środa, 13 grudnia 2017

Próba generalna końca świata?


Ostatnie trzy dni przyniosły nam przebudowę pola barycznego, która zaowocowała silnym wiatrem halnym. Czegoś takiego – jak podały media – nie mieliśmy od co najmniej pięciu lat. a wszystko zaczęło się w dniu 10 grudnia, kiedy to wiatr z NW wykręcił się na SW a potem na S-SW i jego prędkość wzrosła.

Temperatura powietrza podniosła się z -1,9°C do +0,2°C zaś ciśnienie atmosferyczne wynosiło 1008 hPa i zaczęło spadać. Spadło także kilka centymetrów śniegu (7,5 l/m² wody). Pod koniec dnia wiatr stężał i w nocy zaczęła się wichura.


Następnego dnia media podały, że w wysokich górach halny wiał z prędkością 200 km/h, zaś niżej w Beskidach wiało z prędkością 120-140 km/h. Na Kasprowym Wierchu było 146,6 km/h, na Śnieżce 130 km/h.


Tymczasem w Anglii miała miejsce śniegowa kalamita i temperatura spadła do -13°C. Zamknięto lotniska w Londynie, pociągi kursowały jak u nas w czasie zimy stulecia 1978/79. Prom MF Pride of Kent wszedł na mieliznę w Kanale La Manche. Podobnie było we Francji, ale już w mniejszej skali. Na szczęście ofiar nie było…

W dniu 11 grudnia temperatura powietrza utrzymywała się w granicach od +2,6 do +7,1°C, zaś ciśnienie atmosferyczne spadło do 996 hPa. Potężne podmuchy wiatru łamały drzewa i nasza dzielna OSP wyjeżdżała kilka razy do udrożniania szos. Najgorzej było na drodze z Jordanowa do Wysokiej, gdzie nie dość, że było ślisko, to na dodatek spadły na nią wykrocone świerki.



Najgorzej było w nocy 11/12.XI, kiedy to wichura osiągnęła swoje maksimum. Znowu strażacy wyjeżdżali do wykrotów i połamanych drzew, jedno z nich spadło na dom w ul. Mickiewicza, a na Batalionów Chłopskich wiatr złamał 4 jesiony…  Pozrywało reklamy wokół Galerii, zaś potężne uderzenia wiatru porozrzucały pryzmy drewna i wywalały drzwi stodół. Temperatura powietrza podniosła się do wartości +10,5°C! Ciśnienie atmosferyczne trzymało się 996 hPa.

W dniu 12 grudnia przeżyliśmy próbę generalną końca świata. Ok. godziny 4-tej nad ranem Jordanów został pozbawiony prądu elektrycznego, przez co musieliśmy przeprosić się z piecami węglowymi, płytami kuchennymi, kuchenkami gazowymi, świeczkami i latarkami elektrycznymi. Jedliśmy romantyczne śniadania przy świecach…


Z powodu braku prądu nieczynne były niemal wszystkie sklepy, poza Galerią Jordanowską i marketami, które na szczęście mają własne agregaty zasilające kasy fiskalne i można się tam było zaopatrzyć w żywność. Swoja drogą widać jak na dłoni paranoję przymusowego posiadania kas fiskalnych! Gdyby nie było zasilania awaryjnego, sklepy by poniosły ogromne straty.

My sobie jakoś poradziliśmy, ale mieszkańcy Wysp Brytyjskich mieli problemy z ogrzewaniem i oświetleniem. Moi znajomi Brytyjczycy pytali mnie jak my sobie radzimy w takich sytuacjach. Oni już zapomnieli o tych sposobach i teraz świerkli z zimna…









A prawda jest taka, że nie potrzeba bombardowań czy głowic nuklearnych – jak twierdzi Pan Bednarz – a wystarczy wpuścić wirusa w informatyczny system elektrowni i klęska gotowa. Uzależnieni od dostaw prądu ludzie rychło by się wykończyli z głodu i zimna. A przynajmniej straciliby ducha walki. A terrorystom czy innym świrom tylko w to graj! Kryzys energetyczny skończył się około 9-tej rano i do końca dnia nie było już problemów.

W dniu dzisiejszym ciśnienie podskoczyło o 20 hPa/24 h do poziomu 1016 hPa i w caliźnie chmur wreszcie pokazało się niebo. Temperatura spadła do +0,6°C rankiem, wiatr ucichł. Powoli wszystko wraca do normy. W nocy spadło symboliczne 0,15 l/m² deszczu.



No i smog - nie było go! Silne wiatry wywiały go do diabła i powietrze było czyściutkie. Jedyny pożytek z halnego!


Jak na razie zapowiadane są chłody i po nich kolejne wiatry z kierunku SW, ale już nie takie silne. Wygląda na to, że przed nami dynamiczny grudzień i niespokojne Święta…           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz