poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Piekielny „Lucyfer” nad Europą

Temperatury sierpnia w południowej Europie...

Przełom lipca i sierpnia 2017 roku był pod znakiem piekielnych upałów. A wszystko za sprawą utrzymującego się od 25.VII gorącego antycyklonu – wyżu o imieniu LUCYFER. To piekielne imię było całkowicie uzasadnione. W basenie Morza Śródziemnego zapanowały iście piekielne temperatury sięgające do +45°C. Płoną lasy w Hiszpanii, Włoszech i Grecji.

...i na Wschodzie

Ale i nie tylko, bowiem w południowo-zachodnich stanach USA i w Meksyku temperatury dobijają do +50°C. tak samo jest na Środkowym Wschodzie, gdzie temperatury doszły do +52°C! Wszystkiemu winne były nieruchawe wyże wiszące nad tymi obszarami. W Kalifornii ogniste tornada pustoszą tamtejsze lasy.

Nad naszym krajem – na szczęście – przechodziły także aktywne, atlantyckie niże, które przynosiły chłód i opady, ale na południu Polski odczuliśmy go także. LUCYFER dał nam popalić, i chociaż nie było u nas aż tak wysokiego ciśnienia, to było one powyżej normy – 1013 hPa. Tym niemniej było piekielnie gorąco, chociaż nie został pobity nasz lokalny rekord +38,3°C…

I jeszcze jedna rzecz ciekawa – pomimo piekielnych upałów, Bałtyk przy polskich brzegach jest chłodny – temperatura wody wynosi około +17,2°C w Kołobrzegu, +17,5°C w Ustce i zaledwie +18,4°C w Helu, co spowodowane jest zjawiskiem upwellingu – wypływu na powierzchnię zimnej, głębinowej wody w miejsce ciepłej – zwiewanej wschodnim wiatrem. Ciepłe wody mają teraz Duńczycy i Niemcy…  

Wykres 1

No właśnie, co do temperatury, to przedstawiały się one bardzo ciekawie – temperatura dnia często przekraczała +30°C – a zatem było upalnie. Upalnie i sucho, a co za tym idzie sucho także w lesie. Wilgotność powietrza utrzymywała się w granicach 20-30%. O grzybach mogliśmy sobie już tylko pomarzyć.

W dniu 9.VIII w województwie małopolskim i trzech innych: lubelskim, podkarpackim i kieleckim ogłoszono III° alertu upałowego, bowiem spodziewano się temperatury +35°C i powyżej. Na szczęście temperatura nie poszła wyżej, ale i tak trudno było to przeżyć. Było jak w hiszpańskiej piosence śpiewanej na Teneryfie – w kwietniu w południe śpi tylko leniwy sługa, w maju śpi już pan, a w czerwcu śpi kto żyw… Tak właśnie było u nas w sierpniu – pod tym względem mogliśmy się czuć jak mieszkańcy Lewantu.  

A oto temperatury maksymalne i minimalne:

Wykres 2

Ten okres zakończył się rankiem, 12.VIII spektakularną burzą, która u nas była bardziej widowiskowa niż groźna. Na szczęście temperatura spadła i powietrze się oczyściło. Niestety – znów spadło za mało deszczów. U nas, bo w kraju znów odnotowano masakryczne wydarzenia w rodzaju ulew, nawałnic i trąb powietrznych. Jedna z nich zabiła 2 harcerzy. Ogółem wskutek nich śmierć poniosło 6 osób.




Mnie ta zmiana zaskoczyła na ślubie jednego z moich krewnych Beskidzie Wyspowym, w okolicach Limanowej – a dokładniej w Siekierzynie na wysokości 673 m n.p.m., gdzie temperatura o godzinie 14:00 spadła do +15°C i wiał zimny, zachodni wiatr, który dał się we znaki szczególnie kobietom ubranym w powiewne i przewiewne stroje…



Impreza weselna odbyła się w uroczym hotelu Sara w Laskowej, w niesamowitym krajobrazie jakby wyjętych żywcem z horrorów Lovecrafta czy weird stories Howarda, gdzie na wysokości 604 m n.p.m. temperatura wynosiła +15,5°C, a rankiem następnego dnia spadła do zaledwie +12°C. No i opady – w Laskowej lało prawie całą noc, a wieczorem była tam burza. Piorun rozwalił podstację transformatora, dzięki czemu w nocy zapadły egipskie ciemności, ale hotel miał swoje generatory energii elektrycznej, dzięki czemu dwa wesela trwały do białego rana.













Tymczasem w Jordanowie za weekend spadło zaledwie… 1,52 mm deszczu!!! Przez kraj przechodzą potężne nawałnice, deszczowe szkwały, uderzenia wiatru i trąby powietrzne. Różnica temperatur wynosi ponad 20°C, co przekłada się na energię zdarzeń. Burze w Polsce doprowadziły do tego, że 9.VIII aż 176.000 gospodarstw było bez prądu w łódzkim, mazowieckim, opolskim i lubuskim.

W Oleśnie tamtejsze mieszkanki zetknęły się ze zjawiskiem pioruna kulistego, który nawiedził ich mieszkanie...

Moi znajomi z Borów Tucholskich i Pomorza Gdańskiego informowali o straszliwych skutkach wichur i nawałnic, o całych hektarach powalonych drzew i odlesionych obszarach, przypominających efekty ataku atomowego czy upadku Tunguskiego Ciała Kosmicznego. Ogółem wyłamało 8 mln m sześć. drzew...

Dnia 12.VIII potężne nawałnice runęły na Wielkopolskę, Śląsk część województwa małopolskiego i Pomorze. Polska płaci frycowe za głupotę rządzących, pazerność biznesmenów i deweloperki, za wylesianie całych obszarów, a las jest jedyną siłą zdolną do osłabienia żywiołów. U nas siedzieliśmy jak u Pana Boga za piecem. Pasmo Babiogórskie z jego lasami skutecznie ochroniło nas przed kataklizmami.












Upały najprawdopodobniej już nie powrócą i wcale nikt za nimi nie tęskni, ale tak czy inaczej spoglądamy z niepokojem w niebo. Czy spadnie deszcz? Pytanie jest o tyle istotne, że jak nie będzie deszczu, to powtórzy się sytuacja z lata 2003 roku, kiedy grzybów było niewiele i to rosły tylko tam, gdzie wypływała woda z podziemnych warstw wodonośnych. Czy teraz będzie podobnie?


Tego byśmy sobie absolutnie nie życzyli…       

niedziela, 13 sierpnia 2017

Ja-cek Fedorowicz w Jordanowie



W piątkowy wieczór, 11 sierpnia, w jordanowskim MOK pojawił się człowiek-legenda polskiego kabaretu, kabareciarz, satyryk, pisarz i grafik w jednej osobie Pan Jacek Fedorowicz. Legenda mojego pokolenia, niezapomniany Ja-cek Fedorowicz z programów TV z cyklu „Poznajmy się”, „Kariera”, filmów „Kochajmy syrenki” czy „Nie ma róży bez ognia”, radiowej Trójki „60 minut na godzinę” jako niezapomniany Kolega Fedorowicz, Fedorczyk i Kolega Kierownik z Dyrekcji Cyrku w Budowie… Teraz zaś błysnął jako autor książki pt. „Święte krowy na kółkach” stanowiącej zbiór felietonów traktujących o naszej współczesności Polski lat 2000-nych.







W czasie swego dwugodzinnego wystąpienia zapoznał nas ze swym artystycznym życiorysem i niektórymi felietonami, które okrasił błyskotliwymi refleksjami na temat aktualnej sytuacji politycznej w kraju. W sumie były to dwie godziny najbardziej krytycznej i zarazem konkretnej analizy aktualnej politycznej schizofrenii paranoidalnej made by PiS. No cóż, bonzowie tej partii sami dają mu do ręki amunicję, którą razi on nadzwyczaj celnie.

Niestety, w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu. Nasz bohater nie oparł się antykomunistycznemu kombatantyzmowi i opowiadał nam, jak to dokładał komunie na antenie Polskiego Radia. Robił to w kabotyńskim stylu kabareciarza spod Egidy i czekałem tylko na to, że zacznie opowiadać, jak to sikał w ulotki ssąc smoczek i słuchając Wolnej Europy. Na szczęście do tego nie doszło…



Śmieszne bowiem jest to, że jest on jednym z tych artystów, którzy wypłynęli na szerokie wody popularności właśnie dzięki temu, że krytykował on nonsensy PRL-u, co robił uroczo i finezyjnie. Pamiętam jak słuchaliśmy jego wystąpień, bo każde zdanie było zawoalowaną aluzją, każde słowo potencjalną miną, wobec których cenzura była bezsilna. No, ale to były czasy Polski Ludowej, której cenzorzy zmuszali autorów do odwagi, inteligencji i kultury – rzeczy dzisiaj nieosiągalnych, kiedy odwaga staniała, a chamstwo stało się immanentną cechą satyry i kabaretu. Gdyby nie PRL, byłby może wziętym grafikiem czy malarzem, a tak stał się mistrzem satyry. Opowiadanie o walce z komuną powoli stają się démodé i uważam – nie tylko ja, że najwyższy czas z tym skończyć. Takie opowieści są dobre dla słuchaczy pewnego Radyja, ale nie dla ludzi, którzy pamiętają tamtą epokę i wiedzą, że nie była ona taka zła, jak to się teraz nam to wmawia.










I dlatego bardzo Pana proszę – Panie Jacku, niech Pan trzyma klasę i nie zniża się do poziomu pospolitych zakłamywaczy historii, opowiadaczy bajek oraz wciskiwaczy ciemnoty. Ja bardzo proszę –


Robert Leśniakiewicz