niedziela, 30 lipca 2017

Romantyczny wypad na Grań

Ciosek, Grań i Hyćkowa Góra z Jordanowa

Niedziela pokazała nam swoją cudowną urodę. Beskidy pławiły się w słońcu i zachęcają do wędrówek. Nie trzeba więc było nas namawiać – połknęliśmy śniadanie i o siódmej wyruszyliśmy na inspekcję lasów „za torami” na Ciosku (555 m n.p.m.) i Grani alias Gronia (ok. 561 m) w masywie Hyćkowej Góry (635 m).



Pogoda jako się rzekło była cudowna – jaskrawe lipcowo-sierpniowe słońce, temperatura +12°C, ciśnienie 1017 hPa i ciągle idące w górę, niebo bez jednej chmurki! Na tym niebieściutkim niebie spostrzegam coś dziwnego – jasny, białawy punkcik, który porusza się z południowego-zachodu na północny-wschód.
- E, to samolot – myślę.
Ale nie, domniemany samolot nie zostawia za sobą smugi.
- Pewnie jest gruba warstwa ciepłego i suchego powietrza – mówię do Ani – i dlatego nie ma smugi...
I w tej chwili domniemany samolot po prostu… znika.
- UFO czy jaka cholera? – myślimy, ale chwilowo zostawiamy ten problem, bo grzybasy czekają…






Po kwadransie marszu wpadamy do lasu. Grzybów nie ma. Od czasu do czasu trafi się jakiś gołąbek czy kurka, ale generalnie las jest już wyczesany z grzybów - za to wszędzie rosną muchomorki. A zatem idziemy wyżej – na przełączkę pomiędzy Cioskiem a Granią. Tam też pusto. Najwidoczniej tam też las jest przebrany. Z prawdziwą przyjemnością konstatujemy, że nie atakują nas muchy i komary!






Wychodzimy na Grań. Tutaj znajdujemy tylko kilka kurek i poćców. Poza nimi trzy prawdziweczki. Niewiele tego, ale na jajecznicę na grzybkach wystarczy. W lesie zaskakuje nas jeszcze jedna rzecz – absolutna cisza. Ptaki nie śpiewają jak wiosną, z góry dolatuje tylko pomruk silników odrzutowych przelatujących stratolinerów, a z dołu od czasu do czasu przejeżdżające pociągi – poza tym cisza. Te ostatnie poza dalekobieżnymi, to najnowsze zestawy produkowane w Bydgoszczy. Są one szybkie i zaskakująco ciche. I o ile te pierwsze słyszymy z odległości kilkunastu kilometrów, to te drugie dopiero z odległości kilometra, a i to nie zawsze… 
    





Schodzimy północnym stokiem Cioska. Po drodze trafiamy kilka podgrzybków brunatnych, które musiały pojawić się ostatniej nocy. Małe, ale urocze. Wychodzimy z lasu i przekonujemy się, że temperatura podskoczyła do +24°C. zziajani i spoceni wracamy do domu. Oczywiście czeka mnie czyszczenie i solenie grzybasów na jutrzejsze śniadanie…






2 komentarze:

  1. Jakoś powoli te grzyby w tym roku rosną, pomimo jak by się wydawało sprzyjającej pogody. Chociaż z drugiej strony ja zwykle zaczynam grzybobrania po koniec sierpnia. Więc może poczekajmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, w każdym razie będziemy trzymać rękę na pulsie. W górach grzybobrania są wcześniejsze, ale kończą się wcześniej, co ma związek z krótszym cyklem wegetacji.

      Usuń