poniedziałek, 31 lipca 2017

Pogodowe podsumowanie lipca



Tegoroczny lipiec zaskoczył wszystkich. Oczywiście wszyscy spodziewali się, po czerwcowych szaleństwach pogody, że lipiec będzie spokojniejszy. Nic bardziej mylnego! Lipiec pokazał swe pazury. A to było tak:

W lipcu było ciepło, jak Pan Bóg przykazał. Temperatury nocne trzymały się pomiędzy +18,8°C a +8°C. Temperatury dzienne utrzymywały się w diapazonie od +16,1°C do +33,3°C. Najcieplejsza była III dekada miesiąca.

W lipcu spadło ogółem 93,29 dm³/m² deszczu. Były to głównie opady burzowe, zaś burz w tym miesiącu mieliśmy 16, przy czym w samym tylko 23.VII było ich trzy, zaś 10 i 11.VII – po dwie dziennie. Największe opady zarejestrowano w dniach 5, 14 i 21.VII – były to typowe „norymne” opady burzowe. Dni deszczowych było 18, zaś całkowicie pochmurnych – 14, pozostałe były bezchmurne lub z zachmurzeniem małym i umiarkowanym.

Na całe szczęście nie odnotowano jakichś gwałtownych zjawisk atmosferycznych – ochrona ze strony naszej Patronki była bardzo skuteczna. Powtarza się dziwne zjawisko omijania Jordanowa przez burze ze strony południowej i północnej. My dostawaliśmy jedynie ich skrzydłami.

W dniu 2.VII na Przykcu znaleziono pierwsze borowiki usiatkowane. W połowie miesiąca sypnęło borowikiem szlachetnym, poza tym pod koniec miesiąca pojawiły się także podgrzybki brunatne, borowiki grubotrzonowe i korzeniaste. Cały czas zbierana jest kurka. W małych ilościach rosną goryczaki żółciowe i różne gołąbki.

Istotnym i przerażającym jest to, co tymczasem działo się na świecie:

·        1.VII przez Moskwę przewaliła się nawałnica z trąbami powietrznymi, która przyniosła wielkie straty. Tymczasem w Grecji odnotowano +45°C, a w Turcji +47°C.
·        2.VII w wyniku wybuchu wulkanu  Dieng Sileni Crater  na Jawie rannych zostało 10 osób, śmigłowiec lecący na pomoc rozbił się zabijając 10 osób.
·        2.VII – upały na Bałkanach sięgnęły +44°C, m.in. w Bukareszcie, bardzo wysokie temperatury również w Bułgarii i Grecji.
·        6.VII pojawiła się powódź w Japonii i Chinach, był to skutek tajfunu…
·        7.VII w Grecji upały wciąż utrzymują się powyżej +40°C, w Kalifornii, Utah, Arizonie i Newadzie upały sięgają do +50°C, co skutkuje wieloma pożarami – szczególnie w Kalifornii. Tymczasem w Polsce mają miejsce nawałnice nad Śląskiem, zaś przez miejscowość Landzmierz przeszła trąba powietrzna – regularne tornado!
·        10.VII przez Polskę przechodzą nawałnice, szczególnie w Wielkopolsce i na Podkarpaciu, gdzie miało miejsce ponad 1000 interwencji OSP i PSP.
·        13.VII Straszliwe wielodniowe  pożary lasów na Wezuwiuszu, wyglądało jakby wulkan wybuchł.
·        17.VII Santiago de Chile zostało zasypane śniegiem, co spowodowało śmierć 1 osoby, która pośliznęła się i uderzyła głową w krawężnik – raport na ten temat znajduje się na stronie - http://wszechocean.blogspot.com/2017/07/sniezyce-nad-chile.html i http://wszechocean.blogspot.com/2017/07/sniezyce-zaskoczyy-mieszkancow-santiago.html.
·        17.VII na wyspie Reunion wybuchł wulkan.
·        18.VII w południowym  Peru wystąpiło trzęsienie ziemi 6,4°R, wybuchła panika. Z kolei koło Kamczatki na wyspach Komodorskich silne trzęsienie ziemi 7,8°R, płytkie, nie było tsunami.
·        18.VII chłody w całej Argentynie nawet północnej gdzie temperatura spadła do -6°C, na Patagonii do -25°C.
·        18.VII gwałtowne topnienie lodowców w Alpach odsłania szczątki dawno zaginionych bez wieści ofiar.
·        19.VII wciąż srożą się pożary na południu Europy, szczególnie w Kampanii i na Sycylii. Okazało się, że jest to robota mafii, która podpalała lasy w celu uzyskania terenów budowlanych. Włoska wersja działań polskiego ministra od (niszczenia) środowiska…
·        21.VII ziemia zatrzęsła się na greckiej wyspie Kos – wstrząsy o sile 7,3°R, znaczne straty materialne, wystąpiło niewielkie tsunami. W Chorwacji palą się lasy wskutek potężnych upałów, zaś w Dagestanie pojawiła się szarańcza.
·        21.VII Gwałtowne zjawiska burzowe w okolicach Rzeszowa, Rzeszów zatopiło, w okolicznych wsiach zrywało dachy.
·        W Wiśle bardzo silny godzinny opad 68 mm, w zagłębieniach gromadziła się woda do 1,5 m!
·        25.VII media doniosły o straszliwej suszy we Włoszech, tymczasem w Lubuskim i Zachodniopomorskim znów pojawiły się opady i nawałnice. We Wrocławiu w ciągu dwóch dni spadło ponad 100 dm³/m² deszczu.
·        25 lipca w Pirenejach około 200 owiec spadło ze skał i zabiło się po ataku niedźwiedzia.
·        27.VII susza pojawiła się w Austrii i Portugalii, Francji ,Albanii – płoną lasy. W wyniku pożarów szacuje się że zginęło 50 miliardów pszczół. Gwałtowna eksplozja wulkanu Siwiełucz na Kamczatce, odwołano loty samolotowe.
·        28.VII w pn-zachodnich Indiach  w prowincji Radżystan, gdzie jest pustynnie i z reguły nie pada, spadło w ciągu dwóch dni 1466 l/m² deszczu tworząc apokaliptyczny potop. Winna anomalia pola barycznego. W Kolumbii wystąpiło tsunami nieznanego pochodzenia, oceanolodzy podejrzewają osuwisko podmorskie.
·         29.VII straszliwa nawałnica w Stambule zatopiła miasto, grad wielkości piłek golfowych uszkodził lądujący samolot, dwa tygodnie wcześniej przeszła podobna…

Ogólnie rzecz biorąc, kanikuła w pełni i nie było – u nas – tak źle, jak w reszcie kraju i świata. Możemy się tylko cieszyć z naszego szczęśliwego położenia. NB, lipcowa prognoza na Boże Narodzenie spełniła się co do joty!

Robert K.F. Leśniakiewicz
Stanisław Bednarz



niedziela, 30 lipca 2017

Romantyczny wypad na Grań

Ciosek, Grań i Hyćkowa Góra z Jordanowa

Niedziela pokazała nam swoją cudowną urodę. Beskidy pławiły się w słońcu i zachęcają do wędrówek. Nie trzeba więc było nas namawiać – połknęliśmy śniadanie i o siódmej wyruszyliśmy na inspekcję lasów „za torami” na Ciosku (555 m n.p.m.) i Grani alias Gronia (ok. 561 m) w masywie Hyćkowej Góry (635 m).



Pogoda jako się rzekło była cudowna – jaskrawe lipcowo-sierpniowe słońce, temperatura +12°C, ciśnienie 1017 hPa i ciągle idące w górę, niebo bez jednej chmurki! Na tym niebieściutkim niebie spostrzegam coś dziwnego – jasny, białawy punkcik, który porusza się z południowego-zachodu na północny-wschód.
- E, to samolot – myślę.
Ale nie, domniemany samolot nie zostawia za sobą smugi.
- Pewnie jest gruba warstwa ciepłego i suchego powietrza – mówię do Ani – i dlatego nie ma smugi...
I w tej chwili domniemany samolot po prostu… znika.
- UFO czy jaka cholera? – myślimy, ale chwilowo zostawiamy ten problem, bo grzybasy czekają…






Po kwadransie marszu wpadamy do lasu. Grzybów nie ma. Od czasu do czasu trafi się jakiś gołąbek czy kurka, ale generalnie las jest już wyczesany z grzybów - za to wszędzie rosną muchomorki. A zatem idziemy wyżej – na przełączkę pomiędzy Cioskiem a Granią. Tam też pusto. Najwidoczniej tam też las jest przebrany. Z prawdziwą przyjemnością konstatujemy, że nie atakują nas muchy i komary!






Wychodzimy na Grań. Tutaj znajdujemy tylko kilka kurek i poćców. Poza nimi trzy prawdziweczki. Niewiele tego, ale na jajecznicę na grzybkach wystarczy. W lesie zaskakuje nas jeszcze jedna rzecz – absolutna cisza. Ptaki nie śpiewają jak wiosną, z góry dolatuje tylko pomruk silników odrzutowych przelatujących stratolinerów, a z dołu od czasu do czasu przejeżdżające pociągi – poza tym cisza. Te ostatnie poza dalekobieżnymi, to najnowsze zestawy produkowane w Bydgoszczy. Są one szybkie i zaskakująco ciche. I o ile te pierwsze słyszymy z odległości kilkunastu kilometrów, to te drugie dopiero z odległości kilometra, a i to nie zawsze… 
    





Schodzimy północnym stokiem Cioska. Po drodze trafiamy kilka podgrzybków brunatnych, które musiały pojawić się ostatniej nocy. Małe, ale urocze. Wychodzimy z lasu i przekonujemy się, że temperatura podskoczyła do +24°C. zziajani i spoceni wracamy do domu. Oczywiście czeka mnie czyszczenie i solenie grzybasów na jutrzejsze śniadanie…






sobota, 29 lipca 2017

PKiN



Stanisław Bednarz


Czas skończyć wakacyjne wspomnienia i brać się do kalendarza. 62 lata temu 22 lipca 1955 roku oddano do użytku Pałac Kultury i Nauki, dawniej do 1956 im. Józefa Stalina – najwyższy budynek w Polsce (pod względem wysokości całkowitej 237 metrów z iglicą).

Trochę ciekawostek. Wybudowany w latach 1952–1955 według projektu architekta Lwa Rudniewa, budynek inspirowany jest moskiewskimi drapaczami chmur, które z kolei inspirowane są amerykańskimi wieżowcami Architektonicznie jest mieszanką socrealizmu i polskiego historyzmu. Projektant architektury wieżowca, Lew Rudniew, chciał, aby był on w stylu polskim, więc objechał różne miasta, m.in. Kraków, Chełmno, Zamość, w celu zapoznania się z polską architekturą. Tak więc powstały pseudo-renesansowe zdobienia, które pasują jak do krowy siodło.

Budowa gmachu trwała od 2 maja 1952 do 22 lipca 1955, a pracowało przy niej ok. 3500-5000 robotników rosyjskich i W czasie prac 16 z nich zginęło; pochowano ich na cmentarzu prawosławnym, choć legenda miejska mówi o zamurowaniu ich w fundamentach wieżowca...

Budynek miał początkowo jasną fasadę, która jednak z czasem zszarzała. Fasada została wykonana ze spieków ceramicznych w kolorze piaskowca produkowanych na Uralu. Detale budynku i płaskorzeźby wykonano z wapienia, piaskowca, granitu i marmuru. W 1956 rozpoczęła się seria samobójczych skoków z tarasu widokowego na 30 piętrze, na wysokości 114 metrów – najpierw skoczył Francuz, po nim jeszcze siedmiu Polaków. Po tych incydentach zdecydowano się na założenie krat na tarasie.





W sylwestrową noc roku 2000 na 42 kondygnacji pałacu został odsłonięty Zegar Milenijny. PKiN wciąż budzi żywe emocje wśród mieszkańców Warszawy, chociaż ma swoich licznych zwolenników. Przeciwnicy dalszej obecności tej budowli w stolicy uważają budynek za symbol radzieckiej dominacji nad Polską, wskazując iż rozpoczęto jego budowę w latach najgłębszego stalinizmu. Zwolennicy uważają, że budynek pełni obecnie wiele użytecznych funkcji i trwale wpisał się w krajobraz miasta. Pałac jest siedzibą wielu firm oraz instytucji użyteczności publicznej, takich jak kina, teatry i muzea, uczelni wyższych, pałacu młodzieży z pływalnią.

Przeciwnicy przypominają także, że znajdujący się w Warszawie sobór św. Aleksandra Newskiego – uznawany za symbol władzy w okresie zaborów – został rozebrany po odzyskaniu w 1918 niepodległości. Zwolennicy uważają że jest funkcjonalny lepszy jak podobne pałace w Moskwie.

Wnętrza pałacu przypominają mi blichtr pierwszych wczesnokapitalistycznych drapaczy chmur w Nowym Jorku. 43. piętro pałacu jest miejscem gniazdowania sokołów wędrownych. W 2016, po pięciu latach przerwy, para sokołów doczekała się tam potomstwa.

Na kondygnacji -2 mieszkają koty. Na wieżyczkach bocznych gniazdują pustułki. Na 6 piętrze jest pasieka miejskich pszczół. Tu upadała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, tu Mick Jagger z zespołu Rolling Stones w 1967 śpiewał „I can't get nooo sa-tis-fac-tion” i wypinał się na pierwsze rzędy, w których siedzieli partyjni kacykowie. Tutaj także Hanna Szczubełek obcinała nożyczkami brodę Lenina.


Pałac Kultury i Nauki widział niejedno. Nie będzie ani tortu, ani świeczek. W pałacu jest klatka schodowa nazywana przez pracowników Pałacu kaplicą. Na ścianie złocona alegoria, przed którą czasem klękali zwiedzający praktykujący katolicy, myśląc że to matka Boska.

piątek, 28 lipca 2017

Grzyby sprzed 99 mln lat!



Grzyby liczące sobie 99 mln lat znaleziono doskonale zakonserwowane w bursztynie w Birmie. Znaleziono także spożywające je owady liczące sobie 125 mln lat!

Zadziwiająco dobrze zachowane grzyby zostały uwięzione w bursztynie około 99 mln lat temu, a znaleziono je w zbiorach pewnego muzeum w… Chinach.

Naukowcy znaleźli także podobne do dzisiejszych grzybożerne żuki liczące sobie 125 mln lat, także zatopione w bursztynie, który jest czystą żywicą drzew, która potem skamieniała z biegiem czasu.

Najstarsze grzyby w bursztynie jakie znaleziono są tylko o milion lat starsze od najnowszych opisanych egzemplarzy, które zostały znalezione wśród 111.000 kawałków bursztynu z Birmy, w Nankińskim Instytucie Geologii i Paleontologii w Nankinie w Chinach.

Naukowcy byli zaskoczeni tym, jak doskonale zachowały się te znaleziska, i jak bardzo są one podobne do współczesnych owadów i grzybów.

- Większość owocników grzybów jest efemerycznych i ich zapis kopalny jest ograniczony – napisali oni w magazynie „Nature Communications”. – Odkrycie czterech form grzybów z nienaruszonymi kapeluszami, zawierającymi kompletne harmonijki i nóżki, sugerujące ewolucyjną stagnację od 99 mln lat.

W oświadczeniu wydanym przez Chińską Akademię Nauk (ChAN) na temat tego odkrycia mówi się, że były one „bardzo dobrze zachowane”. Grzyby te należą do najstarszych jakie znaleziono w bursztynie. Najmłodsze z nich liczą sobie „zaledwie” 1 mln lat. Liczące sobie 440 mln lat skamieniałości grzybów, które wyglądały jak dzisiejsze grzyby zostały odkryte w Szkocji i w Szwecji.


ChAN opublikowała oświadczenie, że owady te były specjalnie przystosowane do żywienia się grzybami.
- Interesujące jest to, że aparaty gębowe tych chrząszczy, w tym powiększone żuchwy w porównaniu ze współczesnymi i wskazują na to, że żywiły się grzybami – powiedziano. – Ich znalezienie przedstawia wielkie odkrycie dla społeczności ekologicznej zbierającej różnorodne grzyby i chrząszcze.              




Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

środa, 26 lipca 2017

Trzeciego dnia po nowiu…



Księżyc znów się obrócił i zaczyna zbliżać się do perigeum. Pogoda nareszcie taka, jaką lubię: temperatura w nocy +12,6°C zaś w dzień +24°C – jak we wrześniu. Opady od początku miesiąca wynoszą już 90 mm i ścioła jest odpowiednio nawilgocona, więc dzisiaj korzystając z miarę wolnego dnia pognałem na grzyby w nasze lasy.









Najpierw skierowałem swe kroki do Majerzowego Lasu, w którym natrafiłem zrazu na skupisko kurek oraz pojedyncze podgrzybki zajączki. Poza nimi natrafiłem na gołąbki oraz gorzkale vel goryczaki żółciowe, no i oczywiście muchomory panterowate.








W lesie na Końskich Ugorach nie było niczego, poza gołąbkami. Rozczarowany poszedłem na Amfiteatr, gdzie nie natrafiłem na nic ciekawego poza goryczakami i kurkami. Wygląda zatem na to, że borowiki się skończyły, zaś zaczął się kolejny rzut kurek. Ciekawym jest to, że pojawiły się już mleczaje biele, które pojawiają się dopiero we wrześniu.








No i te górne widoki – cudowny Beskid Średni i Wyspowy w letnim słońcu. Babia Góra ze szczytem w chmurach, Przykiec, Łysa Góra i Złota Grapa, Strzebel i oba Lubonie. A kurki pójdą jutro na patelnię…!