnice wynosiły nawet do 100 m i sprawiały one niesamowite wrażenie. Występowały one we wrześniu i na początku października.

Poważne zmiany na lepsze sygnalizują mi także znajomi ekolodzy z terenów na wschód od śląskich aglomeracji przemysłowych, które w przeciwieństwie do terenów na zachód od nich, były permanentnie podtruwane przez GOP. Kiedy w sierpniu 1973 roku odbywałem praktykę wakacyjną w Leśnictwie Jaźwin k/Kolonowskich na Śląsku Opolskim, to szokowało mnie to, że występowała tam tak duża ilość gatunków grzybów – jednak były to Bory Stobrawskie, które powinny być chronione ze względu na swoją urodę... Teraz być może, także sosnowe bory po wschodniej stronie GOP także odzyskają swój wygląd. Kiedy jeździłem w latach 70. i 80. trasa z Krakowa do Katowic, to miałem wrażenie, że jestem w górach, wśród kosówki – tylko, że gór brakowało... I mimo wszystkiego, idzie – przynajmniej pod tym względem – w Polsce ku lepszemu.

I tak trzymać. Kiedy na Śląsk wrócą grzyby – a są one wszechobecne w przyrodzie – to będzie to znaczyło, że da się na nim żyć, czego życzę wszystkim Czytelnikom…

Jordanów, wrzesień 2000 r.